Metoda małych kroków i parę słów o tym, że życie lubi płatać figle…

Rok 2017 to będzie ten rok. Zrobiłam całą tonę planów, a o wielu z nich pisałam Wam tutaj (klik). Generalnie mam w tym roku kilka głównych celów życiowych, na których realizacji mi zależy. Chcę rozwijać to miejsce, przygotowuję też stronę internetową nieco bardziej niż ta związaną z moim zawodem (mam nadzieję, że ruszy w lutym i będę się wreszcie mogła pochwalić!), do tego dochodzi cała masa postanowień i celów o których nie chcę tu teraz pisać – zawodowych i osobistych.

Życie i niespodzianki, które ze sobą niesie

Wszystkie moje wielkie plany miały wystartować… wiosną. Syn Gryzak miał być ze swoją nianią, aż do momentu pójścia do przedszkola (jesienią), ja miałam spokojnie, stopniowo i w sposób bardziej zapowiedziany przejść na urlop wychowawczy i poświęcić się od razu pracy na maksimum możliwości. Zima miała być okresem przejściowym. Ale wiecie… życie nie byłoby sobą, gdyby nie robiło nam niespodzianek 😉 W grudniu, ze względów zdrowotnych (ponoć…) zrezygnowała Gryzakowa niania. Praktycznie z dnia na dzień, a my zostaliśmy na lodzie. Mając w pamięci, jak trudno było nam znaleźć opiekę i że udało się to praktycznie cudem, jedyną słuszną decyzją był urlop wychowawczy. No bo, jakbyśmy w ciągu kilku tygodni nikogo nie znaleźli, to kto by się zajął dzieckiem? Bralibyśmy je naprzemiennie do biura – raz Paweł, raz ja? Czy może kot stanąłby na wysokości zadania i niańczył Gryzaka, kiedy nas by nie było? Poza tym zdecydowałam, że ponieważ i tak mam odejść, mogę to równie dobrze zrobić z początkiem roku. Tak nawet będzie lepiej, szybciej. Postanowiliśmy też, że poczekamy, aż Gryzacki pójdzie do przedszkola (chcemy posłać go tam od września) i nie będziemy szukać kolejnej opiekunki – do poprzedniej mieliśmy sporo zastrzeżeń (a przecież i tak była całkiem okej), baliśmy się stresu związanego z nowymi osobami, pomyłek. Nie bez znaczenia były też finanse – w końcu mój plan zakładał rezygnację z pracy nieco później, więc takie odpływ gotówki też jest odczuwalny. Teraz widzę, że z punktu widzenia dziecka to była dobra decyzja, bo Gryzi jest w o niebo lepszej formie psychicznej niż miesiąc temu. Lepiej się rozwija, zaczyna mówić, a ja czuję, że jest ze mną szczęśliwszy. Ja też jestem szczęśliwa, że jesteśmy razem i mogę cieszyć się nim w sposób nieskrępowany.

Jednak zazwyczaj wszystko w życiu ma dwie strony – bo to co dobre dla dziecka, niekoniecznie jest tym o czym marzy jego mama 😉 Utknęłam w domu. Niby ma mi pomagać moja mama, ale na razie wychodzi to raczej średnio… Jestem z Gryzakiem sama, a spora część moich planów leży i kwiczy. Gotuję pyszne jedzenie, dbam o porządek, kreatywnie bawię się z Młodym i skupiam się na tym, żeby czuł, że ma dom. Wiem, że to co robię ma ogromną wartość. Wiem też, że to nie jest sytuacja na zawsze. Wiem, że muszę czerpać z tych chwil z synem na maksa, bo one się już nie powtórzą. Wszystko to wiem. Tylko trochę mi przykro, bo momentami czuję się, jakbym stała w miejscu. Jakby moje marzenia stały w miejscu. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie postanowiła czegoś z tym zrobić. I wymyśliłam dla siebie…

…metodę małych kroków!

Bo wiecie. W tym momencie nie dam rady ogarnąć wszystkiego na maksa. Nie jestem w stanie siedzieć po nocach, rezygnować z odpoczynku i przyjemności. Zresztą – nie to jest moim celem, wręcz byłoby to sprzeczne z wyznawanymi przeze mnie wartościami. To znaczy – nie chodzi o to, że hołduję lenistwu. Tylko po całym dniu pracy (obojętnie jakiej – czy umysłowej czy przy dziecku i domu) dla zdrowia psychicznego należy się relaks. Poza tym wiem, że po okresach intensywnej pracy zawsze przychodzi u mnie straszne zmęczenie materiału, które objawia się również fizycznie – i to w sposób dość uciążliwy. Dlatego nie będę się łudzić, że uda mi się teraz zrealizować wszystko, co chcę. Bo się nie uda, a jeśli nawet, to szybko się wyczerpię. Ale czy to znaczy, że mam stać w miejscu do września? Też nie!

Dlatego postanowiłam codziennie posuwać się o jeden-dwa kroki na przód. W każdej życiowej kategorii. Wiadomo – w tym momencie najważniejszy jest Syn Gryzak i jego dobro. To jemu należą się czas i uwaga w stopniu najwyższym. Ale oprócz tego codziennie będę robiła jedną małą rzecz, która przybliży mnie do realizacji moich celów na ten rok. Codziennie będę popychać ten wózek do przodu. Troszeczkę. Tyle, ile dam radę! Tak żeby się nie przeciążyć i nadal mieć siłę i energię na bycie dobrą mamą.

Podzieliłam swoje życie na kilka kategorii i ustaliłam te najważniejsze. W każdej z tych kategorii codziennie muszę zrobić coś, co zbliży mnie do realizacji moich celów (są one sformułowane w sposób dość konkretny!). Są cztery: mój nowy internetowy projekt, ten blog, dom i organizacja naszego życia, zdrowie i odchudzanie. To są w tej chwili moje priorytety. Resztę działań zawieszam do momentu, w którym będę miała więcej czasu, czyli prawdopodobnie do września. Sama jestem ciekawa, jak to wyjdzie. Gdzie posuwając się codziennie troszeczkę, o parę milimetrów zajdę. Jedno jest pewne – jestem zdeterminowana i nie będę rezygnować z marzeń, ani odkładać ich na później! Mogę co najwyżej wybrać te najważniejsze i stopniowo zdobywać tę górę.


A Wy? Co myślicie o takiej metodzie małych kroków? Stosujecie ją, czy wolicie raczej poświęcać się czemuś albo w stopniu maksymalnym albo wcale? Macie jakieś ciekawe doświadczenia w tej kwestii?

  • Beata Golembiowska Nawrocki

    Magdo, nawet wielkie rzeczy udaje się zrobić za pomocą małych kroków. Całe moje życie składa się z nich, a w sumie, nie mogę powiedzieć, że zrobiłam „wielkie rzeczy”, ale i całkiem małe też nie. W przeciągu sześciu lat napisałam sześć książek ( 5 wydanych), zarabiam wreszcie wyłącznie tym co lubię, czyli pisanie, fotografia, skład graficzny, montaż filmowy. A wszystko to, szczególnie pisanie, osiągnęłam codzienną, „kroczkową” pracą. Nawet, gdy byłam samotną matką dwóch córek. Dlatego trzymam kciuki za Twoją metodę kropelkową. Jestem przekonana, że przyniesie efekty, które nawet mogą Ciebie zaskoczyć.

  • Każdy mały kroczek to jakiś ruch. Ważne, żeby dojść do tego, czego się pragnie, a czy skokiem czy małymi kroczkami? Bez różnicy!

  • Magdaleno, trzymam za Ciebie kciuki! Jestem przekonana, że jeżeli będziesz konsekwentnie wykonywać tych kilka małych kroczków każdego dnia, osiągniesz zamierzone cele. Pozdrawiam!
    IS

  • Beata Golembiowska Nawrocki

    Zapraszam Magdo do mojego najnowszego felietonu – trochę zahacza o tematy przez Ciebie poruszane
    http://www.gazetagazeta.com/…/01/czy-to-pomoze-will-it-help/

  • Jena

    Uwielbiam Twoje wpisy! Kocham być zmotywowana do bycia zmotywowaną! 😀
    Mam takie pytanie – bo nie wiem czy dobrze postąpię. Mam podobną sytuację jak Twoja i też mam zamiar wprowadzić metodę malutkich kroczków. Jeśli chodzi o rzucanie pracy na etat to rozwiązuje się to przez to, że rozstajemy się na amen z pracodawcą, czy idziemy na urlop wychowawczy? Jedno drugiego nie wyklucza?

    • Dziękuję 😀 Jeśli chodzi o Twoje pytanie – wyklucza i nie wyklucza 😉 Na urlopie wychowawczym można co do zasady pracować gdzie indziej, ale też cały czas jest się pracownikiem – więc obowiązują pewne ograniczenia . Między innymi musisz korzystać z tego urlopu zgodnie z jego celem, czyli sprawować osobistą opiekę nad dzieckiem – inaczej pracodawca może wezwać Cię z powrotem do pracy 🙂

      Więc tak naprawdę nie jest to „rzucanie pracy”. W moim przypadku jednak w tej chwili urlop wychowawczy jest najlepszą opcją, bo a) zawsze mam furtkę by wrócić, b) mam ubezpieczenie, c) faktycznie sprawuję osobistą opiekę nad dzieckiem. Poza tym u nas miała być taka sytuacja, że niania byłaby w domu razem ze mną (i przede wszystkim nie codziennie i nie w pełnym wymiarze godzin) i pomagałaby mi w spacerach, obiadach itp. Natomiast do momentu pójścia syna do przedszkola osobistą opiekę sprawowałabym ja, pracując przy okazji z domu 🙂 Wszystko więc zależy od sytuacji – mi się marzy prowadzenie własnej firmy, ale na razie nie chcę rzucać się na głęboką wodę, bo nie mam na to czasu 🙂

  • Aleksandra Wojciechowska

    Ogólnie staram się stosować tą metodę lecz czasem się zapominam i często potem wszystko zostaję na ostatnią chwilę 🙁 Ale pracuje nad sobą. Ten post to wielka motywacja 😀
    wojciechowska-olaa.blogspot.com

%d bloggers like this: