Co czytać w 2017 roku, czyli 12 ważnych książek

Rok 2016 to był rok ambitnych wyzwań czytelniczych i wielkich planów, które wyszły… no cóż… średnio. Dlatego w tym roku nie stawiam na ilość, a na jakość. I grubość 😉 Nie będę zasypywać się masą drobnicy – wybrałam tylko 12 bardzo grubych, bardzo wartościowych pozycji. Jedna na miesiąc.

Na liście znalazły się wyłącznie książki ważne – będące już klasyką albo mające duże szanse, żeby się nią stać. Wszystkie mam albo w abonamencie Legimi albo w wersji papierowej w domu. Do każdej z nich ciągnie mnie z całej siły. To moje wyzwanie i punkt honoru – przeczytać właśnie te pozycje. Zmęczyłam się już książkowym rozdrabnianiem się. Chcę w 2017 roku czytać to, co ma wartość (choć oczywiście na lekką literaturę, w celach czysto relaksacyjnych również znajdzie się miejsce!). Oto moja lista lektur na nowy rok!

1. Głód Martin Caparros – tego monumentalnego reportażu boję się bardzo, a z drugiej strony czuję, że muszę tę książkę poznać i zmierzyć się z prawdą.

2. Moja walka Karl Ove Knausgard – na półce czekają dwa pierwsze tomy, a ja mam nadzieję łyknąć cały cykl. O ile mi się spodoba, ale czuję w kościach, że tak właśnie będzie.

3. Idiota Fiodor Dostojewski – miniony rok 2016 miał być czasem czytania literatury rosyjskiej, którą uwielbiam. Wyszło, jak wyszło – czyli wcale. Dlatego w tym roku wybrałam sobie tylko jedną powieść Dostojewskiego. Za to bardzo ważną 🙂

4. Archipelag GUŁag Aleksander Sołżenicyn – kolejna rosyjska książka, którą miałam zacząć w 2016. Nie zaczęłam. Nic nie szkodzi 😉

5. Małe życie Hanya Yanagihara – wiem, po prostu wiem, że to będzie to!

6. Sześć światów Hain Ursula LeGuin – aktualnie czytam Ziemiomorze i nie mogę się nacieszyć tą piękną (ale wcale nie taką znowu łatwą prozą). Następnie sięgnę po Ekumenę i czuję, że Ursula LeGuin będzie jedną z najważniejszych autorek tego roku.

7. Żony i córki Elizabeth Gaskell – czytałam już przecudne Panie z Cranford i całkiem dobre, ale nie zachwycające Północ i południe. To teraz chyba czas na Żony i córki, prawda?

8. Opowieść o dwóch miastach Charles Dickens – proza Dickensa to jeden z moich największych literackich wyrzutów sumienia, bo praktycznie wcale jej nie znam. I w tym roku zamierzam to nadrobić!

9. Lód Jacek Dukaj – Paweł czytał i zostawił. Mówi, że nie warto, że nie mógł zmęczyć. A wiecie co? Kiedy ktoś ocenia książkę źle (zwłaszcza taką, do której nie ciągnie), to nie ma siły. Muszę spróbować sama 🙂

10. Wszystko co lśni Eleanor Catton – nagroda Bookera i zachwyty czytelników na całym świecie. Do tego tematyka: kryminał z historycznym tłem podany w wersji ala literatura piękna. Chcę.

11. Sława i chwała Jarosława Iwaszkiewicza – to jest książka, którą bardzo, bardzo poleca mi moja mama. A ponieważ jak dotąd jej polecenia idealnie trafiają w mój literacki gust, to muszą wreszczcie tego trzytomowego giganta przeczytać.

12. Łaskawe Jonathan Littell – oceniana bardzo różnie, potężnych rozmiarów powieść o tematyce ciężkiej. Jedni ją kochają, inni uważają za gniot. Muszę się przekonać sama, nie ma wyjścia!


To moje plany! Wszystkie książki są grube i można je nazwać literaturą przez wielkie L. Mam nadzieję, że za 12 miesięcy będę mogła z dumą Wam powiedzieć: tak! Przeczytałam je wszystkie! A teraz Wy! Robicie plany książkowe? Macie swoje listy? Koniecznie dzielcie się tytułami, bo ja naprawdę dzięki Wam sięgnęłam już po wiele doskonałych książek i filmów (co jest chyba jedną z bardziej fantastycznych spraw w blogowaniu!).

  • Fanbook

    Bardzo fajny pomysł na wpis, super pozycje, niektóre znajdziesz również u mnie w… „100 książek..”. Szczęśliwego Nowego Roku, oby udało Ci się wykonać wyznaczone cele. Pozdrawiam. https://faanbook.blogspot.com/ 🙂

  • Trzymam kciuki za postanowienia literackie i biorę kilka inspiracji dla siebie:)

  • Iwaszkiewicz! Akurat tę książkę mam dopiero przed sobą, ale Iwaszkiewicza uwielbiam i chętnie czytam.

  • Agata

    Podoba mi się określenie „zmęczyłam się książkowym rozdrabnianiem”, bo mam podobnie. Spojrzałam na listę przeczytanych w 2016 roku książek i zobaczyłam tam wiele książek, z których już teraz mało pamiętam. Na szczęście było też sporo dobrych lektur.
    Znam pierwszy tom Knausgarda, przez „Moją walkę” czasem brnęłam, a czasem czytałam zachwycona. Trudno mi ją ocenić, ale coś ciągnie mnie w kierunki drugiego tomu.”Wszystko, co lśni” i „Żony i córki” cierpliwie czekają na półce na swoją kolej. „Lód”, „Małe życie”, „Głód”, „Sześć światów Hain i „Archipelag GUŁag” też bardzo chciałabym przeczytać.
    Na mojej liście w tym roku m.in „Grona gniewu”, „Królowa”, „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” i kilka innych 🙂

    • „Grona gniewu” czytałam milion lat temu, ale pamiętam, że bardzo mi się podobały. U mnie na półce czeka „Harda”, ale nie jest teraz moim priorytetem. I „Opowieści” też mi się marzą 🙂 Mój mąż słucha w audiobooku i jest zachwycony 🙂

  • Beata Golembiowska Nawrocki

    Archipelag Gułag zmienił moje życie. Przeczytałam go w Szwecji, na tzw. saksach i to był początek mojej działalności opozycyjnej. Książka uświadomiła mi jak ogromnie przecierpiał naród rosyjski.

    • To niesamowite, jak ogromną moc i jak ogromny wpływ na człowieka mają książki. Ja jeszcze o żadnej nie mogę powiedzieć, że zmieniła moje życie, ale mam wielką nadzieję, że kiedyś na taką trafię 🙂

  • Świetny pomysł! Ja też nie lubię czytać na akord. Czasem wolę przeczytać nawet i jedną książkę w miesiącu, ale taką która zmusi mnie do myślenia albo pozwoli przeżyć niezapomnianą przygodę, o której nie zapomnę na drugi dzień. Pozdrawiam.

    • Ja ostatnie lata czytałam bardzo dużo (choć nigdy nie dla liczb), ale zauważyłam, że zdecydowanie zbyt mało jest na mojej liście przeczytanych książek pozycji naprawdę wartościowych, które zostaną ze mną na dłużej. Więc zmieniam to, i skupiam się w tym roku na jakości 🙂

  • Podobają mi się Twoje plany! Świetny pomysł!:) Małe życie i głód rownież chce przeczytać w tym roku.:)

  • Świetny plan. Sama powoli przekonuję się do czytania takich grubasków, ale czasami stanowi to dla mnie nie lada wyzwanie, kiedy chcę taką książkę zabrać np do pracy, a po włożeniu jej do torebki zaczyna brakować miejsca na śniadanie 🙂 Bardzo Ci zazdroszczę tego „Głodu”. „Małe życie” posiadam, ale do tej pory nie było nam po drodze 🙂

    • Znam ten ból 😉 Czasami czytam książkę jednocześnie w wersji papierowej i ebookowej, żeby nie dźwigać grubasa ze sobą. Albo stosuję podział: lektura do autobusu, lektura do domu – według wielkości powieści 🙂

  • kochamciemojezycie.blogspot.co

    Zacna ta lista, życzę powodzenia 🙂

  • livingbooksx

    Świetna lista 🙂 Niektóre z tytułów powędrowały także na moją.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

  • powiem tak: mam kilka z tej listy na oku zwlaszcza dostojewski gaskell i le gun (czy jakos tak) glod , male zycie. No widze ze podobne gusta nawet 😀 pozdrawiam izapraszam do siebie 🙂

  • 4 książki z Twojej listy znajdują się także na mojej 🙂
    „Głód”, „Wszystko, co lśni”, „Opowieść o dwóch miastach” oraz „Małe życie” – mam nadzieję, że uda mi się je przeczytać w 2017. Życzę nam powodzenia i pozdrawiam!

  • Małe życie i Wszystko, co lśni też mam w planach na ten rok. Ponadto klasyka i powrót do lektur szkolnych 😉 i małe postanowienie przeczytać jedną książkę w miesiącu, którą kupiłam i leży już długo za długo 😉

    • Powrót do lektur szkolnych to świetny pomysł 🙂 Mnie najbardziej ciągnie do „Lalki” i „Ludzi bezdomnych”. Do pierwszej dlatego, że mi się szalenie podobała. Do drugiej – bo to była moja najgorsza lektura i ciekawa jestem, jak bym ją odebrała dzisiaj 🙂

      • O co do Lalki i Ludzi bezdomnych mam identycznie 😉

  • Beata Golembiowska Nawrocki

    Tak jak napisałam o Archipelagu Gułag Solżenicyna, że zmienił moje życie, mogę powiedzieć też o innych książkach. W najmłodszych latach były to; Mała księżniczka, Mały Lord i Tajemniczy ogród, a później Klucze Królestwa – Cronina. Ta ostatnia książka nauczyła mnie tolerancji do innych religii czy ogólnie ludzi. Wychowana w bardzo ksenofobicznym domu po jej lekturze „przejrzałam na oczy”. Dlatego w swoich powieściach staram się umieścić postacie, które ulegają przeobrażeniom. Staram się, aby czytelnik, odkładając moje książki widział świat lepszym niż gorszym. Pamiętam, jakie to było ważne dla mnie za moich młodych lat i jakie jest to ważne teraz. Co jakiś czas mogę przeczytać powieść, po której nic, tylko się powiesić. Ale zaraz po niej sięgam do starych, pozytywnych przyjaciół, nawet, jeśli nie są uznani za literaturę z wyższej półki.
    http://www.beatagolembiowska.studiobim.ca

    • „Mała księżniczka” to jedna z ukochanych książek mojego dzieciństwa – czytałam ją chyba z dziesięć razy 🙂 Podobnie zachwycałam się „Małym lordem” i „Tajemniczym ogrodem” 🙂 Ale „Kluczy królestwa” zupełnie nie znam 🙂

  • White Rabbit

    Właśnie kończę „Lód” Dukaja i przyznaję, nie jest to literatura łatwa, ale daje dużo czytelniczej satysfakcji. Sama jednak czytałam dłużej niż miesiąc, bo miałam takie momenty, że musiałam ją na chwilę zostawić, żeby zatęsknić.

    A nie jest łatwo z kilku powodów – po pierwsze język przedwojenny (i z dzisiejszego punktu widzenia błędy ortograficzne), po drugie – rusycyzmy, cała masa rusycyzmów (w powieści Polski nie ma, a Warszawa, z której pochodzi główny bohater i gdzie rozpoczyna się akcja jest częścią terytorium rosyjskiego), po trzecie – specyficzny język jakim główny bohater opisuje świat i siebie (o tym możesz przekonać się sama po kilku stronach), po czwarte – sporo wyjaśnień matematycznych i fizycznych (dla humanisty trudna sprawa, ale można albo się mocno skoncentrować, albo od razu założyć, że części się nie zrozumie i czytać mimo to, oba sposoby działają) i wreszcie po piąte – sporo dywagacji politycznych i historycznych (dla historyka z pewnością sprawa ciekawa, choć mogą nużyć, mimo wszystko trzeba je przeczytać by zapamiętać kto jakie ma poglądy).

    Lektura jednak niesie mnóstwo przyjemności- kiedy już człowiek oswoi się ze specyficznym językiem powieści i rosyjskimi zwrotami powieść wciąga samą intrygą. Pierwsza część – intrygą kryminalną jak w Morderstwie w Orient Expressie, druga – polityczną i spiskową, trzecia aż do kulminacji to przygodowa opowieść jak z westernu Tarantino (ostatniej jeszcze nie skończyłam, więc nie opowiem), a jest też wątek miłosny i nadprzyrodzony! Historia i świat przedstawiony w powieści są tak bogate, że spokojnie HBO mogłoby nakręcić na jej podstawie wysokobudżetowy, epicki serial kostiumowy, gdyby tylko ktoś dał radę tę powieść przetłumaczyć na angielski (nie wiem czy to jest w ogóle wykonalne). Do tego mamy jeszcze alternatywne wersje postaci (Teslę, Piłsudskiego, Rasputina) i wydarzeń historycznych oraz rasowy steampunk. Humaniści będą mieli tutaj jeszcze większą frajdę odszukując cytaty i nawiązania literackie, choćby ze względu na unoszącego się nad powieścią ducha rosyjskich klasyków – Dostojewskiego czy Tołstoja (są też dosłowne nawiązania), ja znalazłam również cytaty z „Szewców” Witkacego czy „Wesela” Wyspiańskiego, a wspomniane przeze mnie dywagacje polityczne w części pociągowej przypominają mi „Czarodziejską górę” Manna, pewnie to tylko wierzchołek góry lodowej. Także czytaj i nie zrażaj się, na początku jest trudno, ale to jest po prostu wyższy poziom wyzwania czytelniczego, z całą pewnością warto! 🙂

    • Ale kusisz <3 Z trudem się powstrzymuję, żeby nie chwycić tej książki z półki i nie zacząć czytać od razu. Hamuje mnie tylko to, że już zaczęłam "Głód" 😉 Chyba najtrudniejsze będą dla mnie wyjaśnienia matematyczne i fizyczne, bo w szkole byłam raczej radosnym ignorantem w tych kwestiach, a potem nigdy nie były mi potrzebne 🙂

  • Piękny plan!

    Czytałam „Łaskawe” i muszę powiedzieć, że była to bardzo, bardzo trudna lektura. Chyba najtrudniejsza lektura w moim życiu. Do dzisiaj jej nie skończyłam, tylko w pewnym momencie (gdy turpizm i naturalizm przerosły akceptowany przeze mnie poziom tysiąckrotnie) po prostu oddałam do biblioteki. Z czasem zakupiłam własny egzemplarz, który do dzisiaj leży na mej półce i od czasu do czasu biorę go, kartkuję, przeglądam i odkładam. Nie jestem jeszcze gotowa na powrót do lektury, chociaż nie należę do osób szczególnie wrażliwych literacko.

    Ale w Twoich planach jest więcej książek po które chciałabym sięgnąć. Wydaje mi się, że właściwie to chyba po wszystkie. No może z wyjątkiem Iwaszkiewicza i Gaskell, chociaż i one mnie zaciekawiły. A „Archipelag GUŁag” jest jedną z tych książek, o których marzę aby mieć na półce!

    W nowym roku życzę zatem samych wspaniałych lektur i literackiego szczęścia.

    • Dziękuję i wzajemnie 🙂 I w sumie cieszę się, że „Łaskawe” są książką tak trudną w odbiorze – o to między innymi w moim wyzwaniu chodzi, żeby czytać to co wymaga wysiłku, przełamania się i wyjścia z czytelniczej strefy komfortu 🙂 Iwaszkiewicza i Gaskell polecam, bo znam ich inne utwory, to są naprawdę fantastyczni pisarza – Gaskell obserwuje człowieka, jak mało kto, a Iwaszkiewicz jest po prostu Mistrzem 🙂

  • Podoba mi się taki plan – bardzo konkretny i interesujący, wybrałaś same wartościowe lektury;) Sama nie robię czytelniczych postanowień, poza jednym. Biorę udział w wyzwaniu Klasyka Horroru (i tak czytałabym horrory, ale może dzięki temu będę czytać więcej;)

  • Beata Golembiowska Nawrocki

    Magda, Klucze Królestwa to książka o tolerancji. Historia katolickiego księdza, którego rodzice – ojciec katolik, matka protestantka zginęli podczas zamieszek religijnych w Szkocji, w okresie przed I Wojną. Franciszek – główny bohater, – według siebie nieudacznik, a dla mnie stał się ideałem nie tylko księdza, ale i tolerancyjnego człowieka. Tak się cieszę, że i ty wyrastałaś na podobnych lekturach!

    • Brzmi to bardzo interesująco 🙂 Tolerancja i umiejętność radzenia sobie z innością, to jedna z najważniejszych dla mnie spraw 🙂

  • Pingback: 5 rzeczy, które warto zrobić w lutym - moje kulturalne i rozwojowe plany - Skrytka na kulturę()

  • Pingback: Mój magiczny rok cz. 1/12 - Skrytka na kulturę()

  • Pingback: Wielki zimowy BOOKHAUL, czyli co ja tam znowu nakupowałam... - Skrytka na kulturę()

  • Pingback: Głód Martina Caparrosa - moje refleksje po lekturze - Skrytka na kulturę()

  • fretka fretka

    „Głód” na pewno.. Nie dawno byłam na przedstawieni właśnie na podstawie tego reportażu i wyszłam w szoku.. A teraz tak z innej beczki – na Twojej liście trochę brakuje mi kryminałów. 😉 Polecam na początek roku (no już nie taki początek) „Taniec wdowca” Ricka Riordana – idealny dopóki jeszcze wiosna nie przyszła. Akcja rozgrywa się w słonecznym Teksasie, przy tequili. I póki co mogę jeszcze tylko powiedzieć, że nie jest to taki typowy kryminał, jakich wiele. No ale więcej nie zdradzę.

    • Kryminały są i będą, ale na szczęście one mi same wpadają w ręce i nie muszę tworzyć żadnych list 😀 A „Taniec wdowca” zapisuję, zwłaszcza że jeszcze nic Riordana nie czytałam 🙂

  • Bardzo konkretny i ambitny plan 🙂 W pełni się zgadzam, z biegiem czasu zaczynam dostrzegać, że nie ma sensu rozdrabniać się i poświęcać cennego czasu na kiepskie czytadła. Warto przemyśleć spis swoich lektur i skupić się na tych naprawdę dobrych. Życzę powodzenia w realizacji założeń czytelniczych 🙂

%d bloggers like this: