Ziemiomorze – Ursula K. Le Guin – recenzja cz. 1

Wiecie już, że uwielbiam gatunek, jakim jest fantastyka. Kocham wykreowane, fantastyczne światy, pełne przygód i magii. I choć nie jest to raczej moja codzienna lektura, bo skupiam się przede wszystkim na dobrej prozie obyczajowej, reportażu i kryminałach, to jednak średnio raz w miesiącu lubię uciec w świat nieposkromionej wyobraźni. Naczelnym czytaczem tego gatunku jest u nas w domu zdecydowanie Paweł i dzięki niemu mamy całkiem pokaźną kolekcję tych książek, a naszą małą, wspólną ambicją jest poznanie klasyki gatunku. Dlatego Ziemiomorze Ursuli K. Le Guin było od początku naszą obowiązkową pozycją. Proza porównywana do naszego ukochanego Tolkiena, doceniana zarówno przez czytelników, jak i krytyków, niezwykle popularna i polecana niemalże wszędzie, do tego ostatnio pięknie wydawana przez wydawnictwo Prószyński i S-ka, musiała trafić w nasze ręce. I dziś opowiem Wam o moich wrażeniach z pierwszych trzech książek o Ziemiomorzu – a więc z Czarnoksiężnika z ArchipelaguGrobowców Atuanu Najdalszego brzegu.

O co chodzi?

Ziemiomorze to świat w którym dzieje się akcja tych trzech powieści. Pierwsza z nich – Czarnoksiężnik z Archipelagu to opowieść o Gedzie i jego dojrzewaniu, o tym, co musiał przejść, by stać się najpotężniejszym magiem na świecie. To taka typowa historia o dorastaniu, Bildungsroman, ale też opowieść drogi, w której bohater przemieszczając się przechodzi przemianę. Grobowce Atuanu to z kolei gawęda o Tenar, która zostaje wybrana na Jedyną Kapłankę Grobowców Atuanu w świątyni Bezimiennych i tam musi zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem, w czym pomaga jej znany z pierwszego tomu Ged. To najbardziej statyczna z tych trzech opowieści, ale i tu motyw przemiany bohatera i dojrzewania widzimy bardzo mocno. Najdalszy brzeg jest zaś historią Geda i Arrena. Tej książce najbliżej do typowego, przygodowego fantasy, a czytelnik ma tym razem okazję śledzić dojrzewanie Arrena – młodego księcia. Jak widzicie w każdej z powieści mamy bohatera, który się zmienia, z dziecka staje się dorosłym i powoli zaczyna naprawdę rozumieć otaczający go świat.

 To niezwykłe Ziemiomorze 

U Le Guin mniejsze znaczenie ma jednak fabuła i akcja. Te książki są tak naprawdę bardzo statyczne – nie ma w nich zaskakujących zwrotów akcji czy szybkiego tempa, a bohaterów jest niewielu. Co innego stanowi esencję tych powieści – i jest to między innymi niezwykły świat w jakim dzieją się te historie. Ziemiomorze to miejsce pozornie banalne – zwykła kraina, jakich wiele. Są tu czarnoksiężnicy oraz ich szkoła, pradawne kulty i religie, trochę smoków (ale bez przesady). Nie jest to rzeczywistość tak szczegółowo ukształtowana, jak u Tolkiena czy Sandersona, nie jest to świat tak zakręcony i kolorowy, jak na przykład u Zelaznego. W Ziemiomorzu jest raczej normalnie, a większość rzeczy, które w nim spotykamy, możemy spokojnie odnieść do rzeczywistości, którą znamy.

Jednak jest tak tylko z pozoru, bo tak naprawdę Ziemiomorze to pomysł w swej prostocie niezwykły. Mamy bowiem kilkadziesiąt wysp, tworzących jeden Archipelag, ale podzielonych i rozdrobnionych. Kiedyś były zjednoczonym królestwem, lecz dziś to pieśń przeszłości. Otaczają je Rubieże, a więc wyspy graniczne, nie wchodzące do Archipelagu, a za nimi jest już tylko tajemnicze i niezgłębione Morze Otwarte. Każda z wysp jest inna – nie bardzo, ale w sposób, który daje autorowi nieskończone możliwości fabularne (choć  w trzech pierwszych tomach wykorzystane jest to w sposób raczej ograniczony). Do tego bardzo silnie zaakcentowany został związek krainy i jej mieszkańców z morzem. Jednak najważniejsze jest to, że Ziemiomorze jest przepełnione magią – mocą od której nie da się uciec. Jest też pełne tajemnic, sekretów, legend i niespodzianek.

Największe zalety książki

Jako językowa estetka nie mogę nie wspomnieć o stylu pisania Ursuli K. Le Guin: szczegółowym, skupionym na detalu, starannym, dopracowanym, pięknym. Czytanie takich książek to czysta przyjemność. Trochę mi się styl sposób pisania Le Guin kojarzył z Sigrid Undset, bo tak jak tam słyszałam szum górskich strumieni, tak tu czułam wiatr we włosach i melodię fontanny na dziedzińcu. Uwielbiam taką literaturę, uwielbiam prozę, która zachwyca nie tylko treścią, ale też formą.

Poza tym Ziemiomorze to cykl mądry, wręcz filozoficzny. Niezwykłość przedstawionego świata i magii, jest tak naprawdę tylko pretekstem do rozważań nad ludzką naturą, nad dobrem i złem, nad życiem i śmiercią. Ursula Le Guin nie zasypuje nas fajerwerkami akcji, nie wprowadza wielu bohaterów, a swoje opowieści snuje spokojnie i mocno refleksyjnie. Daje czytelnikowi przestrzeń do przemysleń, ale jednocześnie serwuje mu opowieść, która wcale nie jest łatwa w odbiorze.

Ziemiomorze, czyli fantastyka wymagająca wysiłku

Przede wszystkim cykl Ziemiomorze to fantastyka, która ucieka od stereotypów. To nie jest typowa, rozrywkowa literatura, przy której wypoczniesz, to nie są książki lekkie, łatwe i przyjemne. Rzadko, naprawdę rzadko zdarza mi się, żeby powieść z tego gatunku zmuszała mnie do czytelniczego wysiłku. Zazwyczaj łykam fantastykę jak młody pelikan, szybko przewracając kolejne strony. Tu, żeby w pełni docenić walory tych historii, ich cudny język i dostrzec w nich coś więcej niż tylko dość prostą fabułę, musiałam się maksymalnie skupiać. Z jednej strony jest to duży plus i coś co sprawia, że proza Ursuli LeGuin wymyka się stereotypom i banałom. Z drugiej zaś strony – dla wielu osób te powieści mogą być dużym zawodem, bo w gatunku szukają szybkiej, łatwej rozrywki, a nie filozoficznych rozważań.


Ziemiomorze polecam przede wszystkim tym, którzy lubią dobrą, pięknie napisaną literaturę, dostarczającą przede wszystkim refleksji i mądrości. Polecam ją również estetom, szukającym w prozie i w języku czegoś wyjątkowego. W końcu – te książki powinien znać każdy wielbiciel fantastyki, który chce poznać klasykę gatunku. Ja jestem zachwycona (zwłaszcza Grobowcami Atuanu) i choć nie do końca tego się spodziewałam po tym cyklu, to jednak wiem już, że w tym roku skończę Ziemiomorze i przeczytam Ekumenę. W prozie LeGuin jest wszystko to, czego szukam w literaturze – piękno, mądrość i wyobraźnia.

Moja ocena:

Czarnoksiężnik z Archipelagu – 7/10

Grobowce Atuanu – 9/10

Najdalszy brzeg – 8/10

  • „Ziemiomorze” nie jest wręcz filozoficzne: to JEST filozoficzne fantasy 😀 Znam całe, cenie sobie, ale chyba najbardziej lubię część drugą. Niestety, przez „Sześć światów Hain” nie umiem przebrnąć. Zmęczyłam się autorką, i to bardzo. Dlatego choć już jej trzeci cykl jest wydany w podobnej formie to ja nie planuje go zakupić.
    drewniany-most.blogspot.com

    • Racja – to JEST filozoficzne fantasy 😉 Ja zdecydowanie zakochałam się w Le Guin, ale nie wyobrażam sobie czytać jej książek na raz – muszę mieć czas na ich przetrawienie. Bardzo jestem ciekawa mojego odbioru „Sześciu światów Hain”. A „Rybak znad Morza Wewnętrzengo” to o ile się orientuję nie cykl, a zebrane opowiadania zarówno ze świata Ziemiomorza, jak i Ekumeny 🙂

      • Możliwe, bo szczerze przyznam, nie przyglądałam się tej książce zbytnio. Na razie „Sześć światów” niby czeka, aż je zakończę, ale nie czuje potrzeby sięgania po to. Zwłaszcza, że nie utożsamiam się z filozofią autorki.

  • Anka

    Przeczytałam kilka razy, jako dziewczątko w podstawówce po raz pierwszy. Odkąd mam świadomość, że się starzeję, wiem, że chcę być jak Tenar. Po prostu kocham Ją. Bardzo ważna książka w moim życiu.

    • Tenar jest niesamowita 🙂 Chociaż na razie spotkałam ją tylko w „Grobowcach” mam wrażenie, że Le Guin lepiej wychodzi pisanie o kobiecie – Tenar, niż o Gedzie. Bardzo jestem też ciekawa „Tehanu”, bo tam znowu wróci Tenar i mam nadzieję, że jej postać się rozwinie 🙂

  • Beata Golembiowska Nawrocki

    Nie przepadam za „fantasy” ale skusiła mnie Twoja opinia, gdy porównałaś język powieści do stylu Sigrid Undset. Może sięgnę?

  • Agata

    Czytałam „Czarnoksiężnika z Archipelagu” mając naście lat i chyba wtedy nie byłam jeszcze w stanie zachwycić się prozą Le Guin. Chciałabym przeczytać jeszcze raz tą książkę i kolejne. W ogóle marzy mi się wielki powrót do ukochanych książek fantasy/science fiction z czasów młodości 🙂

    • Mi też 🙂 A najbardziej do „Władcy pierścieni” i Sagi o Wiedźminie, choć tę drugą czytałam już kilka razy i wracam do niej regularnie co kilka lat 🙂

  • Wstyd mi się przyznać, ale kiedy czytałam Ziemiomorze po raz pierwszy (jakieś 3 lata temu), podeszłam do niego jak do innych fantastycznych pozycji, czyli miała to być lektura łatwa i przyjemna. Nietrudno się domyślić, że szybko się znudziłam i rozczarowałam.
    Po przeczytaniu Twojej recenzji mam ochotę podejść do niej drugi raz, lepiej przygotowana na to, co mnie czeka 🙂

    • Cieszę się 🙂 Ja też na początku byłam zdziwiona, bo wszyscy tylko zachwalali, a nikt nie powiedział, że to jest lektura wymagająca skupienia i uważności (co w przypadku fantasy i literatury z założenia rozrywkowej jest moim zdaniem dość istotną informacją 🙂

  • Nie lubię za bardzo wymagających książek fantasty, ale ta kusi mnie niesamowicie już od jakiegoś czasu. Sądzę, że jeśli dobrze się nastawię, to lektura będzie bardzo przyjemna i rozwijająca.

  • Królewskie Recenzje

    Pomyślę o tej książce. Na razie nie jestem zdecydowana.

  • Dobrze, że są wznowienia książek z tego cyklu, ponieważ egzemplarze sprzed 20 lat zaraz się rozlecą 🙂

%d bloggers like this: