Bridget Jones 3 – recenzja

Wszyscy oglądają Bridget – oglądam i ja! 🙂 W zeszłym tygodniu wreszcie udało mi się pójść do kina, na film, który był moją (obok Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć) pozycją obowiązkową tej jesieni. Wiecie, październik nie sprzyjał jakimkolwiek wyjściom, bo cały czas targały nami choroby, katary, przeziębienia i inne cierpienia. Na szczęście okazało się, że nie jestem ostatnią osobą na tej planecie, która filmu nie widziała i w doborowym, babskim towarzystwie wybrałam się do kina. Na szczęście, bo okazało się, że Bridget Jones’s Baby to naprawdę świetna komedia. Dlaczego?

Bo dobra komedia powinna być…

śmieszna. Im bardziej, tym lepiej. A Bridget Jones’s Baby jest śmieszne bardzo. Wystarczy powiedzieć, że kilka razy popłakałam się ze śmiechu, a to nie zdarza mi się często. Film jest pełen żartów – może nie tyle inteligentnych – co uroczych i trzymających poziom. Sporo jest tu humoru sytuacyjnego, trochę elementów komedii slapstickowej (bo w końcu oglądamy film o Bridget Jones, a ona po prostu musi zgubić but w błocie, przewrócić się), a najwięcej celnych, brytyjskich i bardzo typowych dla serii dialogów. Wszystkie te elementy zestawione razem dają naprawdę dobry efekt, bo sala kinowa co chwilę wybuchała szczerym, spontanicznym śmiechem. I dziękuję wszystkim bóstwom mniejszym i większym za to, że scenarzyści sprawnie poradzili sobie z dowcipem okołoseksualnym, którego w filmie nie brakuje unikając wulgarności i trywialności. Jednak przede wszystkim ogromne brawa należą się twórcom za to, że przestali śmiać się z Bridget! bridgetjonesbaby_clip_whofather

Nowa, lepsza Bridget

Nie bójmy się tego powiedzieć głośno: Bridget Jones z poprzednich części była idiotką. Głupią gęsią, ignorantką, babą, która nie potrafiła dać sobie rady ani w pracy, ani w życiu osobistym. Kretynką, której największą ambicją życiową było schudnąć (choć jak wiemy z książki – nie bardzo było z czego, bo waga między 60, a 58 kilo mogłaby być nadwagą u osoby mierzącej jakieś 1,50) i znaleźć sobie faceta. Młoda Bridget nie czytała nic poza kretyńskimi poradnikami, znała się za to dobrze na serialach telewizyjnych i popełniała naprawdę kompromitujące gafy w każdym możliwym momencie swojego mocno śmierdzącego papierosami życia. Do tego totalnie nie potrafiła się komunikować, zwłaszcza z płcią przeciwną. W pradawnych czasach, kiedy miałam lat naście i uwielbiałam przygody pary Jones-Darcy, jakoś mnie to nie raziło. Być może dlatego, że męczyły mnie wówczas baaaardzo podobne problemy 😉 Jednak dzisiaj, gdy mam lat 31 wiem, że dorośli ludzie się tak nie zachowują. A jeśli się zachowują, to naprawdę musi być z nimi coś mocno nie tak.

bridget-joness-baby-759

Na szczęście scenarzyści spojrzeli krytycznie na dawną Bridget i – najprawdopodobniej – doszli do wniosku, że w dzisiejszych czasach taka bohaterka się nie sprzeda. I dali nam Bridget na miarę naszych czasów, czyli niezależną, odnoszącą prawdziwe sukcesy zawodowe i spełniającą się w pracy, oczytaną (mieszkanie Bridget pełne jest książek o polityce), inteligentną kobietę, która potrafi utrzymać stałą wagę, jest pewna siebie i swojej wartości, umie mówić o uczuciach. Do tego jest świetną ciocią, oddaną przyjaciółką i lubi się zabawić. Ale przede wszystkim: jej celem życiowym nie jest znalezienie sobie faceta. Przy tym wszystkim nadal jest dawną, uroczą, pełną entuzjazmu i zapału do życia Bridget, która czasem coś palnie (choć nie można się pozbyć wrażenia, że często jest to celowe), czasem coś pokręci. Oczywiście, przez swoją cudowną spontaniczność wciąż jej się coś przytrafia, ale w tym filmie naprawdę niewiele ma to wspólnego z głupotą! Takiej Bridget potrzebowałam, taka Bridget mi się podoba i takiej Bridget chcę więcej!

Idealny film na ogrzanie serducha

Oprócz tego, że Bridget Jones’s Baby jest filmem baaaardzo śmiesznym, w swojej wymowie wręcz feministycznym (trochę się zagalopowałam tu… a może wcale nie?), to jest filmem pełnym ciepła i dobra. Nie chcę jakoś specjalnie spoilerować (wiem z Facebooka, że nie wszyscy go już oglądaliście!), ale tu nie ma naprawdę negatywnych bohaterów. Każda postać pokazana jest z dużą dozą sympatii i akceptacji. To akurat cecha występująca w poprzednich filmach – one również były takie miłe, jak pluszowa maskotka albo wełniany kocyk. Z drugiej strony nie można się po Bridget Jones’s Baby spodziewać banałów czy słodkopierdzących treści, bo cała ta misiowata miłość równoważona jest przez naprawdę śmieszne i ostre żarty.

bridget_jones_baby_trailer_screengrab_h_2016

No i najważniejsze – wątek miłosny. Oglądanie starszych (co widać! jak ja uwielbiam komedie i romanse z dojrzałymi aktorami, których nie przerabia się na nastolatków!) Bridget i Marka było cudowne. Chemia między Renee Zellweger i Colinem Firthem ma się nadal świetnie, a Pan Darcy wciąż potrafi patrzeć w ten charakterystyczny sposób, jakby nie wiedział czy ma Bridget zabić czy przelecieć. Na dokładkę dostajemy przeuroczego, a przede wszystkim absolutnie idealnego w swojej roli Patricka Dempsey’a (który świetnie współpracuje z parą głównych bohaterów) i jest aktorski zestaw idealny.


Bardzo, bardzo, bardzo Wam polecam Bridget Jones’s Baby. To wspaniała, całkiem mądra i niesamowicie śmieszna komedia romantyczna, która – nie boję się tego napisać – jest ideałem w swojej klasie i filmem, który – niestety – zdarza się raz na wiele, wiele lat. A już się nie mogę doczekać, kiedy wyjdzie na DVD, bo będę miała pretekst, żeby zobaczyć go znów! 🙂

Moja ocena: 9/10

  • Agata

    Bardzo fajna komedia z tej Bridget 3 🙂 Popłakałam się ze śmiechu w scenie niesienia Bridget do szpitala 😀

  • Nie spodziewałabym się po kolejnej „Bridget…” rozrywki na poziomie, a tu proszę. Może obejrzę w wyjątkowo paskudny nastrój 🙂

  • Nadal nie widziałam, a tak bardzo mam ochotę… trzeba koniecznie zorganizować jakąś opiekę dla Synka i nareszcie wybrać się do kina 🙂

%d bloggers like this: