Archiwum Burzowego Światła – Brandon Sanderson – recenzja

Fantastyka pojawia się na blogu stosunkowo rzadko, a jeśli nawet, to zazwyczaj w zbiorczych postach. Sama nie wiem dlaczego tak się dzieje? Może wydaje mi się, że nie zainteresuje Was ta tematyka? A może po prostu o tego typu książkach zazwyczaj nie mam zbyt wiele do powiedzenia? Sama nie wiem. W każdym razie dziś, chyba po raz pierwszy w historii bloga, książką tygodnia zostaje powieść fantasy 🙂 A właściwie – dwie powieści Brandona Sandersona, składające się na początek cyklu (ma być ich podobno jeszcze siedem!) Archiwum Burzowego Światła – Droga Królów Słowa światłości. Te monumentalne tomiszcza liczą sobie ponad dziewięćset dużych stron zapisanych dość drobnym drukiem, ale zapewniam Was – naprawdę warto po nie sięgnąć!

Kiedyś już pisałam o Drodze królów (klik), ale był to raczej luźny zbiór wrażeń spisany jeszcze w trakcie lektury. Teraz chcę Wam opowiedzieć o obu częściach razem, bo moim zdaniem należy je traktować jako całość. Mimo, że Słowa światłości podobały mi się nieco bardziej niż Droga królów, to jednak obie książki są do siebie niezwykle podobne – zarówno jeśli chodzi o sposób prowadzenia akcji, jej tempo, bohaterów i język. Poza tym, być może już to zauważyliście – lubię recenzować całe serie, a nie poszczególne książki, zwłaszcza jeśli opowiadają tę samą historię 🙂

O co chodzi?

Surowym, skalnym światem targają arcyburze – potężne, groźne i wyjątkowo niebezpieczne. W tej twardej rzeczywistości przyszło żyć Kaladinowi – niedoszłemu chirurgowi, który został żołnierzem, pochodzącej z arystokracji i zmagającej się z rodzinnymi problemami Shallan i nękanemu tajemniczymi wizjami Dalinarowi. Co łączy tych z pozoru tak różnych ludzi? Jaką rolę odegrają w historii świata? Każdy rozdział przyporządkowany jest losom innej postaci, choć (jak można się spodziewać od początku) ich losy w jakiś sposób muszą się prędzej czy później połączyć. To wszystko okraszone jest ilustracjami i krótkimi fragmentami książek, zapisków, pieśni, które rozpoczynają każdy rozdział i stanowią integralną część tej opowieści, wzbogacając ją, a także pomagając wyobrazić sobie opisywany świat i lepiej go poznać.

Potęga wyobraźni

Archiwum Burzowego Światła to przede wszystkim niezwykłe bogactwo stworzonego przez Brandona Sandersona świata. Bycie pisarzem specjalizującym się w fantastyce wbrew pozorom nie jest łatwe. Choć książka i jej świat wymyślony jest od podstaw, to bardzo trudno stworzyć coś naprawdę oryginalnego. Bo po pierwsze – wszystko już gdzieś było. Smoki? Magia? Hobbity? Walki o władzę? Ocalenie Wszechświata? Podróże w czasie? A po drugie… Cóż… Czasami naprawdę ciężko jest się nie inspirować. Jeśli ktoś tworzy fantastykę, to zazwyczaj też ją czyta. A jeśli ją czyta, to ma gdzieś głęboko w sobie setki historii, setki światów, którymi nawet podświadomie może się zainspirować i tym samym stworzyć coś, co choć nie jest plagiatem, pozbawione  jest świeżości i oryginalności.

Tymczasem Brandon Sanderson w Archiwum Burzowego Światła stworzył zupełnie od podstaw nowy świat. Inny niż wszystko. Poczynając na tak pospolitych sprawach, jak fauna i flora, poprzez występujące tam rasy ludzkie i do ludzkich podobne, przez mitologię, technologię i kulturę. Jest to rzeczywistość niezwykle szczegółowa i dokładna, może nie tak jak u Tolkiena (to jednak inny poziom, o czym niżej), ale widać tu ogromną pracę, ogromną potęgę wyobraźni. I przede wszystkim ogromną samodzielność i oryginalny pomysł na uniwersum. Sposób wejścia w sandersonowe realia jest dość trudny, bo autor rzuca nas od razu na głęboką wodę. Dla czytelników takich jak ja, którzy lubią dokładnie wszystko wiedzieć i zwracają uwagę na detale, jest to dość męczące. Jednak zapewniam Was, że warto się przemęczyć, bo to uniwersum jest niezwykłe! Ciekawa jestem kolejnych książek Sandersona (teraz czytam Z mgły zrodzonego, który na razie mnie nie zachwyca, ale jestem na początku drogi więc się zobaczy). Czy będą równie oryginalne? Równie fascynujące?

Angażujący bohaterowie

Jedną z podstawowych cech dobrej książki jest mój stosunek do jej bohaterów. Często coś czytam i niby wszystko jest na swoim miejscu, niby nie ma się do czego przyczepić, bo i język jest ładny, i akcja wartka, i pomysł oryginalny, a ja nie mogę zupełnie się skupić i cały czas zerkam do internetu albo zagaduję Pawła. W dziewięciu przypadkach na dziesięć dzieje się tak, bo bohaterowie są mi zupełnie obojętni i nie wywołują emocji. Autor nie potrafi mnie poruszyć, przywiązać do nich. U Sandersona tego problemu nie ma i czytając naprawdę mocno przejmowałam się losem Kaladina, Shallan, Dalinara i Adolina. Byłam ciekawa co będzie dalej, a nawet zdarzało mi się zastanawiać nad książką, kiedy jej nie czytałam (a nie zdarza mi się to często!). To jak pisze Sanderson, jakich bohaterów kreuje, sprawia, że od jego książek można się po prostu uzależnić. A o to chyba chodzi, prawda? 😉

Czy Archiwum Burzowego Światła ma wady?

Oczywiście, że ma, ale na szczęście są one na tyle niewielkie, że zupełnie nie przeszkadzają w czytaniu 😉 Przede wszystkim jest to książka bardzo nierówna. Raz akcja gna na złamanie karku, a strony przewracają się tak prędko, że aż lecą iskry. Za chwilę zaś wszystko zwalnia, by przez następne 300 stron niespiesznie się toczyć. Uważam, że spokojnie obie książki mogłyby być o jakieś 200 stron krótsze i naprawdę nikomu by się z tego powodu nic nie stało. Z drugiej strony, Paweł twierdzi, że te dłużyzny są dobre i przydatne, bo dzięki nim dłużej możemy się delektować niezwykłym światem stworzonym przez Sandersona i lepiej poznawać to uniwersum. Kwestia gustu 🙂

Nie spodziewajcie się też, że Archiwum Burzowego Światła to literatura na poziomie Tolkiena czy LeGuin. Nie, nie. To typowa powieść rozrywkowa, w której język jest po prostu poprawny (a czasem zdarzą się jakiś mniejsze czy większe gafy – być może jest to kwestia tłumaczenia), sposób prowadzenia akcji typowy, a głębi, warstw i intertekstualnych odniesień możemy szukać ze świecą. To są naprawdę świetne książki, ale jednak to są książki nastawione wyłącznie na rozrywkę i relaks – nie można od nich oczekiwać niczego innego. Poza tym polecam je raczej wyłącznie miłośnikom gatunku. Osoby sporadycznie sięgające po fantastykę mogę się zrazić, zmęczyć – choćby rozmiarami cyklu 🙂


Archiwum Burzowego Światła Brandona Sandersona, na które składają się Droga królów Słowa światłości, to wspaniały, monumentalny cykl, który zachwyci wszystkich wielbicieli fantastyki. Oryginalny świat, wspaniali i ciekawi bohaterowie, dobry pomysł na fabułę, a przede wszystkim umiejętność autora do przenoszenia czytelnika na długie godziny w inną rzeczywistość, to coś czego nie da się nie docenić. Ja dałam się porwać totalnie i jedyne czego żałuję, to tego, że na kolejną część trzeba czekać tyle czasu.

Moja ocena: 8/10 (obie części)

  • Już od jakiegoś czasu marzę, by wgłębić się w tę serię. Jedyny problem pojawia się wtedy, kiedy myślę, że na koniec serii będę musiała czekać tyle lat – prawie tak samo jak z Martinem. Trochę to przygnębiające i chyba poczekam sobie jeszcze troszkę, bo do czytania wiele mam, a chyba jedna seria Sandersona się zakończyła albo ma wkrótce się zakończyć!
    Świetna recenzja
    Pozdrawiam
    https://rolakatalog.blogspot.com

    • Dziękuję! Mam wrażenie, że szybciej doczekam się wnuków, niż Sanderson napisze wszystkie tomy 😉 Skończyła się trylogia „Z mgły zrodzonego”, teraz wydają kontynuacje, ale to już zupełnie co innego 🙂

  • Agata

    Jako nastolatka zaczytywałam się fantastyką, a teraz jakby czasu mniej na te wszystkie grubaśne tomiska :/ Próbowałam się zmierzyć z „Drogą królów”, ale pokonała mnie około 70 strony i nie mogę się zmusić żeby wrócić, choć wiem, że to dobra lektura :/

    • Ja za pierwszym razem poddałam się w okolicach 100 strony – nie wciągnęłam się, poza tym byłam w ciąży, miałam duży brzuch i niewygodnie mi się tę cegłę czytało. Potem sięgnął po nią mój mąż, niesamowicie się wciągnął i namówił mnie żebym spróbowała jeszcze raz 🙂 I się zakochałam <3

      • Agata

        Na pewno kiedyś zrobię 2 podejście! 🙂

  • Akapit o bohaterach pozwala stwierdzić, że książki się podobały, zamierzasz kontynuować lekturę cyklu?

    • No chyba nie tylko akapit o bohaterach, a cały wpis o tym świadczy 😉 I pewnie, że zamierzam, niech no tylko Sanderson wyda kolejną część 🙂

  • Uwielbiam:)) zachwycilam się w zeszlym.roku (pisałam, więc jak będziesz chciała to zajrzyj). Wielka wadą moim zdaniem jest tłumaczenie. Kontrukcja zdań sprawia, ze wielu odbiorcom trudniej się czyta. Na szczęście pozostale elementy sprawiają, ze czytelnik sie wciąga. I to nie styl Sanfersona, bo juz Z mgły zrodzonego czyta się dużo lepiej.

    • To fakt – „Z mgły zrodzony” ma zdecydowanie lepszy język (chociaż na razie zdecydowanie mniej mi się podoba, niż „Archiwum”). Zawsze jest mi przykro, kiedy dobra książka jest niszczona przez tłumacza 🙁 A do Twojego wpisu chętnie zajrzę 🙂

  • Królewskie Recenzje

    Bardzo lubię fantastykę, jednak ta książka niezbyt mnie ciekawi.
    Pozdrawiam 🙂

  • Mój młodszy brat właśnie czyta „Drogę królów”. To ogromniasta księga. Mnie jakoś do fantastyki nie ciągnie. Ale kto wie, myślałam, że nie lubię kryminałów, a uwielbiam je!

  • Ja jeszcze nie miałam okazji czytać Sandersona, ale czaję się na „Z mgły zrodzony” i resztę tej serii 🙂
    Straszne kloce xD Ale uwielbiam takie, głównie to kocham patrzeć na takie cegiełki jak leżą na półce 😀
    Najbardziej dobijającego jest to, że „Droga królów” i „Słowa światłości” są w miękkich oprawach, masakra ….

  • Pingback: Kalejdoskop wakacyjny, czyli kulturalne podsumowanie lata - Skrytka na kulturę()

  • Czytałam oba tomy w te wakacje – potrzebowałam właśnie takiej klasycznej, ściśle przestrzegającej reguł gatunku powieści fantasy i to było dokładnie to, o co mi chodziło. Wspaniale się bawiłam, oba tomy pochłonęłam w niecały miesiąc i było mi naprawdę smutno, że na kolejny trzeba będzie tyle czekać 🙂
    Swoją drogą – widzę na Twojej liście wiele wspólnych lektur, będę wpadać częściej 🙂

    • Cieszę się! 🙂 Sanderson to doskonała rozrywka i faktycznie szkoda, że trzeba czekać tyle czasu na kolejne tomy (chociaż to i tak nic w porównaniu z Martinem i jego „Pieśnią lodu i ognia”, którą też bardzo lubię)., zaczęłam czytać jego inne powieści, ale to już nie to samo 🙁

%d bloggers like this: