Klasyczny wtorek #11: „Deszczowa piosenka”

Klasyczny wtorek to cykl wpisów, w których biorę na warsztat klasykę: kina, literatury, serialu. Jest krótko, konkretnie, na temat! I szczerze! Jako klasykę kina traktuję umownie filmy, które zostały stworzone przed 1990 rokiem. Za książkową klasykę, znów roboczo i umownie, uznaję książki, które zostały napisane do lat 60. XX wieku. A dziś czas na film! Dawno o żadnym Wam nie pisałam, ale… cóż… Euro, Euro, Euro 😉 Na szczęście – w ramach rekompensaty – mam dla Was prawdziwy hit, który oglądałam z szerokim uśmiechem na twarzy i nie mogłam, po prostu nie mogłam (!) oderwać oczu od ekranu! Moi Drodzy! Oto absolutny klasyk musicalu: Deszczowa piosenka z 1952 roku w reżyserii Stanley’a Donena i Gene’a Kelly’ego.

Deszczowa piosenka, reż. Stanley Donen, Gene Kelly

331182.1

Cytat: Make ’em laugh!

O co chodzi: Hollywood, rok 1927. Nieświadome niczego gwiazdy niemego kina, czeka wielka rewolucja. Bo do kin wchodzi dźwięk, a wraz z nim olbrzymie zmiany. Kto utrzyma się na powierzchni i przetrwa w nowych realiach, a kto upadnie i nigdy już się nie podniesie?

Skąd się wziął fenomen: Jest w tym filmie coś takiego, co hipnotyzuje. A przecież fabuła nie jest szczególnie oryginalna, a piosenki w znaczącej większości pochodzą z innych hollywoodzkich musicali. Czy to perfekcja Gene’a Kelly’ego? Czy olbrzymi talent i urok Donalda O’Connora? A może świeży wdzięk Debbie Reynolds? A może wszystko na raz?

Bo przecież Deszczowa piosenka to musical totalny. Zawiera w sobie to, co najlepsze w tym gatunku – wpadające w ucho piosenki, porywający taniec, lekką, ale mądrą historię, fantastycznych aktorów. Jest  to też typowy film o filmach, który nieustannie puszcza oko do siebie i do widzów. Plany zdjęciowe przenikają się z rzeczywistością, a czasem trudno odróżnić co jest marzeniem o szklanym ekranie, a co rzeczywistością.

511865.1

Ciekawostki: Mimo że do dziś jest uznawana za najlepszy musical wszech czasów, Deszczowa piosenka nie od razu zdobyła tak dużą popularność. Sukces i chwała przyszły później.

Dlatego też nie powinno dziwić to, że nominacje do Oscarów otrzymali tylko Jean Hagen za drugoplanową rolę Liny i oczywiście – muzyka.

Okazuje się, że na ekranie przeuroczy, w normalnym życiu Gene Kelly był strasznym tyranem i bardzo denerwował się podczas współpracy z grającą główną rolę żeńską Debbie Reynolds, która nie była profesjonalną tancerką. Raz, doprowadzona do płaczu Reynolds ukryła się pod pianinem, gdzie spotkała Freda Astaire’a, który pomógł jej opanować układ taneczny.

A co myślę ja: Deszczowa piosenka mnie zachwyciła. Absolutnie i w 100%. To zdecydowanie najlepszy film, jaki obejrzałam w ramach Klasycznych Wtorków i w ogóle najlepszy, jaki widziałam w tym roku. Tu jest wszystko: humor, taniec, fantastyczna muzyka, doskonali aktorzy, idealne tempo akcji. A to wszystko skąpane w niepowtarzalnym klimacie starego Hollywood. Nie może być lepiej <3

Jeśli jeszcze nie widzieliście Deszczowej piosenki to natychmiast nadrabiajcie braki! To jest film wyjątkowy, uroczy, ciepły, ale z charakterem i jedynym w swoim rodzaju stylem. Powiedzieć, że przetrwał próbę czasu, to za mało. On wyprzedził wszystkie musicale, jakie wcześniej i później nakręcono. Naprawdę, nie ma w tym przesady!

Moje ocena: 10/10

A na koniec, jedna z najbardziej uroczych piosenek z filmu <3 <3 <3

%d bloggers like this: