3 razy miłość, czyli na skróty przez obejrzane filmy

Oj… ciężko ostatnio mi idzie. Mam kryzys wszystkiego – zawodowo, blogowo, życiowo i dietetycznie utknęłam w miejscu i tak sobie siedzę 😉 Czerwiec miał być super, a wyszło… hmm? No właśnie. W każdym razie, najwyraźniejszym skutkiem mojego kryzysu, jest to, że czytam i oglądam lekkie, proste historie. Stronię od poważniejszej literatury, wyszukuję filmowe odmóżdżacze. Szczególną estymą darzę romanse. Tak. Ja. Książki i filmy. O miłości. Sama nie mogę wyjść z szoku. I tak to wyszło, że ostatnio obejrzałam trzy filmy w których to uczucia grają główną rolę. A teraz o nich napiszę. Bo to dobre filmy były 😉

Zanim się pojawiłeś, reż. Thea Sharrock

632115_1.1

O co chodzi: słynna ekranizacja słynnej książki o której być może opowiem Wam niedługo. Chcecie? On – bogaty i sparaliżowany. Ona – biedna i pełna barw. Czy znajdą nić porozumienia? Czy ich uczucie ma szanse przetrwać?

Czy warto: Tak! Warto po stokroć. Bo obiektywnie patrząc, bez porównywania z książką, która – jak to bywa zazwyczaj – w takim układzie wygrywa (jest głębsza, bardziej złożona, życie Lou zostało przedstawione bardziej kompleksowo) – to naprawdę dobry film. Pięknie zrealizowany, z uroczymi zdjęciami, doskonałą grą aktorską (Emilia Clarke! Emilia Clarke! Emilia Clarke!) i mądrą, dającą do myślenia historią. I wzrusza, chociaż ja się ostatecznie nie wzruszyłam, bo a) byłam na świeżo po książce i wiedziałam jak się skończy; b) nie podoba mi się zakończenie i to z innych przyczyn niż przypuszczacie. Ale o tym chyba pogadamy w niedzielę 😉

Dla kogo: dla fanów książki. Dla wielbicieli romantycznych i niebanalnych historii. Dla wszystkich, którzy lubią dobre, ładne kino. Nawet Pawłowi się spodobało, a tak marudził, że idziemy do kina na romans 😉

Moja ocena: 8/10

P.S. Kocham cie, reż. Richard LaGravenese

109469.1

O co chodzi: ona go kocha. On – kocha ją jeszcze mocniej. Tak mocno, że nawet po śmierci prowadzi ją przez trudny okres żałoby, wysyłając jej zza grobu listy.

Czy warto: Gerard Butler zagrał takiego mężczyznę, że… ech… Przystojny, męski, czuły, dowcipny, szalony, uroczy, kochający Irlandczyk. Hilary Swank zagrała trochę gorzej, ale i tak miło się ją oglądało. a oprócz Butlera jest kilka smaczków w rolach drugoplanowych, wciągająca, mądra niebanalna fabuła, urocze zdjęcia Irlandii, które zostają gdzieś głęboko w sercu. Ale przede wszystkim: jaki ten film jest niesamowicie wzruszający! Przepłakałam cały. Cały!

Dla kogo: dla wszystkich, którzy chcą się po prostu wypłakać i szukają pretekstu. I dla wielbicieli oryginalnych, ładnych romansów.

Moja ocena: 8/10

The DUFF, reż. Ari Sandel

555440_3.1

O co chodzi: Bianca Piper jest zadowolonym z siebie, średnio atrakcyjnym kujonem(w porównaniu z e swoimi koleżankami, bo jak na standardy z moich czasów liceum, to byłaby raczej w gronie tych ładnych dziewczyn, ale co ja wiem…). Niestety, samozadowolenie pęka jak bańka mydlana, kiedy przyjaciel z dzieciństwa uświadamia jej, że jest najbrzydsza spośród swoich kumpelek. Bianca postanawia się zmienić.

Czy warto: jest śmiesznie, ale na poziomie. Jest para bohaterów, między którymi aż iskrzy od chemii. Jest dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa. Jest banalna, ale w sumie ciekawa i wciągająca historia. Jest nastoletnio, ale mądrze i z morałem. Czego chcieć więcej? 😀

Dla kogo: dla nastolatków, którzy w wakacje tęsknią za szkołą i jej specyficznymi klimatami. Dla staruchów, którzy czasami (zwłaszcza, kiedy mieszkają przy gimnazjum i gdzieś między gotowanie mobiadu, a zmianą pieluchy obserwują tłumy szczęśliwej młodzieży, która ma przed sobą dwa miesiące lenistwa…) chcieliby znowu usiąść w szkolnej ławce. Dla tych co lubią dobre, zabawne komedie z morałem.

Moja ocena: 6/10

  • Od dłuższego czasu przymierzam się do „zanim się pojawiłeś”, może w ten weekend się uda 🙂

  • Wszystkie trzy oglądałam i bardzo mi się podobały 🙂 taka już ze mnie romantyczka 😉
    http://reading-mylove.blogspot.com

  • Oglądałam wszystkie trzy i wszystkie mi się podobały 🙂 Ale mój faworyt to zdecydowanie „Zanim się pojawiłeś”
    http://tamagoczi.pl/

  • Oglądałam tylko P.s. Kocham Cię ale mam chrapkę na Zanim się pojawiłeś. Oczywiście książka pierwsza

    • Myślę, że zwłaszcza w tym przypadku zdecydowanie warto przeczytać najpierw książkę 🙂

      • Myślę, że zawsze lepiej zacząć od książki. Acz z „Gwiazd naszych wina” zrobiłam na odwrót 😛

  • neon

    Trochę nie moje kino. 🙂 Ale mógłbym polecić kilka dobrych melodramatów (czy komedio-dramatów), jak „Ludzie we mgle” M. Carne – klasyka, „Take This Waltz” S. Polley (oj, to Ci się spodoba… ;)), „Za ile mnie pokochasz?” B. Blier (do śmiech) i „Jagodowa miłość” K. W. Wong (romantycznie i z klasą).

    • Z wymienionych przez Ciebie filmów znam tylko „Jagodową miłość” 🙂 „Ludzi za mgłą” planuję obejrzeć – uwielbiam klasyki!

  • Obejrzałam już pierwsze dwa filmy z listy i bardzo je lubię 🙂 Chyba zabiorę się za trzeci mimo że ma niższą notę. Co prawda nastolatką już od wieków nie jestem, ale co tam 😉

  • Ola i Dina

    Obejrzałam jakiś czas temu The Duff i Ps.Kocham Cie. Filmy bardzo mi się spodobały i bardzo polecam przeczytać ksiązkę The Duff.
    Recenzja książki The Duff i porównanie filmu na naszym blogu. Zapraszam 😉 http://za-ksiazkowane.blogspot.com/2016/05/recenzja-duff-ta-brzydka-i-gruba.html

  • Niezbędnik Domowy

    PS. Kocham Cię – faktycznie świetny i romantyczny film, choć książka podobała mi się bardziej niż ekranizacja 🙂

  • P.S Kocham Cię to 100% wyciskacz łez. Nie potrafię się na tym filmie uspokoić. Zanim się pojawiłeś chyba musze w końcu zobaczyć bo słychać o tym filmie wszędzie 😀

  • Koniecznie muszę się wybrać na „Zanim się pojawiłeś”, ale najpierw chcę przeczytać książkę 🙂

  • Agata

    Mnie jakoś Emila Clarke denerwowała momentami 😛 Gdybym nie znała książki to film oceniłabym wyżej. P.s Kocham Cię świetne! A o The Duff mam identyczne zdanie 🙂

    • Mi się baaaardzo podobała! Do tego stopnia, że parę dni później oglądałam „Grę o tron” i zamiast Daenerys cały czas widziałam Lou 🙂 Nie mogłam się przestawić 😉

  • „PS. Kocham Cię” uwielbiam! „DUFF” mnie kusi od jakiegoś czasu, ale jakoś nie mam okazji obejrzeć. A „Zanim się pojawiłeś”, no nie wiem, niby ma świetne recenzje, ale chyba ostatnio nie mam ochoty na takie klimaty. I tak w głębi serca boję się, że zamiast oglądać zupełnie nową postać na ekranie, będę widziała Daenerys z ciemnymi włosami.

    • Cóż… ja miałam na odwrót… Kiedy parę dni po wizycie w kinie oglądałam ostatni odcinek „Gry o tron” zamiast Daenerys widziałam Lou! 😀 To było… dziwne 😉

  • Pingback: Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes - dyskusja - Skrytka na kulturę()

  • Pingback: Kalejdoskop czerwcowy, czyli kulturalne podsumowanie miesiąca - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: