Obce dziecko – Rachel Abbott – recenzja

Obce dziecko Rachel Abbott to kolejna powieść, która ostatnio wyskakuje nawet z lodówki. Wszyscy ją czytają, wszyscy o niej mówią i – jak to w takich razach bywa – ja też się skusiłam.  Wiecie jak to jest… Mimo że staram się nie ulegać czytelniczym modom, to zazwyczaj średnio mi to wychodzi. Jestem podatna na reklamę – co zrobić 😉 Poza tym, zawsze sobie tłumaczę, że prowadząc bloga między innymi książkowego, muszę znać również nowości czytelnicze. I ten cudowny abonament w Legimi… A ponieważ pilnie potrzebowałam dobrej i wciągającej literatury rozrywkowej, więc przeczytałam Obce dziecko Rachel Abbott. I to była dobra decyzja!

Terapeutyczne zalety książek rozrywkowych

Czytam bardzo różne książki. Zresztą sami wiecie 🙂 Staram się jak najczęściej sięgać prozę bardziej wymagającą, ambitną, skłaniającą do myślenia. Jednak lubię też typową literaturę rozrywkową, której autor nie próbuje nam przekazać wielkich prawd o życiu, wstrząsnąć nami czy grać w intelektualne gry. Po książki, których jedynym celem jest dostarczanie rozrywki. Nie ukrywam, że takie powieści czyta mi się najprościej, najszybciej i co tu dużo mówić – najprzyjemniej. Nie wymagają ode mnie szczególnego skupienia, nie nękają mnie po lekturze żadne ciężkie myśli. Kiedy zaś w moim życiu pojawiają się znaki zapytania, a ja staję na rozdrożu (a w takim właśnie jestem w tej chwili okresie), to mam ochotę tylko i wyłącznie na lekkie książki. Takie, które mnie odprężą i na chwilę pomogą zapomnieć o tych zawirowaniach, które dzieją się dookoła. I wtedy te – wydawałoby się – niewiele warte czytadła, pomagają mi przetrwać, zrelaksować się, a czasem nawet podjąć właściwe decyzje.

Dlatego właśnie uważam, że dobra literatura rozrywkowa, to wielki skarb i coś co należy promować (klik). Na szczęście żyjemy w czasach wielkiej obfitości i trafienie na przyzwoicie napisany thriller, kryminał czy romans wcale nie jest trudne. Owszem, często zdarzają się zgniłe jaja, ale od tego już jestem ja, żeby przesiać ziarno od plew i rekomendować Wam to co dobre! Dlatego dzisiaj polecam Wam z całego serca Obce dziecko Rachel Abbott, thriller, który wciąga od pierwszej strony i pozwala zapomnieć o wszystkich problemach!

Doskonały thriller

Poznajemy rodzinę Josephów. Emma, David i ich malutki, przeuroczy synek Ollie wiodą z pozoru przyjemne i dostatnie życie. Ułożoną codzienność przerywa pojawienie się upiora przeszłości – Tashy – zaginionej wiele lat temu córki Davida. Trzynastoletnia dziewczynka ewidentnie skrywa wiele tajemnic i mrocznych sekretów, ale nikt nie potrafi zmusić jej do opowiedzenia o swojej przeszłości. Gdzie przez te wszystkie lata była Tasha? Ile musiała wycierpieć? Dlaczego wróciła właśnie teraz? Na te pytania szuka odpowiedzi inspektor policji Tom Douglas. Szybko okazuje się, że musi on mocno przyspieszyć tempo pracy, bo rodzinie Josephów grozi niebezpieczeństwo!

Obce dziecko to doskonale skonstruowany, emocjonujący thriller. Akcja pędzi do przodu, a od książki naprawdę ciężko się oderwać. Dobrze napisana, pozbawiona dłużyzn i nudy świetna powieść, którą czyta się błyskawicznie. Mamy tu rodzinne sekrety, groźnych przestępców, porwania dzieci i dużo rzeczy o których teraz nie napiszę, bo nie będę psuła Wam przyjemności z lektury 🙂

Obce dziecko i domestic noir

Obce dziecko może jednak zawieść miłośników mocnej, brutalnej prozy. Rachel Abbott skupia się przede wszystkim na relacjach i emocjach, a w powieści tak naprawdę najważniejsze są uczucia targające Tashą – dzieckiem, które przeszło przez piekło oraz rodzicielskie i miłosne przeżycia Emmy. Również historia detektywa Toma Douglasa, jest naszpikowana rodzinnymi wspomnieniami.

Znajduję tu bardzo dużo cech domestic noir, czyli świeżo powstałego podgatunku (któż mógłby przypuszczać, że da się dzisiaj jeszcze wymyślić jakiś gatunek w literaturze sensacyjnej…). Domestic noir skupia się na emocjach i relacjach, a akcja książek dzieje się w znanym dobrze środowisku domowym lub w pracy. Zalicza się do niego między innymi powieści Gillian Flynn czy Pauli Hawkins. Dla mnie Obce dziecko to była pierwsza styczność z literaturą z elementami domestic noir i czuję, że to jest coś dla mnie. Jak wiecie, nie lubię za bardzo krwawych thrillerów, nie cierpię epatowania przemocą, a w książkach najbardziej lubię emocje. Paulę Hawkins chyba sobie daruję (Paweł czytał i mówi, że marne), ale zamierzam zaprzyjaźnić się z Gillina Flynn!

A na koniec łyżka dziegciu

Oczywiście Obce dziecko nie jest pozbawione wad, przede wszystkim tych fabularnych. Na pierwszy plan wysuwa się najmłodszy z bohaterów – Ollie. Nie do końca wiadomo w jakim jest wieku, ale wiemy na pewno, że ma skończony roczek, a że jeszcze nie chodzi, więc orientacyjnie stwierdzam, że nie przekroczył 15 miesięcy (umowna granica do której dziecko powinno postawić pierwsze kroki). Tymczasem niektóre zachowania Olliego, zwłaszcza te związane z relacjami, wskazują na to, że bliżej mu do drugich albo i do trzecich urodzin. W każdym razie moje dziecko zachowuje się (czy też zachowywałoby się w opisywanych w książce sytuacjach) inaczej. Ale nie będę Wam spoilerować! Zawsze denerwują mnie takie niedopracowane szczegóły, bo jeśli już piszemy książkę, to trzeba się do tego przygotować i nie wiem – może pogadać z jakąś matką albo psychologiem dziecięcym?

Ale i tak najdurniejszy jest motyw z powracającą po latach Tashą. Kurczę, serio? Twoje zaginione dziecko wraca do domu, nie wiadomo co się z nim działo, ale ewidentnie doświadczyło wielkiej traumy. Co robisz? Bo ja bym zabrała ją od razu na policję i do szpitala, nawet gdyby nie wyrażała na to zgody. A co robią bohaterowie książki? Postanawiają poczekać, bo przecież nigdzie się nie spieszy… Serio? Serio?! Przez całą powieść z Tashą nie pracuje żaden psycholog, ani psychiatra. Ba! Nawet nikt nie rozważa na poważnie takiego scenariusza.


Mimo pewnych wad i niedociągnięć Obce dziecko czyta się naprawdę świetnie. To książka, która wciąga i nie da się jej wypuścić z rąk. Bardzo, bardzo Wam ją polecam, zwłaszcza jeśli czujecie, że domestic noir to coś dla Was, a także jeśli lubicie dobre, lekkie powieści, dzięki którym zapomina się o problemach i stresach.

Moja ocena: 8/10

  • Magda Charczuk

    Domestic noir? Czego to ludzie nie wymyślą:D Obiecałam sobie, że nie będę się rzucać na to co jest akurat „w modzie” bo niestety już wielokrotnie się zawiodłam na wychwalanych i czytanych przez wszystkich „dziełach”. Z ” Obcym dzieckiem” raczej też się wstrzymam. Fabuła wydaje się interesująca, jednak wymienione przez Ciebie wady, choć nieliczne, ochładzają mój entuzjazm. Kto wie, może kiedyś;)

    • Tak, tak – domestic noir. Początkowo miało być chick noir, ale uznano nazwę za deprecjonującą gatunek 😀

  • Z chęcią przeczytam!

  • To jest naprawdę dobra, wciągająca książka 🙂 Ale rozumiem podejście – sama bym tak chciała, ale nie umiem 😉

  • Aleksandra Bernatek

    Szczerze mówiąc, „domestic noir” przewija się na wielu blogach, a ja w sumie nie miałam okazji zetknąć się z tym podgatunkiem (albo się z nim zetknęłam, ale nie wiedziałam, że tak się nazywa :D). W każdym razie „Obce dziecko” może być dobrą pozycją na świadome zapoznanie się z nim 🙂

    • Polecam! 🙂 I myślę, że raczej na pewno zetknęłaś się już z domestic noir 🙂 Tematyka jest teraz bardzo popularna i wiele książek pod nią podpada 🙂

  • Agata

    Chyba czytałyśmy w podobnym czasie, bo ja tez niedawno skończyłam „Obce dziecko”. Mam bardzo podobne wrażenia, książka z gatunku typowo rozrywkowych, ale całkiem niezła. Mnie wątek powracającej Tashy i brak jakiejś sensownej reakcji ojca zaskoczył, no ale to w pewnym sensie wyjaśniło się później 😉

    Ps. nie wiedziałam, że ten gatunek to „domestic noir”! Glillian Flynn polecam, ale Hawkins faktycznie lepiej sobie darować.

    • Niby się trochę wyjaśnia, ale to nadal jest idiotyczne 🙂 Dziecko mogło być gwałcone, nafaszerowane substancjami psychoaktywnymi, mogło mieć jakieś uszkodzenia wewnętrzne albo zrobione pranie mózgu, a oni jej tak po prostu kupili ciuchy i dali pokój… Grrr 😉

  • O nie czytałam jeszcze, ale chętnie po nią sięgnę 🙂 pozdrawiam i zapraszam do nas https://siostrydajarade.blogspot.com/2016/06/na-gowie-staneo-micha-krupa.html

  • O, ta książka to coś dla mnie, moje klimaty! 🙂

  • Nie slyszalam o niej , ale po twojej recenzji koniecznie musze po nia siegnac.

  • Hmm mogłabym do niej zajrzeć, ale chyba nie jestem do końca przekonana. Jeśli znajdę ją w bibliotece to możliwe, że przeczytam:)

%d bloggers like this: