„Fatum i furia” Lauren Groff – recenzja

Fatum i furia Lauren Groff to jedna z tych powieści. Jest o nich głośno, wszyscy je wokoło je zachwalają. Każdy książkoholik, wielbiciel dobrej prozy i bloger książkowy czuje wewnętrzny przymus przeczytania tak szeroko rozreklamowanej książki. Ja też 🙂 Duża kampania promocyjna, zachwyty prezydenta Obamy, a przede wszystkim płynące z różnych stron zapewnienia, że mamy do czynienia z naprawdę genialną prozą robią swoje. A jednak: czy faktycznie jest to powieść aż tak doskonała, jak obiecują? Czy może to kolejna, doskonale zareklamowana wydmuszka, o której za dziesięć lat nikt już nie będzie pamiętał? Przeczytałam, sprawdziłam, przemyślałam i dziś odpowiem Wam na pytanie: czy warto sięgnąć po Fatum i furię Lauren Groff?

Jedno małżeństwo – dwie perspektywy

Na kartach powieści poznajemy historię małżeństwa Lotta i Mathilde. Pary takiej jak wszystkie, a zarazem innej niż wszystkie. Życie tej dwójki jest tak naprawdę ciągiem niedomówień, wstydu, a w czasie lektury na jaw wychodzą długo skrywane sekrety. Fabuła nie ma w sobie wielu fajerwerków, ale też nie w wartkiej akcji tkwi urok powieści.

Największą zaletą książki (oprócz wspaniałego języka) jest bowiem sposób narracji. Przedstawienie tej samej historii na dwa sposoby, z dwóch perspektyw i zrobienie tego w taki sposób, by cały czas utrzymywać czytelnika w pewnym napięciu, to prawdziwe mistrzostwo. Fatum – część pierwsza, w której poznajemy perspektywę Lotta, jest pisana liniowo, wydarzenia następują w logicznym ciągu i są przedstawione dość naiwnie. Furia – to perspektywa Mathilde, mniej spójna, bardziej zaskakująca i zdecydowanie mniej naiwna. Obie części doskonale się zazębiają i naprawdę tutaj należy się autorce medal.

Groff_3

Poza tym Lauren Groff doskonale obserwuje. Wychwytuje niuanse ludzkiej psychiki, szuka bolesnych punktów człowieka, idzie tam, gdzie jest pustka, gdzie jest zawód i smutek. Ale nie tylko, bo dostrzega też to co w nas jest dobre, piękne. Widzi miłość, która karmi się naszą niedoskonałością, widzi uczucia. Widzi człowieka.

Piękna proza, ale…

Nie można też Lauren Groff odmówić talentu. Autorka pięknie posługuje się słowem. To ten typ autora, który ze swojej prozy tka subtelną nić, pisze delikatnie, lecz każdy wyraz tutaj ma znaczenie, jest nośnikiem treści. I choć pisanie Groff jest piękne, to jednak bardzo wymagające, a pełne wejście w świat powieści wymaga od czytelnika skupienia, spokoju i zatrzymania. Do tego stopnia, że aż zaczęłam się zastanawiać, czy nie ma w tym wszystkim pewnej przesady.

Bo szczerze się Wam przyznam, że po skończeniu Fatum i furii czuję (podobnie było po lekturze Ksiąg Jakubowych – klik), że coś ewidentnie przegapiłam. Może czegoś nie wyłapałam, może nie dostrzegłam istotnych szczegółów i smaczków, które autorka próbowała przekazać? Z jednej strony może to świadczyć o moim niewyrobieniu/niestarannym czytaniu. Z drugiej strony, jestem raczej doświadczonym czytelnikiem i rzadko kiedy zdarza mi się kończyć książkę z takim poczuciem. Poza tym jestem zdania, że dobra literatura (też ta ambitna) powinna być tak napisana, by dotrzeć do czytelnika przeciętnego, czyli takiego, który nie ukończył studiów kierunkowych, nie pracuje na co dzień w książkach i nie spędzi nad powieścią dwóch miesięcy starając się dojść, co też autor miał na myśli. Sztuka ma być dla ludzi, a nie ludzie dla sztuki. Może przecież być tak, że Fatum i furia momentami cierpi na przerost formy nad treścią, że autorka bardzo chciała zaserwować czytelnikowi oryginalną, inteligentną powieść o relacjach i po prostu momentami chciała być zbyt oryginalna i zbyt inteligentna? Szczerze mówiąc nigdy w takich sytuacjach nie mam pewności czy to ja jestem średnio bystra czy to może autor przesadził? Poza tym, trzeba sobie powiedzieć dość otwarcie, że…

Lauren Groff, Fatum i furia

Fatum i furia nie jest dla każdego

Już choćby ze względu na sposób przedstawienia bohaterów i ich losów. Historia małżeństwa Lotta i Mathilde, to historia o dojrzałych uczuciach, pełna wieloznaczności, znaków zapytania, a przede wszystkim emocji, które są udziałem ludzi dorosłych, doświadczonych. Mam wrażenie, że czytelnikom poniżej trzydziestego roku życia ciężko byłoby pewne rzeczy zrozumieć, wyłapać. Odarcie z idealizmu, dobitne pokazanie dwuznaczności (czy nawet wieloznaczności) życia nie każdego przekona i nie każdemu się spodoba. Nie każdy też je zrozumie. Być może to, o czym pisałam wyżej, to poczucie, że coś pominęłam, wynika z tego, że jestem po prostu za młoda, czy raczej – za mało tego typu emocji doświadczyłam?

Poza tym sama opowieść o Lotto i Mathilde jest raczej… nudna. Nudna w tym sensie, że nie spodziewajcie się tutaj jakiś fajerwerków, wielkich rodzinnych sekretów, gigantycznych zwrotów akcji. Nie ma tu fabularnych wybuchów i chociaż faktycznie bohaterowie skrywają pewne tajemnice, targają nimi gigantyczne emocje i występują w powieści wydarzenia przełomowe, to te elementy akcji i emocje przypominają raczej cichy, niepokojący szum strumienia, niż huk wodospadu. Tak opowiedziana historia może albo zachwycić albo po prostu znużyć. Wszystko zależy od gustu i literackich upodobań.


No to warto sięgnąć po Fatum i furię czy może nie ma co sobie zawracać głowy literackimi nowinkami? Hmm… to niewątpliwie jest dobra, inteligentna i mocna książka. Taka, która może poruszyć serce i zmusić do myślenia. Może, bo… wcale nie musi. To nie jest powieść dla wszystkich, to nie jest literatura, którą polecę każdemu. Fatum i furia to książka dla osób, które wolą trudną, momentami nieco poetycką i niedosłowną prozę. Dla tych, którzy już swoje w życiu przeżyli i dla tych, którzy lubią się nad książką zatrzymać i poszukać w niej drugiego dna. Nie jest to też pozycja wyjątkowa, nie dostrzegam tu niezwykłości czy wybitności. Owszem, jest to kawał dobrej literatury, ale napisany w stylu, który trzeba lubić i w sposób, który nie każdemu czytelnikowi będzie odpowiadał.

Moja ocena: 6,5/10

  • livingbooksx

    Mam ogromną ochotę na tą pozycję, pomimo że początkowo nie wzbudziła mojego zainteresowania 🙂 Myślę, że może się w niej kryć wielki, nie do końca odkryty potencjał.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

  • Agata

    Genialne zdjęcie – piękna taca i filiżanki, zakochałam się! „Fatum i Furia” jeszcze przede mną i jestem ciekawa, jak ją odbiorę, czy mnie zachwyci, czy raczej nie wzbudzi mojego entuzjazmu.

  • Magda Charczuk

    Ciągle się zastanawiam czytać, nie czytać? Kolejne recenzje przekonują mnie, że jak nie przeczytam to wiele nie stracę. Tym bardziej, że ja raczej szukam w książkach fajerwerków właśnie. Chyba sobie odpuszczę.

  • eV

    Przeczytałabym taką „nudną” książkę, dopisuję do listy 🙂

  • Królewskie Recenzje

    Nie słyszałam jeszcze o tej książce. Może kiedyś po nią sięgnę.

  • Genialne ujęcie różnicy lub braku różnicy między komedią a tragedią 🙂 Bardzo mi się podoba. Może kiedyś dam radę wyrwać jakąś wolna chwilkę na tą książkę…

  • Ciekawa recenzja! Od pewnego czasu noszę się z zamiarem przeczytania tej książki. Chętnie sprawdzę „na własnej skórze”, czy rzeczywiście niekoniecznie jest to książka dla osób poniżej trzydziestego roku życia.

    • To 30 lat, to bardziej taki symbol i sztuczna granica życiowego doświadczenia 🙂 Jeśli czujesz, że między Tobą, a Lauren Groff zaiskrzy, to czytaj! Ciekawa jestem wrażeń 🙂

  • Ładna okładka, fajnie mieć jej zdjęcie na blogu, trochę tę książkę obwąchiwałem, ale jakoś nie zachęcasz 😉

    • Może raczej: ostrzegam! „Fatum i furia” nie każdemu się spodoba 🙂 A okładka faktycznie jest ładna 🙂

      • Oj, ładna. Ktoś pewnie dostał premię. A na pewno należałoby się 🙂

  • Kurcze, chyba książka dla mnie, wydaje się mega intrygująca 🙂

  • Ela

    Powiem szczerze, kusi mnie ta ksiażka. Chociaż mam mnóstwo aktualne do przeczytania. Ale wpisuję na listę, żeby kiedyś…

  • Pingback: Klasyczny wtorek #9: "Kobieta z wydm" Abe Kobo - Skrytka na kulturę()

  • Pingback: Arkadia - Lauren Groff - recenzja - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: