3 razy klasyka, czyli na skróty przez obejrzane filmy

Oj, jest ciężko… Powrót do pracy i reorganizacja życia dają mocno w kość… Dni nabrały dużo szybszego tempa, wszystko musi być dobrze zorganizowane, opanowane, przygotowane. Zanim nauczymy się sprawnie poruszać w nowej rzeczywistości, minie jeszcze trochę czasu. Do tego tęsknię za Gryzakiem, on za mną też (ale mniej niż ja za nim – na szczęście!), wstaję codziennie o jakiejś paranoicznej godzinie i chodzę spać o 21. Nie ma lekko. Ale będzie dobrze! Tymczasem przychodzę do Was z postem krótkim, ale pełnym klasycznych inspiracji kinowych 🙂 Żaden z tych filmów nie załapał się do Klasycznego Wtorku, a że cyklu w tym tygodniu nie było, to postanowiłam Wam zaserwować wpis zbiorczy! Łapcie więc trzy klasyki – kryminał, film wojenny i komedię. Dla każdego coś miłego 😉

M jak morderstwo, reż. Alfred Hitchcock

329822-1

O co chodzi: Tony i Margot (Grace Kelly) to nieszczęśliwe małżeństwo. Ona jest zakochana w innym mężczyźnie, a on… Cóż… On planuje ją zabić…

Czy warto: no pewnie! M jak morderstwo to kryminał na odwrót, opowiedziany z perspektywy zabójcy. Już sam pomysł jest doskonały, bowiem zamiast rozwiązywać zagadkę, widz śledzi proces planowania i wykonania zbrodni doskonałej. Do tego okazuje się, że naprawdę wiele może nas w tej historii zaskoczyć, a napięcie nie pozwala oderwać wzroku od ekranu.

Dla kogo: dla tych, którzy kochają kryminały i dobrze skonstruowane intrygi. Dla wielbicieli talentu Grace Kelly i każdego, kto lubi sztuczki Mistrza Suspensu.

Moja ocena: 7/10

Kanał, reż. Andrzej Wajda

125330-1

O co chodzi: Powstanie Warszawskie nieuchronnie zmierza ku upadkowi, Niemcy zajmują coraz większe przestrzenie miasta. Oddział powstańców, usiłując przebić się do Śródmieścia i dalej walczyć schodzi do kanałów. Nie wyjdą już stamtąd żywi.

Czy warto: zdecydowanie tak! Kanał to kawał dobrego kina. Choć ma już wiele lat, nadal ogląda się go z zapartym tchem, a niektóre sceny pasowałyby jak ulał do współczesnego horroru. Film składa się właściwie z dwóch części. Pierwsza – przed zejściem do kanałów to miejscami senna opowieść o grupie powstańców, ich codzienności, miłości. Druga to groza w najczystszej postaci, to trujące opary gazu, ciemność, śmierć i szaleństwo.

Dla kogo: zdecydowanie dla ludzi o mocnych nerwach, dla tych którym niestraszne są sceny wyjęte z najbardziej przerażających horrorów i ludzkich koszmarów (a przecież mogły się wydarzyć!). Dla miłośników mocnego, artystycznego kina i tych, którzy chcieliby zobaczyć naprawdę dobry film o Powstaniu Warszawskim.

Moja ocena: 8/10

Mężczyźni wolą blondynki, reż. Howard Hawks

gentlemen-prefer-blondes

O co chodzi: Dwie przyjaciółki – rozflirtowana i piękna Lorelei Lee (Monroe) i twardo stąpająca po ziemi Dorothy Shaw (Jane Russell) udają się w podróż statkiem do Paryża. Cel wyprawy nie jest przypadkowy, bowiem to właśnie w romantycznej stolicy Francji Lorelei ma poślubić swojego bogatego (a jakże!) wybranka. Niestety nie obejdzie się bez komplikacji – ojciec przyszłego pana młodego wysłał za dziewczętami prywatnego detektywa.

Czy warto: Mężczyźni wolą blondynki to bardzo przyjemna, zabawna i lekka komedia, którą warto obejrzeć na poprawę humoru. Pełno tu piosenek (w końcu to adaptacja musicalu!), pięknych kreacji i zapadających w pamięć scen. A jeśli jeszcze macie wątpliwości, to pamiętajcie, że to z tego właśnie filmu pochodzi jedna ze słynniejszych piosenek śpiewanych przez Marylin Monroe Diamonds Are a Girl’s Best Friend.

Dla kogo: dla wszystkich. Naprawdę. To klasyczna komedia romantyczna, która jest trochę jak zupa pomidorowa – podoba się każdemu. Ma dużo uroku, wdzięku i czaru i tego nieuchwytnego czegoś, tej klasy, która właściwie zniknęła już z kin.

Moja ocena: 7/10

  • Jak zupa pomidorowa 🙂
    O wszystkich filmach słyszałam, ale żadnego nie oglądałam. Choć „Mężczyźni wolą blondynki” znalazło się kiedyś na mojej liście „do obejrzenia”. Jest ona niestety zapchana i większości i tak nigdy nie zobaczę, ale co tam 😛

    • Oj, skąd ja znam te zapchane listy 🙂 Polecam wszystkie trzy filmy, każdy jest inny, każdy jest bardzo dobry 🙂

  • Ja jestem wielkim fanem urody Marlin (nawet mam magnes na lodówkę z jej zdjęciem), a przyznam szczerze, że nie oglądałem „Mężczyźni wolą blondynki”, co czyni mnie pseudo fanem. Jeśli chodzi o Hitchcocka, to jest jeszcze lepiej bo oglądałem film o nim, ale nie oglądałem jego filmu. I właśnie w owym filmie było kilka zabawnych nawiązań do jego filmów, wszyscy na sali zwijali się ze śmiechu, a ja siedziałem jak na lekcji matematyki i nie rozumiałem o co chodzi. Dopiero znajomy mnie uświadomił i kazał mi się śmiać, bo stwierdził, że robię mu siarę (to było na wieczorze filmowym, wiec byli tam sami filmowi smakosze i kompletnie zielony ja). Kiedyś na pewno obejrzę, ale dla pewności dodam na filmwebie jako „umrę jak nie zobaczę” – może pomoże 🙂

  • Zjadłabym zupę pomidorową w sumie 🙂 Dzięki, wszystkie trzy filmy mnie zachęcają 🙂

%d bloggers like this: