Praktykowanie wdzięczności, czyli 10 rzeczy za które dziś dziękuję

Na początku listopada zapowiedziałam, że będzie on najszczęśliwszym miesiącem w roku (klik). Mimo ogólnej szarej beznadziei, deszczu i ciemności miałam cieszyć się każdą chwilą, każdym momentem, czerpać z nich maksymalnie, a potem dzielić się tymi małymi radościami na blogu. O ile drugi element nieco zawiódł – głównie ze względu na totalny niedoczas, w jaki wpadłam jesienią, o tyle pierwszych z nich zadziałał perfekcyjnie i faktycznie to właśnie listopad – mimo wielu przeciwności losu (kradzież portfela na przykład), mimo trudnych decyzji, które musiałam podjąć (to właśnie wtedy zapadła decyzja o przeprogramowaniu mojego życia zawodowego) i codziennego wstawania o piątej rano był – bez dwóch zdań – najszczęśliwszym, najpełniejszym miesiącem zeszłego roku.

Dlaczego? Bo doceniałam. Bo dostrzegałam, to co banalne, to co pozornie zwyczajne i celebrowałam te chwile z całą mocą. I ten malutki, mikro eksperyment stał się dla mnie drogowskazem na cały ten rok. To w małych szczęściach muszę szukać siebie, to z nich będę czerpała największą satysfakcję. Moje życie aktywnie się zmienia, a ja wraz z nim. Nigdy wcześniej nie czułam tego z taką mocą. Chcę być w tym roku szczęśliwa i spełniona, a moja listopadowa radość niech obejmie cały mój rok. Dlatego dziś dziękuję za to, że (kolejność oczywiście przypadkowa):

1. Wreszcie spadł śnieg i mamy prawdziwą zimę! Chociaż zmogły nas rodzinnie różne paskudne choroby i w sumie siedzimy w domu, to i tak widok padających płatków śniegu, cichych, białych ulic, otula mnie poczuciem bezpieczeństwa i miłością.

2. Za moją herbatkę mocy, która może nie potrafi rozprawić się z przeziębieniem, ale dodaje mi sił i – co chyba najważniejsze – jest przepyszna. Przepis? Banalny! Dwa plasterki pomarańczy, dwa plasterki cytryny, dwie łyżki miodu zalewam wodą i zaparzam w kubku razem z czarną herbatą (najlepiej earl grey’em). Dodajemy trochę soku z pomarańczy. I od razu jest lepiej.

3. Za to, że mam ostatnio więcej czasu dla mojego Syna Gryzaka. Od Bożego Narodzenia jestem z nim w domu i póki co, tak sobie siedzimy, bo chorujemy. Ale widzę ile mu to daje. Jak pięknie się przy mnie rozwija, jak się cieszy z każdej chwili ze mną, jak codziennie zaskakuje mnie czym innym. Wiem, że to nie będzie wiecznie trwało, wiem, że niedługo ja rzucę się w wir pracy (choć i tak będę miała dla niego dużo więcej czasu niż wcześniej), a on pójdzie do jakiejś placówki oświatowej, ale teraz czerpię z tych chwil na maksa.

4. Za to, że polscy skoczkowie narciarscy rządzą! Uwielbiam sport i każdy sukces Polaków cieszy mnie ogromnie. Po zeszłorocznych Igrzyskach, na których moja ukochana dyscyplina sportu (ciężary…) całkowicie się skompromitowała, jako kibic przeżyłam dość poważny kryzys. Tym bardziej cieszy mnie, że mogę teraz kibicować naszym skoczkom, którzy dokonują rzeczy legendarnych!

5. Za wspaniałe książki na początku roku. Ostatnio mam niesamowite szczęście do dobrych książek. Czy sięgam po czytadło, czy po literaturę z wyższej półki – nie zawodzę się. A uwierzcie mi na słowo – straszna ze mnie maruda. Ten rok zaczęłam z przytupem: od wywiadu-rzeki z Andrzejem Stasiukiem i dwóch tomów Ziemiomorza o których opowiem Wam już w niedzielę. Aha. Jeśli chcecie śledzić moje książkowe poczynania na bieżąco – jestem na Lubimy czytać i Goodreads (założyłam tam, że przeczytam 100 książek, ale to raczej z przyzwyczajenia, bo przecież w tym roku stawiam na jakość!).

6. Za najpiękniejszego Sylwestra w moim życiu. Bawiłam się tak doskonale, że zapomniałam złożyć telefoniczne życzenia noworoczne najbliższym (a robię to przecież co roku, chwilę po tym, jak wybije północ). I wiecie co jest w tym najlepsze? Byliśmy z Pawłem tylko we dwoje. Sami. Nie licząc lekko przerażonego fajerwerkami Kota i śpiącego mocnym snem Syna Gryzaka. Mieliśmy muzykę, tańce, pyszne jedzenie. I siebie. Zupełnie się tego nie spodziewałam, wręcz byłam trochę rozżalona, że z naszych pierwotnych planów nic nie wyszło. A tu proszę – jeden z piękniejszych wieczorów w życiu.

7. Za to, że mamy takie piękne i duże mieszkanie. Ostatnio zaczęłam bardziej doceniać moją przestrzeń, bardziej dbam o swoje otoczenie, sprzątam i porządkuję pokoje. I jest mi w moim domu dobrze. Zrobiłam też małe przetasowania w książkach i teraz każda ma swoje miejsce, a ja co rano, leżąc w łóżku podziwiam moje ukochane powieści.

8. Za to, że mam czas na moje pasje. Nie wyobrażam sobie życia bez czytania, blogowania, bez kina, zwłaszcza tego starszego, czasem zapomnianego. Mam też nadzieję, że w 2017 roku znajdę wreszcie czas na podróże, które przez ostatnie 2 lata zupełnie poszły w odstawkę.

9. Za to, że miałam dziś poranek całkowicie dla siebie. Dostałam śniadanie (naleśniki z owocami!) i kawę do łóżka, mogłam sobie czytać, relaksować się, a potem urządzić sobie domowe spa <3

10. Za to, że jest długi weekend! A co! 😉


Warto być wdzięcznym i dostrzegać te małe rzeczy, które nas otaczają. Ważne jest też, by to zapisywać, dokumentować zdjęciowo, zostawiać jakiś ślad. Dlatego ja dzisiaj dzielę się z Wami dobrem i mam nadzieję, że Wy też w komentarzach zostawicie po sobie pozytywny ślad. W końcu – skupiając się na tym co pozytywne, programujemy mózg na szczęście! Serio!

  • Nauka dostrzegania w naszym życiu małych rzeczy to najlepsze czego przez ostatnie miesiące się nauczyłam. Staram się każdego dnia podziękować za jakąś rzecz, choć oczywiście jest tego więcej. Ale taka praktyka pokazała mi, że wcale moje dni nie są monotonne i bez żadnych fajerwerków. Zawsze zdarzy się coś za co mogę podziękować. I to daje fajnego kopa 🙂

    • Dokładnie 🙂 A czasem tak trudno to dostrzec! U mnie ostatni tydzień właśnie taki był – monotonny. Siedziałam sama w domu z chorym dzieckiem, a wszystkie plany towarzyskie i zawodowe musiałam odłożyć na bok. Już, już miałam marudzić, ale spojrzałam na to, co fajne. I okazało się, że jest tyle dobrych rzeczy dookoła na których mogę się skupić, że przestałam dostrzegać te złe 🙂

  • Mam taki zeszyt, w którym od 2-3 lat spisuję po 10 rzeczy, za które danego dnia byłam wdzięczna. Oczywiście bywało i tak (czasem i przez dłuższy okres),że nie wpisywałam nic. Bo albo zapomniałam i zaraz wypadłam z rytmu, później już było z górki, zgarniały mnie też jakieś doły. A przecież wtedy ta praktyka była najbardziej potrzebna. Lubię wracać do wcześniejszych wpisów, wtedy się sama do siebie uśmiecham. To nie jest prawda, że nie mamy być za co wdzięczni. Każdego dnia znajdzie się niejeden powód.

    • Tak! Im gorzej, tym lepiej – tak powinno być. A tymczasem praktykowanie wdzięczności jest najtrudniejsze właśnie wtedy, kiedy tego najbardziej potrzebujemy. Bo, tak jak piszesz – powód do wdzięczności znajdzie się zawsze 🙂

  • Beata Golembiowska Nawrocki

    Za to że internet działa – dołączam następne „blessing”, gdyż nie zawsze w mojej chatce w lesie on funkcjonuje. Magda, myślałam właśnie dzisiaj o optymizmie życiowym, kiedy szłam ścieżką, a wokoło miałam przepiękną, zimową aurę, która u nas trwa aż pół roku. Póki co cieszy oko. Ciesz się chwilą, licz swoje błogosławieństwa, do każdej chwili uśmiechaj się … można te hasła mnożyć, i pod wszystkimi się podpisuję, chociaż od kilku miesięcy stoję znowu na rozstajach dróg. Cieszę się też, że mam okazję czytać tak optymistyczne teksty jak te Twoje, które napisałaś. NIECH ŻYJĄ OPTYMIŚCI!

    • Beato 🙂 Stanie na rozstajach dróg też może być powodem do wdzięczności – nie zawsze, bo są przecież różne sytuacje. Ale ja teraz właśnie jestem w takim miejscu w życiu i w sumie jestem za to bardzo wdzięczna. Bo przecież lubię zmiany!

      • Beata Golembiowska Nawrocki

        Magdo, niestety u mnie te rozstajne drogi oznaczają bardzo duże zmiany. Po 10 latach życia z partnerem rozstaję się z nim. Przede mną wielki znak zapytania, co dalej? Lecz gdy Pan Bóg zamyka drzwi, otwiera okno. Tak jak pisałam, potrafię się cieszyć tym, co dobre w moim życiu, a tego jest mnóstwo. Zawsze moim córkom powtarzałam – Nie ma wojny, na łeb nie kapie, jest co do garnka włożyć – to już są powody do radości. A te inne, mniej prozaiczne? Jestem zdrowa, mam dwie kochane, dobre córy, śliczny dom, przyjaciół i swoje pasje. Cóż chcieć więcej?

        • Dokładnie tak! Człowiek jest silny, a kiedy ma wsparcie najbliższych i przyjaciół potrafi przezwyciężyć nawet te bardzo trudne chwile!

  • Codziennie staram się cieszyć chociaż jedną małą przyjemnością (w końcu taką nazwę ma mój blog), ale od tego roku codziennie wypisuję też jedną rzecz, za którą byłam wdzięczna danego dnia. Uważam, że w obecnym świecie radość z małych rzeczy i dostrzeganie ich jest ogromnie ważne. W przeciwnym razie chyba wszyscy byliby zgnuśniałymi, narzekającymi gburami, a tak – uśmiech na twarzy i idziemy do przodu 🙂

    • Tak! Im bardziej dołuje mnie świat i rzeczywistość dookoła (a wystarczy odpalić byle serwis informacyjny, żeby tak było…), tym bardziej staram się praktykować wdzięczność i skupiać na dobrych, małych radościach 🙂

  • Agnieszka Maciejewska

    A ja dzisiaj jestem przeogromnie zadowolona bo wyrobiłam się z kwestionariuszami do mojej pracy magisterskiej. Został mi tylko jeden.
    Tak mi się nie chciało za to wziąć a jednak się zmotywowałam. Warto było!
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    • Dziękuję, że podzieliłaś się radością 🙂 Im trudniej się za coś zabrać, tym potem większa satysfakcja z wykonanego zadania 🙂

  • Inspiring Sessions

    Praktykowanie wdzięczności jest zdecydowanie dobrym sposobem na to, by na co dzień polepszać swoje samopoczucie i ogólne zadowolenie z życia. Ja również staram się to robić każdego dnia. Pozdrawiam serdecznie!
    Inspiring Sessions
    inspiringsessions.blogspot.com

  • Pingback: Praktykowanie wdzięczności: trzy podstawowe problemy - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: