Dlaczego 2017 to będzie dobry rok?

Wiadomo – pewnych rzeczy się nie przewidzi. Na pewne sprawy nie mamy wpływu. Ale ogromna ilość rzeczy zależy wyłącznie od nas. Od naszych decyzji, od naszego zaangażowania, od naszej siły przebicia. Od wytrwałości i konsekwencji – chyba najbardziej. Są też w życiu pewne momenty, które krzyczą: kiedy jak nie teraz?! Nie będziesz już młodsza! Nie będzie lepszej okazji. Dlatego podjęłam decyzje. Rok 2017 to będzie rok wielkiego przełomu. Rok, w którym zacznę żyć, tak jak chciałam zawsze. O ile świat się nie skończy, nie rypnie i nie rozsypie się w cholerę (co wcale nie jest takie mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę co się ostatnio dzieje…), a nasze finanse pozostaną na tak stabilnym poziomie, jak teraz, zamierzam zmienić w moim życiu WSZYSTKO. Poza mężem i dzieckiem. Oni zostają. Są spoko. W każdym razie: to będzie mój rok. Wreszcie.

1. Rezygnacja z etatu

Do tej decyzji dojrzewałam już od dawna. Zawsze jednak było coś. I to coś to był strach – przed nowym, przed porażką, przed rewolucją. Ale kurde. Mam 31 lat. Jestem wykształcona, inteligentna, znam się na paru rzeczach lepiej niż dobrze. Zawsze pracowałam jako prawnik. W bardzo wąskiej specjalizacji, ale jednak w zawodzie. W tej chwili instytucja w której pracuję przeżywa olbrzymie rewolucje i niestety może się okazać, że niedługo bliżej mi będzie do sekretarki, niż do specjalisty. A ponieważ zarobki moje niepokojąco przypominają wynagrodzenie kasjerki w Lidlu (pozdrawiam wszystkie przemiłe Panie w moim osiedlowym!), to moja motywacja do pracy jest właściwie zerowa. Poza tym – ja nigdy nie chciałam pracować na etacie. To mnie ogranicza, nudzi i męczy. Nieskromnie stwierdzam: jestem na to zbyt kreatywna!

Rezygnuję więc. Na razie idę na urlop wychowawczy. Co dalej? Zobaczymy 😉 Oszczędności na koncie są, stały dochód męża jest, pomysły na zdobycie wielkiej fortuny (albo pieniędzy na rachunki…) są – aż w nadmiarze. Będzie się to wiązało z pewnymi ograniczeniami – głównie natury finansowej i emocjonalnej, ale naprawdę. Nie będzie już w moim życiu lepszego momentu.

2. Rozwój bloga

Nareszcie będę miała na to czas. Chociaż nie łudzę się, że zarobię tu miliony monet, a reklamodawcy będą walić drzwiami, oknami i modlić się o współpracę, to przecież zupełnie nie o to chodzi! Wiem jedno – warto poświęcać czas na blogowanie. Po pierwsze dlatego, że widać wymierne efekty. Im więcej czasu, energii i zaangażowania wkładam w to miejsce, tym więcej Was tu jest, chętnie czytacie i komentujecie. Dostaję od Was wiadomości prywatne – nie dużo, nie często, ale zawsze jest to dla mnie niesamowite – że komuś się chce napisać mi miłe słowo, polecić książkę czy zagadać – tak po prostu. Zawsze wydawało mi się, że kiedy blogerzy piszą o wiadomościach od czytelników – ściemniają. Teraz wiem, że nie. Strasznie to jest miłe. Poza tym blog to rozwój – dzięki blogowaniu poznaję nowe perspektywy, wiecznie się czegoś uczę, więcej czytam, więcej oglądam, robię lepsze zdjęcia. Prawie się nauczyłam stawiać przecinki. No i lubię pisać. Dlatego będzie mnie tu więcej, więcej też będzie wpisów okołokuturalnych, lifestylowych (ale nadal pozostających w estetyce i tematyce bloga). Marzy mi się You Tube, ale mam poważne wątpliwości czy ja się w ogóle do tego nadaję. Zobaczymy. Otworzę bloga na współprace – jeśli coś będzie pasowało tematyką i profilem – to w sumie: czemu nie? Nie tyle chodzi tu o zarobek, bo mam świadomość, jak bardzo niszowy jest mój blog oraz jego tematyka, co bardziej o zdobycie środków na jego rozwój. Więcej też będzie o podróżach, bo…

3. Duża aktywność i małe radości.

W roku 2017 zamierzam wrócić do rozbijania się po świecie. Gryzak Syn jest już duży i – choć nie zostawię go na dłużej niż kilka dni – doskonale radzi sobie ze swoim ojcem, babcią i nianią, którzy przy jego wychowywaniu robią prawie tak dobrą robotę, jak ja 😉 Dlatego będę jeździć – sama, z Pawłem, z całą rodziną (no… może bez kota). Planuję też wrócić do pracy charytatywnej, co kiedyś było dla mnie czymś normalnym, a dzisiaj jest dawno zapomnianą przeszłością. Poza tym będę celebrować chwile jeszcze bardziej. Doceniać drobne przyjemności, dni z Synem Gryzakiem, może zacznę prowadzić prywatny dziennik wdzięczności albo zrobię sobie jakieś instagramowe wyzwanie? Będę się starać żyć na maksa, tak jak chciałam zawsze. Bo kto mi zabroni?


Po dwuletniej stagnacji wracam do trybu życia, który odpowiada mi najbardziej! Będę prowadzić takie życie, jakie mi pasuje, zrobię sobie rok na próbę, a potem się zobaczy. Może wrócę na etat? Może zostanę pełnoetatową mamą (no dobra… to był żart…)? A może moje pomysły zakiełkują i wyrośnie z nich coś dobrego, co pozwoli mi łączyć pracę i pasję, a przede wszystkim żyć tak jak chcę i lubię? Zobaczymy. Wszystkiego nie przewidzę, wszystkiego nie ogarnę, ale spróbować mogę zawsze! Mam też gotową listę 32 celów na przyszły rok. I nieskromnie powiem, że część z nich zrealizowałam już w tym 😉 To będzie dobry rok. Czuję to w kościach 😀

%d bloggers like this: