Dom z witrażem – Żanna Słoniowska – recenzja

Czas zacząć tradycyjną już przygodę z nominacjami do Nagrody Literackiej „Nike” 2016 🙂 W zeszłym roku odkryłam w ten sposób kilku ciekawych autorów, otworzyłam się na nowe rzeczy – bardzo pozytywnie wspominam to moje czytanie (klik). Mam nadzieję, że teraz będzie równie dobrze. Chociaż… po lekturze najnowszej powieści Żanny Słoniowskiej Dom z witrażem mam mieszane uczucia. Dlaczego?

O czym właściwie jest Dom z witrażem?

Dom z witrażem to krótka, snuta poetyckim i nieco sennym językiem opowieść o… No właśnie. Książka Żanny Słoniowskiej jest jak matrioszka, w której odkrywamy coraz to nowe warstwy fabularne. Jest to więc przede wszystkim historia rodzinna, żeby nie napisać – saga. Poznajemy życie czterech pokoleń kobiet, które choć różne, to jednak połączone są wspólnym losem i wspólnym bólem. Ale Dom z witrażem to również romans, opowieść o uczuciu i namiętności ponad pokoleniami. Żanna Słoniowska porusza też temat wolności – tej narodowej, państwowej, osobistej, uczuciowej i rodzinnej. Poza tym powieść to piękne wspomnienie dzieciństwa i młodości, taka delikatna podróż w przeszłość.

Mimo że jest to książka krotka, do połknięcia dosłownie w kilka godzin, to ten natłok fabularny nie przeszkadza i w żaden sposób nie utrudnia czytania. Wszystkie wątki pięknie się zazębiają, nic nie zostało porzucone w połowie czy niedopracowane. Poza tym, tak naprawdę głównym bohaterem Domu z witrażem jest…

Umierającego Lwowa portret własny

Lwów wystaje spoza właściwej, leciutko osnutej fabuły. Chodzimy po jego ulicach, poznajemy jego historię, wczuwamy się w klimat. Naszym przewodnikiem jest młodziutka bohaterka powieści oraz jej dojrzały kochanek i to właśnie intymny i prywatny obraz miasta widziany oczami tej pary jest największa siłą powieści. Lwów żyje, a właściwie powoli umiera i choć w jego wnętrzu nadal krąży krew, to ciało stopniowo poddaje się śmierci. Narośle tablic pamiątkowych, zmarszczki pękających ścian i nowotwór świeżo wybudowanych domów dzień po dniu zabierają mu duszę.

Po ulicach nadal krążą duchy tego co minęło – komunizmu, kulturowego tygla, ale przede wszystkim – ciągłej walki, którą musiało toczyć to miasto i jego mieszkańcy. Aż nasuwa się oczywista myśl, że każdy by się po czymś takim postarzał.

Kobiecym językiem

Ogromym atutem prozy Żanny Słoniowskiej jest również poetyckość języka i sposób pisania. Taki ulotny, delikatny, kobiecy. Idealnie pasujący do samej powieści, która taka właśnie jest – ulotna, zwiewna i trochę z innego świata.

Mikołaj wyobrażał sobie rzekę pełną ryb. Duże i małe, ze zmienną prędkością poruszały się na różnej głębokości. Te widoczne na powierzchni oświetlało słońce, to były soprany. Pod nimi wiły się jak wstęga ryby większe i ciemniejsze – alty. Dno rzeki zakrywały ciężkie i powolne ryby o długich wąsach, których nie dało się odróżnić od mulistego piasku – basy.

I takich pięknych fragmentów jest w powieści Słoniowskiej znacznie więcej. Trochę to proza, trochę już poezja, każde słowo jest wysmakowane, wycyzelowane. To kolejna, olbrzymia zaleta Domu z witrażem i powód dla którego można z czystym sumieniem polecać książkę dalej.

Matrioszka czy wydmuszka?

Jednak mimo tych wszyskich niewątpliwych zalet, mam bardzo mieszane uczucia. Dlaczego? Przecież estetycznie, językowo Dom z witrażem jest cudny. Gorzej natomiast rzecz się ma z samą fabułą, która …. No cóż… trąci banałem. Po lekturze nie mogę się pozbyć wrażenia pewnej wtórności, takiego uczucia, że hej! przecież ja to już czytałam. przecież to już było. Bardzo zawiodło mnie zakończenie, spodziewałam się jakiegoś przewrotu, jakiegoś puszczenia oka. A tu nic. Poza tym sama opowieść o czterech kobietach i o romansie z dojrzałym mężczyzną, choć kompozycyjnie bardzo udana, to treściowo jest dokładnie taka jak wszystko inne. 

Zresztą już od jakiegoś czasu mam wrażenie, że jednym z warunków napisania w Polsce liczącej się, nagradzanej powieści jest wpisanie się w pewien schemat, styl i język. Czytelnik może wtedy czuć, że obcuje z wybitnym dziełem, bo takie to wszystko artystyczne i wzniosłe, i pełne znaczeń. A to, że sama treść książki jest banalna i oczywista – ginie gdzieś w natłoku zachwytów. Niestety, zbyt często młoda polska proza, która ma być ambitna i mocna niewiele się różni od lekko pogardzanej prozy popowej, dla mas. Owszem sposób przedstawienia historii jest inny, ale moc książek nie tkwi tylko w tym, żeby na siłę było ambitnie i ładnie. Dla mnie cały czas najbardziej liczy się treść.


Dom z witrażem polecam przede wszystkim wszystkim tym, którzy lubią sięgać po prozę nieoczywistą, inną, snutą spokojnie i poetycko. Zachwycą się również wielbiciele książek-portretów o miastach, a także nostalgicznych opowieści z dzieciństwa. Ja sama uczucia mam mieszane, bo to jest dobra i ładna książka, ale pewnej dozy banału i oczywistości nie da się przykryć najpiękniejszym językiem. Trochę szkoda, bo potencjał, który kryje się w twórczości Żanny Słoniowskiej jest niewątpliwie ogromny.

Moja ocena: 6/10

  • Aleksandra ma kota

    Po pierwsze to gratuluję wyboru szablonu bloga! Jest mega przejrzysty, prosty i za razem bardzo funkcjonalny! 🙂 Super.
    Co do książki nie przepadam za książkami pisanymi poetycko, jednak to dla mnie udręka czytać coś, czego opis zajmuje 5 stron. Może znajdę inną recenzję tutaj, książki która mnie zainteresuje 🙂
    http://www.aleksandramakota.pl/

    • Dziękuję, zwłaszcza że trochę w tym mojej pracy było, bo mocno przerobiłam ten szablon! 🙂 A co do książek, to jestem pewna, że znajdziesz coś dla siebie, bo czytam bardzo różne książki 🙂 Pozdrawiam!

  • Cieszę się, że się skusiłam i nabyłam tę książkę, styl myślę, że przypadnie mi do gustu, lubię połączenie prozy i poetycki opisów. Ciekawa jestem bardzo tej pozycji. Pozdrawiam

  • Mirella

    Ciekawe, ale nie dla mnie 🙂

  • Jeszcze nigdy nie byłam we Lwowie, ale przed wyjazdem chętnie przeczytam tę książkę, by poczuć ducha tego miasta.
    Tytuł – jak dla mnie – urzekający.

    • To prawda! Tytuł i okładka są cudowne <3 Ja też nigdy jeszcze nie byłam we Lwowie, a zawsze mi się marzył! Po tej książce chcę jeszcze bardziej 🙂

  • Oj to teraz raczej się za nią nie wezmę 🙁 Nie dla mnie takie tematy 🙂

  • Magdalena Paździor

    Gdzieś kiedyś przeczytałam, że polskim autorom brakuje porządnego rzemiosła. I to jest chyba prawda. Ciężko w Polsce o powieść z ciekawą, wciągającą, niebanalną fabułą, bardziej tradycyjną, a zarazem napisaną dobrym językiem. Nie ma u nas właściwie tzw. powieści środka. Za to wciąż pokutuje przeświadczenie, że JĘZYK jest najważniejszy i spycha się na bok wartość fabuły w powieści. Bardzo fajny pomysł na czytanie autorów nominowanych do Nagrody Literackiej Nike 🙂 pozdrawiam 🙂 http://bukfinker.blogspot.com

    • Prawda – literatura środka praktycznie nie istnieje. Albo sprzedaje się nam literaturę z łatką „ambitna” albo rozrywkową papkę. Ale znajdę jeden dobry przykład! Literaturą dla masowego odbiorcy, ale trzymającą wysoki poziom są kryminały Marka Krajewskiego 🙂

      • Magdalena Paździor

        Ja dopiero w ubiegłym roku zaczęłam czytać jakiekolwiek kryminały. Marka Krajewskiego jeszcze nie zdarzyło mi się czytać, ale na pewno po niego sięgnę w wakacje. 🙂

        • Naprawdę polecam! Mroczne, ciężkie i brutalne, ale jeśli nie odstraszają Cię takie klimaty, to warto się skusić, bo literacko są genialne <3

  • Królewskie Recenzje

    Przekonałaś mnie do tej książki. Z przyjemnością niebawem ja przeczytam.

%d bloggers like this: