Wotum nieufności Remigiusza Mroza – recenzja

Ze mną i z książkami Remigiusza Mroza jest różnie. Niektóre mnie zachwycają (tak jak seria z Chyłką), inne czytam bez większego przekonania, ale z przyjemnością (seria z komisarzem Forstem), a jedna okazała się ogromnym rozczarowaniem (Behawiorysta). Jednak bez względu na poziom satysfakcji czytelniczej, jedna rzecz pozostaje wspólna – przy książkach Mroza po prostu odpoczywam. Nie jest to literatura wysoka, ambitna i mogłabym z miejsca wymienić kilkanaście lepiej napisanych i lepiej wymyślonych sensacji i kryminałów, ale jest tak wciągająca, tak pochłaniająca, że nie umiem się od niej oderwać. Dlatego Mroza stosuję jako remedium na smutki wszelakie, jako towarzysza w trudniejszych chwilach, kiedy nie mam ochoty na nic wymagającego, idealnego kolegę do autobusu. A że ostatni tydzień był dość emocjonalny i intensywny, więc – mimo niesprzyjających warunków czytelniczych (po znokautowanie dwóch czytników w ciągu jednego miesiąca poddałam się i korzystam z abonamentu Legimi na telefonie, który – jak widać – też przeszedł niejedno…) – moim pierwszym wyborem było Wotum nieufności Remigiusza Mroza, czyli jego najnowsza powieść 🙂

O co chodzi?

Polska, czasy współczesne. Marszałek Sejmu Daria Seyda budzi się w hotelu. Nie wie, jak się tu znalazła, co gorsza – nie pamięta nic z poprzedniego wieczoru. W tym samym czasie obiecująca gwiazda prawicy Patryk Hauer pije kawę w Starbucksie i szykuje się do kolejnego, pełnego przepychanek i walki o popularność dnia. Żadne z nich nie wie, że w najbliższych miesiącach ich życie nabierze zawrotnego tempa. Czekają ich liczne zawirowania zawodowe i osobiste, a oni sami zostaną wciągnięci w prawdopodobnie największą aferę w III Rzeczpospolitej…

Fabuła – jak to zwykle u Mroza…

Wciąga. Właściwie od pierwszych stron. Nie jest to może szczyt jego możliwości, jeśli chodzi o zaangażowanie czytelnika, ale co by nie mówić – ponad 600 stron łyknęłam w 3 dni i to jeszcze pomiędzy Głodem Capparosa (który czytam bardzo powoli, bo temat mnie przytłacza, ale w styczniu planuję skończyć!). To mówi samo za siebie, bo ja nie jestem jakimś ekspresem książkowym i zazwyczaj, jak jakaś powieść jest tak grubaśna, to męczę ją tydzień. A tu – szast-prast i przeczytane 🙂 Typowe dla Mroza zawieszenia akcji, suspens – są tu jak najbardziej obecne i zmuszają do przeczytanie kolejnego rozdziału. I kolejnego. I kolejnego. I tak do rana…

Jednak pamiętajcie! To jest typowe political fiction, w tej książce nie znajdziecie jakiś wielkich kryminalnych zagadek (choć wątek zbrodni się pojawia), więcej tutaj rozgrywek, spisków, gierek i słownych starć. Kuluarowe rozmowy, debaty, siłowanie się z dziennikarzami i ciągła kalkulacja korzyści – to jest esencja tej powieści.

Ciekawostki i smaczki

Wotum nieufności Remigiusza Mroza to książka bardzo ciekawa, bo pełna naprawdę interesujących faktów o polityce, gospodarce i tym, jak funkcjonuje ten świat. Widać, że Mróz odrobił pracę domową, bo co kilkanaście stron częstuje czytelnika przykładami których najczęstszym bohaterem jest były już niestety prezydent USA Barack Obama.

Podobało mi się też bardzo osadzenie akcji w świecie, który jest dokładnie taki sam, jak ten dzisiejszy, w którym żyjemy. Rzeczywistość u Mroza, to nasza polityczno-społeczna rzeczywistość, wraz ze wszystkimi problemami i realiami, które niesie. Mamy więc zaakcentowaną potęgę mediów społecznościowych, ofensywę prawicowych partii na świecie, mamy problematykę bezpieczeństwa energetycznego, relacji z Rosją, kwestie imigrantów, długu publicznego. Jest tu też Starbucksy i TVN24, a jedyne co odróżnia świat Remigiusz Mroza od naszego to osoby polityków, które na szczęście nie przypominają nikogo z obecnej ekipy rządzącej i opozycyjnej i są całkowicie oryginalnymi postaciami.

Trochę wad też się znajdzie

Po pierwsze niespecjalnie porwali mnie bohaterowie. Zarówno Daria Seyda, jak i Patryk Hauer byli dla mnie trochę zbyt subtelni, zbyt płascy, zbyt do siebie podobni. Zabrakło mi takiego silnego akcentu, jakim jest Joanna Chyłka czy Wiktor Forst – postaci którą można kochać całym sercem albo całym sercem jej nieznosić. Dużo ciekawsi byli pozostający na drugim planie żona Patryka i współpracownik Darii – Hubert i mam nadzieję, że w kolejnych częściach jeszcze pokażą na co ich stać.

Po drugie – może to nie do końca jest wada – ale jednak political fiction to niespecjalnie jest moja bajka. A Wotum nieufności Remigiusza Mroza to raczej książka, która zachwyci osoby pijące poranną kawę z programami informacyjnymi. Ja nie lubię polityki i polityków i choć na bieżąco śledzę to, co dzieje się na świecie, to robię to raczej z poczucia obowiązku (bo wiedzieć trzeba!) i dlatego, że mam męża (i rodziców), który żywo i aktywnie interesują się tym co w Polsce i za granicą piszczy. Nie jestem wielką fanką House of cards i wolałabym szorować kible niż być posłem. Sami więc rozumiecie, że tematyka wzbudziła we mnie raczej umiarkowany entuzjazm. Dlatego nie mogę powiedzieć, żeby mnie Wotum nieufności Remigiusza Mroza powaliło na kolana – zdecydowanie lepiej żyło mi się w prawniczym świecie Chyłki i Zordona, który jest duuużo bliższy mojemu sercu 🙂 Nie zmienia to jednak faktu, że powieść mi się podobała i łyknęłam ją naprawdę szybko (więc osoby nie przepadające za relacjami z ław sejmowych też powinny dać jej szansę)


Jeśli lubicie tego autora i historie, które opowiada, jeśli lubicie lekkie i rozrywkowe pozycje i jeśli nie odrzuca Was na sam dźwięk słowa polityka to bez dwóch powinniście sięgnąć po Wotum nieufności Remigiusza Mroza. To naprawdę świetna zabawa na długie jesienne wieczory! Ja się w tym świecie odnalazłam dobrze i mocno liczę na to, że kolejne części będą równie (albo bardziej!) ekscytujące. Mam też nadzieję przeczytać je już w nieco lepszych warunkach i na sprzęcie nieco bardziej przyjaznym czytelnictwu niż mój mocno zmasakrowany telefon, ale to już temat do obgadania nad moim zeszycikiem budżetowym 😀

Moja ocena: 6/10

Więcej powieści Remigiusza Mroza znajdziecie tu:

Kasacja, Zaginięcie, Rewizja, czyli Chyłka i Zordon trzy razy pod rząd!

Immunitet – Remigiusz Mróz – recenzja

  • Właśnie jestem po 80 stronach 🙂 Wciągająca 🙂

  • Jeśli chodzi o Mroza to jak na razie czytałam tylko Behawiorystę i książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Przymierzam się teraz do trylogii z Forstem. „Wotum nieufności” totalnie nie mój klimat, ale od osób, które lubią polityczne tematy, też słyszałam że dobra!:)
    I podziwiam za czytanie na telefonie! Nie dałabym rady!:)

    • Trylogia z Forstem jest niezła, ale nie można zrażać się po pierwszym tomie, który jest… hmmm… dość mocno przesadzony. Potem jest super! A co do telefonu – ja się jakoś przyzwyczaiłam, ale tęsknię za moim czytnikiem z całych sił 😉

  • Dzięki! I trzymam kciuki za dobry sprzęt na kolejne pozycje – warto. 🙂

  • Irek Jabłoński

    Mam ochotę na przeczytanie kolejnej książki ( przeczytałem : Świt, który nie nadejdzie ) . Książka była ciekawa ale nie porywajaca Zdolność autora do tak szybkiego i poprawnego pisania , jest niewiarygodna . temat też był bliski : moja Warszawa , w dodatku nieznana przedwojenna Warszawa

    • „Świt, który nie nadejdzie” jeszcze przede mną, ale planuję go przeczytać -zwłaszcza, że bardzo lubię przedwojenny klimat 🙂 A tempo w którym Remigiusz Mróz wydaje swoje książki jet faktycznie niesamowita 🙂 Jest z czego wybierać!

  • Agata

    Lubię książki Mroza (bardziej Chyłkę niż Forsta), ale przy „Wotum nieufności” chyba spasuję. Chyba po prostu w tej chwili nie strawiłabym powieści typu political fiction. Wystarczy, że włączę TV na chwilę i już mnie trafia 😛

    • Rozumiem to doskonale 😀 W sumie, jeśli chodzi o Mroza, to mamy taki wybór, że nie trzeba koniecznie czytać wszystkich jego książek 🙂

  • właśnie wczoraj zaczęłam czytać 🙂

  • kochamciemojezycie.blogspot.co

    jestem bardzo ciekawa mojej opinii po przeczytaniu tej książki 🙂

  • Polityka to zupełnie nie moja działka, więc podejrzewam, że nawet książka nie zaintrygowałaby mnie za mocno. Do tego cała seria o Froście Mroza też mnie nie interesuje. Za to „Behawiorysta” czeka na półce i woła do mnie „mamo, przeczytaj mnie”, co mam zrobić jak najszybciej.

  • Pingback: Inwazja Wojtka Miłoszewskiego - recenzja - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: