Klasyczny wtorek #9: „Kobieta z wydm” Abe Kobo

Klasyczny wtorek to cykl wpisów, w których biorę na warsztat klasykę: kina, literatury, serialu. Jest krótko, konkretnie, na temat! I szczerze! Jako klasykę kina traktuję umownie filmy, które zostały stworzone przed 1990 rokiem. Za książkową klasykę, znów roboczo i umownie, uznaję książki, które zostały napisane do lat 60. XX wieku. Dziś jednak Klasyczny Wtorek będzie dość nietypowy, bo książka, o której piszę, nie do końca wpisuje się w klasykę literatury. Choć została wydana w Japonii w 1962 roku, a w Polsce w 1968 r. (jestem szczęśliwą posiadaczką pierwszego wydania!), nadal jest wznawiana i stosunkowo popularna, to jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że średnio pasuje do mojego cyklu. Z drugiej strony Kobieta z wydm Abe Kobo to książka, którą naprawdę warto znać i która na stałe weszła do kanonu literatury.

Kobieta z wydm Abe Kobo

Cytat: Piasek nigdy nie odpoczywa. Powoli, lecz zdecydowanie naciera na powierzchnię ziemi.

O co chodzi: Niki Jumpei znika. Podobno wybrał się na wyprawę w nadmorskie rejony, w celu badania owadów, ale jego przedłużająca się nieobecność zaczyna budzić niepokój. Nikt nie wie, gdzie jest. Nikt – poza czytelnikami. Okazuje się bowiem, że razem z tajemniczą kobietą jest przetrzymywany na wydmach, a ich głównym zadaniem jest wydobywanie piasku. Niki postanawia uciec.

Skąd się wziął fenomen: Kobieta z wydm to oryginalna powieść, która przede wszystkim wzbudza w czytelnikach niepokój, strach. Konfrontuje nas z naszymi lękami, wywołuje uczucia klaustrofobii, wstrętu. To trudna książka, ale na tym też polega jej czar. Taka proza, która fizycznie boli, kiedy się ją czyta.

Jednak najważniejszy jest tu piasek. Pokrywa on wszystko, wchodzi w każdą szczelinę, przeszkadza, utrudnia życie, ale jest też tego życia najważniejszym elementem i sposobem na przetrwanie. Wiecie – napisać powieść o… piasku, którą po kilkudziesięciu latach nadal czyta się na całym świecie – to dopiero jest sukces! 😉

Abe_Kobo

Ciekawostki: Na podstawie książki w 1964 roku powstał film w reżyserii Hiroshiego Teshigahary, który zdobył Nagrodę Jury na Festiwalu w Cannes.

Kobieta z wydm  ma w sobie liczne elementy powieści egzystencjalnej. Znajdziemy w niej też nawiązania do twórczości Franza Kafki.

A co myślę ja: No cóż. Muszę się Wam do czegoś przyznać… Nie cierpię twórczości Franza Kafki. Nie znoszę tego klimatu, nie chwytam idei jego książek. Nie lubię, kiedy w literaturze pojawia się motyw Everymana, bo ciekawi bohaterowie to dla mnie esencja powieści. Proces to najmniej lubiana przeze mnie lektura i nawet lepiej mi się czytało Ludzi bezdomnych (a Ludzie bezdomni nie podeszli mi wcale). Dlatego mogłam się spodziewać, że Kobieta z wydm mi się nie spodoba. Mogłam. Bo nawiązania do Franza Kafki są liczne, częste: nie sposób ich przegapić.

I tak faktycznie się stało. Kobieta z wydm, choć obiektywnie jest to książka bardzo dobrze napisana, oryginalna, mądra i z drugim dnem, zupełnie mi nie podeszła. Nie mogłam znieść tej ciężkiej atmosfery niczym z horroru, z trudem przebijałam się przez zasypane piaskiem strony i marzyłam tylko, żeby ta wędrówka po wydmach się już skończyła. Bohaterowie nie wzbudzili moich emocji, historia mnie nie poruszyła, a ja nie chcę mieć już nic wspólnego z piaskiem!

Jednak to nie jest tak, że Wam Kobietę z wydm odradzam. Podobnie jak w przypadku opisywanej niedawno Fatum i furii Lauren Groff (klik) nie jest to książka dla każdego. To gęsta od aluzji i symboli, trudna, wymagająca proza o specyficznym i (akurat dla mnie niestrawnym) klimacie. Spodoba się Wam, jeśli lubicie oryginalne historie, nieoczywiste powieści i klimat rodem z powieści Franza Kafki. Momentami miałam wrażenie, że Haruki Murakami sporo zaczerpnął od Abe Kobo (o ile można tak stwierdzić na podstawie jednej powieści), ale jak sami wiecie, Murakamiego lubię. Z Abe Kobo szybko się nie spotkamy.

Moja ocena: 5/10

  • Agata

    Mi się książka podobała, choć również za Kafką nie przepadam. Do tej pory pamiętam ten wszechobecny piasek… przez jakiś czas miałam uraz do piasku 😛

  • Pamiętam, że miałam dość mieszane odczucia podczas czytania tej książki, nie do końca się w niej odnalazłam, może teraz inaczej bym na nią spojrzała.

  • LeonSiPL

    Nie pomyślałabym, że można napisać powieść, gdzie główną rolę odgrywa piasek. I do tego wywołuje takie emocje! Z jednej strony ciekawi mnie dlaczego, ale z drugiej boję się, że ciężko będzie mi ją dokończyć..

  • www.musmozolu.com

    A mnie Twoja recenzja bardzo zachęciła, zaintrygowała nawet 🙂 Do tego stopnia, że zalogowałam się na Biblionetkę, w której zapisuję sobie książki, które chcę kiedyś przeczytać, i co się okazało? Miałam już tę książkę w swoim schowku, a więc już wcześniej zwróciłam na nią uwagę. Czyli trzeba będzie w końcu przeczytać..
    A tak w ogóle – bardzo mi się podoba Twój blog. Taki estetyczny, delikatny, no ładny po prostu 🙂
    Pozdrawiam!

    • Czytaj , czytaj! To tak specyficzna powieść, że naprawdę trzeba wyrobić sobie swoje zdanie 🙂 I bardzo się cieszę, że podoba Ci się blog 🙂

  • Bardzo fajna recenzja! Formuła niezwykle mi się podoba, jest taka estetyczna! 🙂 A sama książka niezwykle intrygująca i już sama mam ochotę po nią sięgnąć. Dodam że zdjęcie nadaje klimatu <3

  • Bardzo chcę przeczytać tę książę i mam nadzieję, że kiedyś w końcu mi się uda. Nawet ten wszechobecny piasek mnie nie odstrasza. A poza tym… lubię Kafkę. 🙂

  • Jedna z moich ulubionych książek z czasów liceum. Dzięki za przypomnienie. Chyba wrócę do niej jeszcze raz, żeby sprawdzić, czy działa na mnie tak jak dawniej.
    Bardzo klimatyczne zdjęcie.

  • Pingback: Wchodzi koń do baru - Dawid Grosman - recenzja - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: