9 powodów, dla których trzeba iść do kina na „La La Land”

Miałam nie pisać o La La land. No bo przecież trąbią o tym wszyscy. Ile można Bla bla bla.. Ale wiecie co? Wczoraj wieczorem byliśmy w kinie i po prostu nie mogę o nim nie napisać! Bo nie dość, że to jest musical (a ja kocham musicale), to jest jeden z lepszych musicali, jakie widziałam w życiu! Chcecie wiedzieć dlaczego?

1. Intertekstualność

La La Land aż kipi od nawiązań. Właściwie cały film jest jedną wielką grą z klasycznymi musicalami. Trochę tak, jak w Stranger things – co krok twórcy oddają komuś albo czemuś hołd – a to dosłownie o nim wspominając, a to przez bardziej subtelne nawiązania – scenę, kadr, taniec, miejsce. To prawdziwa gratka dla miłośników starego kina, a dla osób niezainteresowanych być może impuls, by poznać klasykę.

2. Ten niepowtarzalny klimat starego filmu

Niby akcja ma miejsce w czasach współczesnych, niby są tu smartfony, internet i szybkie samochody, ale przecież ten film nie ma dzisiejszego klimatu za grosz! Bohaterowie to para niepoprawnych marzycieli, z głowami zapchanymi jazzem i czarno-białymi filmami i to wpływa na wszystko – miejsca w których bywają, stroje w których chodzą, styl życia. Na wszystko.

3. Hollywood, jak z bajki

Jeśli są tu jacyś psychofani Seksu w wielkim mieście może pamiętają jedną scenę z odcinka w którym cztery przyjaciółki wybierają się do Los Angeles? Tę w której Miranda spotyka się z kolegą z dawnych lat, który teraz nie ma już nadwagi, jest szczupły, szczęśliwy i spełniony? Tylko, że zamiast naprawdę jeść stek, przeżuwa każdy kawałek, delektuje się smakiem, po czym go wypluwa? No właśnie. Hollywood w każdym współczesnym filmie/serialu wydaje mi się miejscem absolutnie nieprzyjaznym, wręcz wrogim. Tu jest inaczej. Pięknie, romantycznie, pastelowo. Jak z marzeń, jak ze starych filmów.

4. Piękna muzyka

5. Ryan Gosling, Ryan Gosling, Ryan Gosling

Kiedyś, bardzo dawno temu namiętnie oglądałam serial dla młodszych nastolatków Liceum na morzu. Nie jest tu istotne, że wcale nie byłam już młodszą nastolatką, bo zbliżałam się raczej do 18 roku życia, a serial był skrajnie durny. Istotne jest to, że jednego z bohaterów grał bardzo charakterystyczny chłopak (który notabene wydawał mi się totalnie nieatrakcyjny). I moja mama powiedziała wtedy, że kto jak kto, ale on na pewno zrobi karierę. Wtedy wydawało mi się totalną bzdurą, że ten szczurowaty wymoczek może stać się wielką gwiazdą. Dziś wiem, że mama – jak zwykle – miała rację. Ryan Gosling aktorsko jest po prostu mistrzem. A jeśli chodzi o inne atuty… coż… Gdyby nie Paweł i Thor pewnie miałby jakieś szanse 😀

6. All that jazz

Jazz to druga po starym kinie nostalgiczna wycieczka w przeszłość. Jak na musical i film muzyczny przystało La La Land pełen jest przepięknych dźwięków, jest pochwałą tego co wybitne i minione. Jak dobrze się tego słucha! Jak dobrze poczuć klimat zadymionych knajpek, gdzie nad szklanką piwa można bez końca słuchać mistrzowskiej gry. Uwielbiam!

7. Emma Stone

Jej nazwisko wymieniam tylko raz, bo jednak wolę Goslinga 😉 Ale niesprawiedliwością byłoby o niej zapomnieć. Jak zwykle śliczna, jak zwykle utalentowana, jak zwykle urocza i z charakterem, doskonale uzupełnia się z Goslingiem i razem tworzą absolutnie genialny, przeładowany chemią duet. Mniam!

8. Uczta dla oczu

La La Land to cudeńko. Doskonałe ujęcia, gra kolorami, świetne kostiumy, śliczne widoki. Piękni (ale niebanalni!) główni bohaterowie, tańce, słońce Kalifornii. Nic, tylko patrzeć <3

9. Trochę prawdy o życiu

Nie będę Wam tu spoilerowała, ale napiszę tylko, że jeśli spodziewacie się banalnej historii miłosnej, to mylicie się baaaardzo. La La Land to film mądry, prawdziwy, wywołujący emocje i który – mimo że pokazuje uczucie bohaterów w sposób przepiękny – tak naprawdę jest o spełnianiu marzeń. A po seansie zostaje pole do dyskusji, do zastanowienia, do przemyśleń.


No! A teraz – kto jeszcze nie był – marsz do kina! Warto 😀

  • Beata Golembiowska Nawrocki

    Nie zgadzam się z Tobą Magdo.La la land był dla mnie rozczarowaniem pod wieloma względami. Jako musical – melodie i śpiew – nic nadzwyczajnego, a nawet kiepsko, taniec – jedyny dobry w chmurkach – ale tam tańczą zawodowi tancerze, fabuła – płytka, cóż – „follow you dreams and they will come true” – taka sobie słodka bajeczka, Emma Stone – tak piekna w wielu filmach tu wygląda jak wychudzony Golem z rybimi oczami, Gossling – OK. Gdy La la Land porównuję do takich musicali jak Hair, Chicago i wielu innych, gdzie taniec, śpiew ,muzyka i treść były na najwyższym poziomie, to te miauczenie Emmy Stone, kiepski taniec i banalna treść wg. mnie klasyfikuje ten film jako średniej, a nawet niskiej wartości banałek. Ale cóż, gusta są różne, nie mądrzę się, tylko opisuję swoje wrażenia.

    • Co do jednego się zgodzę – jeśli chodzi o taniec i muzykę, to nie był to najwyższy możliwy poziom 😉 To chyba konsekwencja zatrudniania w głównych rolach gwiazd, a nie zawodowych aktorów musicalowych 🙂 Nie spodziewałam się tu jednak nic specjalnego, więc też się nie zawiodłam. Natomiast co do fabuły – nie zgadzam się. Marzenia się spełniają, ale nie wszystkie! Co z prawdziwą miłością? O niej też marzyli główni bohaterowie. Ale tak jak piszesz – gusta są różne i każdemu podoba się co innego. Inaczej byłoby strasznie nudno… 😉

  • Naiwna szmira!
    Wyszłam w połowie. Po prostu nie da się tego oglądać, słuchać i patrzeć. Dobre dla dzieciaków.

  • Pewnie obejrzę, ale krzywi mi się gęba od lukru. Tak jak pisze pani Beata: „follow you dreams and they will come true” – taka sobie słodka bajeczka – tego się boję.
    Moimi ulubionymi filmowymi musicalami są „Hair”, „Jesus Christ Superstar”, „Moulin Rouge” i „Chicago” (i, czego się trochę wstydzę, „Grease” :D), więc chyba po prostu nie przepadam za musicalami w klasycznym wydaniu. Choć lubię też „Deszczową piosenkę” 🙂

    • No jak możesz się wstydzić „Grease”?! 😀 To przeuroczy film i też go uwielbiam 🙂 Podobnie, jak pozostałe wymienione przez Ciebie filmy (zwłaszcza „Hair” i „Chicago”).

      A co do „La la Land” to faktycznie jest to film bardzo słodki, ale na pewno nie jest banalny. Ja go przynajmniej tak nie odebrałam i było mi nawet trochę przykro, że się skończył, tak jak się skończył 🙂

  • Beata Gołembiowska Nawrocka

    Musicalowi można wybaczyć płytką fabułę – np. Ma Mamia czy Grease nie grzeszą głębią. A jednak te dwa musicale są świetne pod względem tańca, aktorstwa, śpiewu. Podobnie jak wymienione przeze mnie Chicago czy Hair, a także Dźwięki muzyki ( Sound of the Music), Mary Popins i wiele wiele innych. W tych musicalach grali aktorzy, ale ich głos, taniec są po prostu zniewalające!Dlatego wybierając się na LaLa Land nie spodziewałam się jakiejś wielkiej historii. Spodziewałam się świetnej muzyki i tańca. Niestety ogromnie się rozczarowałam

    • Muzyka mi się bardzo podobała i tutaj nie mogę złego słowa powiedzieć, ale to już kwestia gustu 🙂 Natomiast – jeśli chodzi o wykonanie i taniec, to mimo wszystko – nie są one dla mnie najważniejsze. Po pierwsze dlatego, że się na tym po prostu nie znam i ciężko mi powiedzieć czy ktoś śpiewa dobrze, bardzo dobrze czy marnie (mogę co najwyżej stwierdzić, że czysto, ale to raczej oczywiste, że śpiewają czysto), podobnie jest z tańcem. Pod kątem muzyczno-tanecznym oceniam ogólne wrażenie, jakie wywarł na mnie film. A „La La Land” wywarł bardzo dobre wrażenie.

      A pod drugie dlatego, że na mój odbiór filmu ma wpływ wszystko. Dla mnie nie bez znaczenia było to, że pełen jest nawiązań i mrugnięć okiem. Nie bez znaczenia jest też to, że zdjęcia są cudowne. Nie bez znaczenia jest też to, że klimat filmu bardzo mi odpowiadał, a historia mi się podobała 🙂 Oceniam całość – a całość była – moim zdaniem – super 🙂

  • Pingback: 3 razy Oscary 2017, czyli na skróty przez obejrzane filmy #1 - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: