Zbrodnia w szkarłacie – Katarzyna Kwiatkowska – recenzja

Zdradzę Wam sekret! Nie mogę żyć bez kryminałów! Może nie jestem jakimś wielkim wyjadaczem, ale jedna miesięcznie powieść ze zbrodnią w tle, to takie moje wewnętrzne minimum. Po prostu, raz na parę tygodni nachodzi mnie ogromna ochota, by rozwiązać jakąś zawiłą, skomplikowaną i ponurą zagadkę. Ta ochota w sposób szczególny wzmaga się w okresie jesienno-zimowym, bo wtedy, w tej błogiej atmosferze pysznej herbaty, koca, lampki nocnej i zawieruchy na zewnątrz, jakoś najlepiej czyta mi się o tych wszystkich okropieństwach. Być może te pory roku dają mi ogromne poczucie domowości i bezpieczeństwa i muszę sobie czymś podnieść adrenalinę? Kto wie? W każdym razie – żyć bez kryminałów nie mogę, czytam ich całkiem sporo, a szczególnie cenię sobie te w stylu retro (bo przecież, co jak co, ale historię kocham!). Dlatego lektura Zbrodni w szkarłacie Katarzyny Kwiatkowskiej, którą to książkę przyniosłam do domu z jednej wymiany książkowej, była oczywistością. I w pewną bardzo wietrzną i mroźną noc, oświetlona nikłym blaskiem mojej nocnej lampki, sięgnęłam po tę powieść z bardzo obiecującą okładką. Jednak dość szybko poczułam to kujące uczucie zawodu, bo Zbrodnia w szkarłacie okazała się… No właśnie!

O co chodzi?

Rok 1900. Wielkopolska pod pruskim zaborem. Do dworu szlacheckiego w Jeziorach przybywa detektyw amator Jan Morawski, by pomóc właścicielom w poszukiwaniu skarbu ukrytego przez dziadka. Jest on dla państwa Jezierskich niezbędny, ponieważ wisi nad nimi widmo utraty ukochanego majątku. Dodatkowo w Jeziorach za chwilę odbędzie się ślub córki gospodarzy – pięknej Heleny. Gorączkowe przygotowania przerywa zbrodnia. Kto zabił? Dlaczego? Czy ślub się odbędzie? I przede wszystkim: gdzie u licha jest skarb dziadka?!

Zbrodnia w szkarłacie, czyli zupełnie przeciętny kryminał

Okładka i opis powieści obiecują nam mroczną i krwawą kryminalną grę. Autorka zaś w swoim sposobie pisania nawiązuje do konstrukcji zagadki w klasycznym stylu Agathy Christie. Mamy więc ograniczony krąg podejrzanych, z których właściwie każdy ma motyw i możliwość popełnienia morderstwa. Znajdziemy tu też połączenie klasycznej metody dedukcji z wchodzeniem w psychologię postaci. Nie bez znaczenia jest połączenie rozwiązania z rozkładem pomieszczeń dworu, są też fałszywe zeznania i zwodnicze tropy. Wydawałoby się, że wszystko jest na swoim miejscu i wielbiciele kryminału powinni czuć się usatysfakcjonowani. A jednak…

Zabrakło właściwie dwóch rzecz. Po pierwsze – emocji. Mimo, że powieść czytało mi się przyjemnie (bo i język ładny, i historia była, i mili bohaterowie), to sama zagadka zupełnie mnie nie interesowała. Przede wszystkim dlatego, że sama autorka niespecjalnie ją akcentowała. Owszem, Jan Morawski błąkał się po okolicy usiłując dowiedzieć się kto zabił, ale robił to bez specjalnego zaangażowania, po drodze zaliczając eleganckie obiady, zauroczenia i niemalże zapominając co i po co robi. Wszyscy bohaterowie zdają się mieć podobne podejście i zdecydowanie więcej ekscytacji wzbudza w nich ślub i uczucia panny Heleny, niż fakt, że w ich domu dokonano morderstwa. Trudno więc oczekiwać, by czytelnik przewracał strony z wypiekami na twarzy, skoro nawet postacie fikcyjne nie specjalnie się tu ekscytują. Druga sprawa – zakończenie. Nie mogło być chyba bardziej banalne i oczywiste, a jeśli ktoś czytał już kiedyś kilka kryminałów, nie powinien mieć wielkich trudności z odgadnięciem kim jest morderca.

Tak naprawdę – mimo klasycznej kryminałowej konstrukcji – Zbrodnia w szkarłacie więcej ma w sobie z opowieści obyczajowej, niż z kryminału. Dlaczego? Bardziej niż pytanie: kto zabił wciągnął mnie sam klimat powieści, atmosfera szlacheckiego dworku i jego życie. Polubiłam bohaterów i byłam ciekawa ich losów – chyba bardziej niż rozwiązania zagadki. Trochę jakby cała zbrodnia była pretekstem do opowiedzenia o tym, jak żyli Polacy pod zaborami, jak kochali, jak się pobierali, czym na codzień się zajmowali. Nie ma tu może jakiś wybitnych portretów psychologicznych, ale główni bohaterowie są napisani przyjemnie i da się ich polubić, mimo ich dość oczywistych wad. Poza tym, o czym poniżej, tak naprawdę najciekawsze w całej Zbrodni w szkarłacie jest jej tło historyczne.

Fantastycznie oddany obraz epoki

Zdecydowanie największą zaletą tej powieści jest warstwa historyczna. Autorka wplata elementy polskich dziejów w sposób naprawdę sprawny i to, co w szkole i na studiach wydawało mi się skrajną nudą, teraz czytałam z zainteresowaniem. Obraz zaboru pruskiego na przełomie wieków, niemieckiej dominacji gospodarczej i bardzo pozytywistycznej walki Polaków to duża wartość tej powieści. W ogóle uważam, że każde porządne czytadło (a więc powieść pisana li i jedynie dla rozrywki) powinno nieść ze sobą jakąś dodatkową wiedzę. Dzięki temu takie książki oprócz podstawowego celu w jakiś sposób kształcą, uzupełniają wiedzę i stają się czymś więcej.

Poza tym Zbrodnia w szkarłacie zachwyciła mnie opisami potraw. Jako naczelny żarłok i kucharka z zamiłowania nie mogłam pozostać obojętna na opisy codziennych (i odświętnych) smakołyków, jakimi zajadali się ziemianie na przełomie wieków. Do tego staranne przedstawienie ówczesnych strojów, domów i życia i sami już rozumiecie – ta książka – mimo doznanego zawodu – musiała mi się spodobać 😀


Zbrodnia w szkarłacie to przyzwoicie napisana, bardzo przyjemna opowieść, która jednak na wielbicielach kryminału i wyjadaczach gatunku nie zrobi większego wrażenia. Na pewno spodoba się osobom, które dopiero rozpoczynają przygodę z tym gatunkiem, a także wszystkim miłośnikom klasycznej prozy obyczajowej z nutką historii w tle. Ja mam z lektury wrażenia całkiem miłe i myślę, że kiedy będę miała ochotę na przyjemne i lekkie czytadło wrócę do przygód Jana Morawskiego. Ale niestety – mój kryminalny głód nie został zaspokojony i muszę szukać. Z szafki nocnej patrzy na mnie Kurt Wallander. Może on pomoże? 😉

Moja ocena: 6/10

A więcej polskiego kryminału retro znajdziecie tu:

Marek Krajewski Mock

Marek Krajewski Arena szczurów

Maryla Szymiczkowa Tajemnica domu Helclów

Maryla Szymiczkowa Rozdarta zasłona

Marcin Wroński Morderstwo pod cenzurą

  • Agata

    Uwielbiam kryminały od dzieciństwa i mniej więcej, co druga czytana przeze mnie książka to kryminał lub thriller 🙂 O serii kryminałów Katarzyny Kwiatkowskiej czytałam sporo dobrego, ale Twoja recenzja odrobinę ostudziła mój zapał. Może kiedyś przeczytam, jeśli nie dla zagadki kryminalnej to dla obrazu epoki 🙂

    • Dla obrazu epoki – zdecydowanie warto 🙂 I ja też się w nich zaczytuję od dzieciństwa! Pamiętam, jak mając jakieś 12 lat łykałam hurtowo wszystko co napisała Agatha Christie. Czułam się taka dorosła i ten dreszczyk emocji! Teraz po latach czasem do Agathy wracam i odwrotnie niż kiedyś – czuję się znów dzieckiem 🙂

  • mnie by sie to spodobalo bo ja dopiero zaczynam 😀 i nei wybrzydzam ;p dlatego jestem na tak. swietna recenzja! pozdrawiam i zapraszam!: )

    • Dziękuję 🙂 Jeśli zaczynasz, to faktycznie powinna Ci się spodobać, bo to bardzo przyjemna książka 🙂

  • Kryminały to zdecydowanie coś co uwielbiam!:D Nie ma nic lepszego niż dreszczyk emocji i własne śledztwo prowadzone obok tego na kartach powieści:) Zerkałam na tą książkę już od jakiegoś czasu i miałam ją w planie przeczytać, dlatego z zaciekawieniem przeczytałam recenzję. Jeśli mało kryminału w kryminale to pewnie się rozczaruję, ale i tak spróbuję przekonać się sama, czy się spodoba!:)

    • Pewnie! Zwłaszcza, że ilu ludzi, tyle opinii i warto sobie wyrobić własne zdanie 🙂 Ja często mam tak, że kiedy mam ochotę na daną pozycję, a ktoś ją skrytykuje, to mam na nią ochotę jeszcze bardziej 😀

  • kochamciemojezycie.blogspot.co

    ciekawa propozycja 🙂

  • Alice “PolecamGoodBook” Tomlin

    Z reguły nie czytam książek z polskimi realiami. Jednakże tę chętnie bym przeczytała ze względu na wątki historyczne. To uwielbiam!
    Świetna, ciekawa recenzja. Masz piękny wygląd bloga, zakochałam się jak tylko na niego weszłam.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na recenzję Margo polecam-goodbook.blogspot.com

%d bloggers like this: