Rozdarta zasłona – Maryla Szymiczkowa – recenzja

Kiedy w zeszłym roku wydano pierwszy tom przygód skrupulatnej, trochę zdulszczonej, ale inteligentnej, bystrej i sprytnej profesorowej Zofii Szczupaczyńskiej, od początku czułam, że to będzie książka dla mnie. Już samo to, że pod dość archaicznie brzmiącym nazwiskiem Maryli Szymiczkowej, tak naprawdę ukrywają się dwaj literaci i to nie byle jacy, stanowiło dla mnie zachętę. A do tego tytuł, klimat retro i kryminalna intryga! Książkę szybko kupiłam, przeczytałam i nie zawiodłam się, a Tajemnica domu Helclów (klik) zdecydowanie była jedną z lepszych pozycji, jakie pochłonęłam w 2015 roku. Sami więc rozumiecie, że Rozdarta zasłona była moją pozycją obowiązkową, czymś co musiałam przeczytać i to jak najszybciej. Czy kontynuacja dorównała znakomitemu debiutowi?

O co chodzi?

W domu Szczupaczyńskich nie dzieje się dobrze. Oto wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc, a służąca Karolcia (jedna z niewielu pomocnic, które zawitały u profesorowej na dłużej) nagle składa wymówienie. I to jeszcze na ręce kucharki Franciszki! Gorzej niż wojna! Szybko okazuje się, że to tylko początek kłopotów, trosk i nieszczęść. Bowiem kilka dni później profesorstwo dowiaduje się, że Karolcia została zamordowana! Zofia Szczupaczyńska, energiczna i zaradna osóbka, której nie ominie żadna plotka, postanawia rozwikłać sprawę zabójstwa, które tylko z pozoru wydaje się oczywiste. Czy profesorowej uda się przeniknąć zasłonę, za którą skrywają się brudne sekrety Krakowa?

Rozdarta zasłona, czyli mistrzostwo formy

Rozdarta zasłona to przede wszystkim przepyszna uczta dla wielbicieli książek dobrze (a nawet bardzo dobrze!) napisanych. To doskonale wykonana zabawa formą, jaką jest powieść kryminalna, mrugnięcie do czytelnika okiem i  pastisz doskonały, gdzie każdy element jest nieprzypadkowy i zaplanowany. Humor miesza się z powagą, a kpina z całkiem mądrymi przemyśleniami. W ogóle ta powieść jest taka, jak profesorowa: możemy się z niej podśmiewać, jak z reliktu przeszłości, możemy nie traktować jej do końca poważnie, ale nie da się jej nie lubić i nie da się jej nie szanować. Do tego doskonały, perfekcyjnie wystylizowany język i kunszt literacki, jakiego Dehnelowi i Tarczyńskiemu mogą pozazdrościć liczni literaci. Autorzy osiągnęli mistrzostwo formy i stworzyli inteligentną rozrywkę, która nie ogłupiając czytelnika, daje mu ogrom przyjemności.

Krakowskie i historyczne smaczki oraz feminizm po mieszczańsku

Ileż tu jest pyszności! Filiżanki z ochraniaczem na wąsy, przyjazd cesarza do Krakowa i cały związany z tym wydarzeniem chaos, codzienne życie mieszczan, gotowanie powideł i opisy ówczesnych przysmaków (od których kilka razy naprawdę pociekła mi ślinka), walczą o szalę pierwszeństwa z ogromną liczbą autentycznych postaci historycznych, w które autorzy tchnęli życie i osobowość. Kogo my tu nie spotykamy! Jedną z pierwszych polskich feministek, działaczkę społeczną wraz z mężem, która profesorową nieustannie bulwersuje, czyli Kazimierę Bujwidową. Tadeuszka Żeleńskiego, który pilnie studiuje medycynę i zaczyna powoli kształtować swój światopogląd. Ignacego Daszyńskiego, który – co z wielkim zdziwieniem odkrywa profesorowa – jest szalenie przystojnym mężczyzną. Stanisława Teofila Kurkiewicza – wybitnego lekarza i jednego z pierwszych polskich seksuologów (który notabene nie został przedstawiony w dobrym świetle). Pięknie widać tu, jak postacie, których działalność i wielkość dziś wydaje się dość oczywista, w tamtych czasach wzbudzały często niechęć, niezrozumienie i były wykluczane z towarzystwa. Warto wziąć to pod rozwagę.

Poza tym na pierwszy plan wybijają się w Rozdartej zasłonie wątki feministyczne. Sporo jest tu rozważań nad ówczesną rolą kobiety, sporo też dialogów, które dziś śmieszą (jak ten o prawach wyborczych dla kobiet), a w tamtych czasach były traktowane przez ogół społeczeństwa tak samo jak dziś na przykład propozycje zalegalizowania małżeństw homoseksualnych. Czyli jako coś absurdalnego i sprzecznego z naturą. Jednak najciekawsza jest postać profesorowej, która powoli dojrzewa, zaczyna widzieć rzeczywistość coraz bardziej trzeźwo i choć nadal wydaje się jej, że jest stateczną, krakowską matroną, którą należy poważać za jej umiłowanie do tradycji, to jednak jej czyny świadczą o czymś zgoła innym. A i przekonania – z czasem i z rozwojem akcji powieści – ewoluują.

Za mało kryminału w kryminale

Niestety, Rozdarta zasłona nie jest wolna od wad, aczkowiek są to minusy niewielkie i nie mające dużego wpływu na odbiór i ocenę całości. Przede wszystkim w książce było parę niepotrzebnych dłużyzn, fragmentów, które miały czytelnika wprowadzić w krakowski światek, a były po prostu nużące. Na przykład rozmowa profesorowej z Ignacym Daszyńskim i ciągłe odbieganie przez polityka od tematu były zabawne, ale do pewnego momentu. Po kilku stronach stały się po prostu irytujące.

Kolejną wadą, która w mojej ocenie wadą tak naprawdę nie jest, ale może zostać tak odebrana przez osoby zachęcone do lektury hasłami z okładki, jest to, że Rozdarta zasłona jest kryminałem (we współczesnym rozumieniu) właściwie tylko z nazwy. Owszem, zachowane zostały podstawowe zasady gatunku – mamy zbrodnię, mamy śledztwo, które prowadzi charakterystyczna i inteligentna, samozwańcza pani detektyw, mamy metodę dedukcji i jakże klasyczny finał, ale brakuje tu zupełnie tego charakterystycznego dla kryminału napięcia. Brak też wciągającej intrygi i emocji. Najważniejsze z pozoru pytanie kto zabił zostało zepchnięte na dalszy plan, by ustąpić miejsca atmosferze starego Krakowa, osobowości profesorowej i historycznym smaczkom. Nawet jak na pastisz – za mało tu akcji. Tak jak napisałam – dla mnie nie jest to wadą, bo po Rozdartą zasłonę sięgnęłam, by delektować się stylem autorów, pośmiać z inteligentnych, złośliwych i celnych żartów i poczuć atmosferę dawnego, mieszczańskiego Krakowa, ale myślę, że są osoby, które mogą być tą książką szczerze zawiedzione.


Rozdarta zasłona to przede wszystkim powieść dla tych, którzy lubią literackie eksperymenty, niestraszny im pastisz i zabawa z konwencją. To pozycja dla tych, którzy potrafią docenić kunszt i talent językowy pisarzy i dla osób ceniących dobrą literaturę. Zawiodą się natomiast wielbiciele kryminałów, którzy w tych powieściach szukają głównie akcji i napięcia, a także zawiłej intrygi, bo tych w Rozdartej zasłonie jest tak naprawdę bardzo niewiele. Ja polecam ją Wam z całego serca, choć wiem, że nie muszę, bo przecież profesorową wszyscy znacie i kochacie, prawda? 🙂

Moja ocena: 8/10

  • Agata

    Świetna książka, choć chyba dla koneserów 😉 Każda rozmowa z Kurkiewiczem to był po prostu majstersztyk! Zgadzam się, że trochę brak akcji i dyskusja z Daszyńskim była trochę przydługa. Ale jakoś to autorom wybaczam 😉

  • Aleksandra Bernatek

    Już czytałam o tej książce i mam na nią wielką ochotę 🙂

%d bloggers like this: