Stryjeńska. Diabli nadali – Angelika Kuźniak – recenzja

Rzadko sięgam po biografie. Może jestem jeszcze za młoda (ponoć upodobanie do tego typu książek przychodzi z wiekiem), a może po prostu nie są one dla mnie? Nie wiem. Wiem natomiast, że czytam średnio jedną rocznie i żebym biografię kupiła i otworzyła musi być to pozycja wyjątkowa, która przyciągnie mnie czymś szczególnym. Stryjeńska. Diabli nadali to książka, która kusiła mnie od dawna – piękną okładką w moim ukochanym połączeniu kolorystycznym, ciekawą bohaterką, której sztukę lubię, a o której w sumie wiem tak niewiele i nominacją do tegorocznej Nagrody Nike. Dużo sobie po niej obiecywałam, a dostałam…? No właśnie? Czy Stryjeńska. Diabli nadali Angeliki Kuźniak rozbudziła mój apetyt na biografie? Czy też raczej utwierdziła mnie w moim braku zainteresowania? Cóż. Zacznę od tego, że przede wszystkim jest to…

Piękna książka o niezwykłej kobiecie

Piękna, bo pięknie napisana i jeszcze piękniej wydana. Wydawnictwo Czarne – jeśli chodzi o design książek – zdecydowanie wybija się wśród swoich konkurentów. Wysmakowana kolorystyka, dobry papier, zero literówek i błędów, twarda oprawa. Wydawcy: bierzcie przykład. Do tego wnętrze jest pełne starych zdjęć (uwielbiam!) i przedruków prac Zofii Stryjeńskiej. Naprawdę: pod tym względem lektura Stryjeńskiej. Diabli nadali była ogromną, estetyczną przyjemnością. A ja jestem pięknolubem, więc jest to dla mnie aspekt dość ważny! Stryjeńska diabli nadali to taka książka, którą najprzyjemniej czyta się w towarzystwie ślicznej filiżanki z kawą i jakiegoś eleganckiego ciasteczka. Perfekcyjnie instagramowalna – chociaż akurat moje zdjęcie pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza ta chamska drożdżówa 😀

 

 

Kolejną i właściwie podstawową zaletą tej biografii jest jej bohaterka. Uwielbiam historie o silnych, niezależnych kobietach, którym w życiu udało się stworzyć coś więcej. O artystkach, o postaciach wybitnych. Czuję ogromny głód takich opowieści, bo jest ich po prostu bardzo, bardzo mało. A Zofia Stryjeńska była niesamowita, nie dawała się wsadzić w żadne ramy. Jej postać uderza w czytelnika dowcipem, dystansem i własnym, niepowtarzalnym stylem. To kobieta, która kochała, tworzyła, bawiła się do białego rana, biedowała i opływała w luksusy. Kobieta, która żyła w czasach ciężkich i zmiennych, a mimo tego (i mimo swego dość narwanego charakteru) potrafiła przetrwać i tworzyć. Ona nie była pozbawiona wad, a jej życie nie było wolne od błędów, ale dzięki temu cała historia staje się jeszcze ciekawsza.

Jak się bawiła polska cyganeria?

Najmocniejszą stroną książki jest jednak ogromna dawka historii. Zofia Stryjeńska żyła na zbiegu dwóch epok, a apogeum jej aktywności twórczo-towarzyskiej przypadł na okres Międzywojnia. To wtedy jej sztuka zyskała największą aprobatę, to wtedy też jej życie było najintensywniejsze. Przez karty Stryjeńska. Diabli nadali przewijają się między innymi Witkacy, Boy-Żeleński, Iwaszkiewicz czy Magdalena Samozwaniec. Sporo tu jest opisów życia artystycznej bohemy tych czasów (a ja zawsze kiedy o tym czytam, mam wrażenie, że dzisiaj nikt już nie potrafi się tak pięknie, szaleńczo i beztrosko bawić…), sporo anegdotek i smaczków, nie tylko o samej malarce. Poza tym Stryjeńska. Diabli nadali to dwie wojny, kryzys ekonomiczny, emigracja i cała masa innych historycznych detali, które tworzyły XX wiek. Warto czytać takie książki i patrzeć na wielką historię oczami jednostek, często nieświadomych tego w jak kluczowym momencie dla świata właśnie się znajdują.

Czego zabrakło?

Niestety biografia Zofii Stryjeńskiej nie jest wolna od wad. I paradoksalnie coś co jest z jednej strony ogromną zaletą książki, stało się dla Angeliki Kuźniak pułapką. Bowiem Stryjeńska. Diabli nadali pełna jest wyimków z zapisków malarki – dowcipnych, pisanych charakterystycznym językiem, ciętych i dosadnych – takich jak ona sama. To one są najmocniejszą stroną tej biografii, one nadają jej ton i styl. Tylko że sama Angelika Kuźniak i jej praca nad materiałem gdzieś umyka, ginie. Momentami czułam się tak, jakbym czytała po prostu pamiętniki Zofii Stryjeńskiej uzupełnione o dokumenty, listy oraz komentarze Kuźniak i współczesnych malarce ludzi. Trochę to bez sensu – przecież zapiski Stryjeńskiej można kupić w księgarniach, a od biografii oczekuję czegoś więcej – innego, szerszego spojrzenia na jej bohatera, bardziej dogłębnej analizy. Tutaj tego zabrakło i trochę szkoda.

Poza tym momentami książka była po prostu nudna – opisy obrazów i innych tworów Stryjeńskiej były przytłaczające i zbędne, zwłaszcza dlatego, że część jej prac była zamieszczona na zdjęciach w książce. Recenzje jej dzieł, przepisane słowo w słowo również mnie znużyły. I tak mi się tę Stryjeńską czytało – raz nie mogłam się oderwać od życia malarki, a za chwilę odkładałam książkę, bo nie chciało mi się po raz kolejny przerabiać tego samego. Na szczęście tych momentów autentycznego zainteresowania i zaangażowania było dużo więcej.


Stryjeńska. Diabli nadali Angeliki Kuźniak to dobrze i lekko napisana (choć nie pozbawiona słabszych stron), rzetelna opowieść o życiu artystki i kobiety. Polecam ją każdemu miłośnikowi dwudziestolecia międzywojennego, historii, sztuki i opowieści o ludziach. Ja oceniam tę książkę wysoko, czytało mi się ją bardzo przyjemniej, ale szczerze? Nadal twierdzę, że biografie nie są dla mnie. To nie jest mój rodzaj literatury. Może kiedyś. Może na starość… Dzisiaj wracam do powieści, opowiadań i reportażu 🙂

Moja ocena: 7/10

Więcej biografii w Skrytce znajdziecie tu:

Elżbieta Baniewicz Dymna

Nick Rennison Sherlock Holmes. Biografia nieautoryzowana

  • Bookowa Dziewczyna

    A ja właśnie uwielbiam biografie. Często po nie sięgam. Obok biografii Stryjeńskiej ciężko przejść obojętnie. Faktycznie wydanie jest bez zarzutu, a samo życie i twórczość to świetny materiał na książkę. Świetnie, że autorzy i wydawcy przedstawiają nam życiorysy tych najwybitniejszych, a przy tym nietuzinkowych, pełnych odwagi i siły postaci 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  • Jak lubię czytać takie zachęcające opisy książek, które wpasowują się w moje czytelnicze zainteresowania. Oczywiście, że po książkę sięgnę, nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. 🙂

%d bloggers like this: