„Oblubienice wojny” Helen Bryan – recenzja

Wiecie, że uwielbiam historię i powieści historyczne? Pewnie, że wiecie! Pisałam o tym choćby ostatnio, w tym wpisie (klik). A dziś mam dla Was kolejną dobrą książkę z historią w tle! Do tego akcja rozgrywa się w jednym z moich ulubionych okresów: w czasie II wojny światowej! Jednak uwaga! Nie jest to typowa opowieść o walce. Oblubienice wojny Helen Bryan, którą to książkę otrzymałam od Wydawnictwa Editio, to coś zupełnie innego. Premiera powieści już 2 czerwca!

Kobiety w wojennej zawierusze

Anglia, rok 1995. Na obchody zakończenia II wojny światowej udają się cztery starsze kobiety: Elsie, Evangeline, Tanni i Alice. Łączą je wspólne wspomnienia, wspólne życie w czasach największej europejskiej zawieruchy, przyjaźń sprzed lat i nie wyjaśnione zagadki z przeszłości. Jak wyglądało ich codzienne funkcjonowanie w czasach II wojny światowej? Co robiły? O czym marzyły? Jak kochały? Kim były? O tym właśnie, przenosząc nas w lata 1937-1944, opowiada w swojej debiutanckiej powieści Helen Bryan.

Oblubienice wojny Helen Bryan, czyli wojenna powieść obyczajowa

Oblubienice wojny to nie jest typowa wojenna historia. Wszystkie te sprawy, o których myślimy, kiedy pada hasło II wojna światowa są tutaj na drugim, albo i na trzecim planie. Działania wojenne, obozy koncentracyjne, wielka polityka, broń atomowa, życie w okopach, konferencje mocarstw, działania ruchu oporu w Europie – albo nie ma ich tu wcale, albo są przedstawione ze specyficznej, angielskiej i – przede wszystkim – kobiecej perspektywy. Oblubienice wojny to przede wszystkim obyczajowa opowieść o przyjaźni, odwadze, miłości i życiu w trudnych czasach. To portrety pięciu kobiet, których najpiękniejsze lata młodości przypadły na jeden z najbardziej dramatycznych momentów XX wieku. To wciągająca, lekka proza, po którą można sięgnąć, bez obaw o epatowanie okrucieństwem czy ludzkim nieszczęściem. Choć oczywiście, ból i cierpienie w Oblubienicach wojny się pojawiają.

Helen Bryan napisała powieść dobrą, taką, która mnie pochłonęła i którą przeczytałam z przyjemnością. Nie jest to wielka i zmieniająca życie literatura, ale na pewno jest to książka, po którą warto sięgnąć, której czytanie daje dużo radości, poruszająca tematy ważne tematy. Nie bez znaczenia jest też mocno angielski klimat, dzięki któremu momentami czułam się, jak w świecie Jane Austen albo Agathy Christie. Oblubienice wojny nie są pozbawione wad, bo co wrażliwszych czytelników mogą razić pewne niezręczności językowe, powtórzenia czy rozwiązania fabularne, które momentami są mocno oczywiste (ale tylko momentami!). Nie spodobało mi się też zakończenie, które zupełnie nie pasuje do mojej wizji świata i tego co słuszne. Jednak to akurat wadą nie jest, raczej dobrym pretekstem do ciekawej dyskusji 🙂

Fascynujące życie codzienne i angielska wersja wojny

Jednak największą zaletą książki, a przede wszystkim głównym powodem dla którego naprawdę warto po nią sięgnąć, jest doskonałe ukazanie realiów wojennej Anglii. Ilość fascynujących szczegółów jest ogromna (ale absolutnie nie przytłaczająca): wiemy co bohaterki jadły, co piły, jak się ubierały, jak dbały o higienę. Dowiadujemy się, jakie emocje towarzyszyły Brytyjczykom, jak kształtowały się ich nastroje, i w końcu, ile tak naprawdę kosztowała ich II wojna światowa.

Dla mnie było to tym bardziej ciekawe, że większość powieści i literatury faktu o II wojnie światowej, po które dotąd sięgałam, ukazywały perspektywę polską, ewentualnie europejską. Znam, wręcz na wylot, życie na podbitym przez Niemców kontynencie. W liceum klasa o profilu humanistycznym, dwuletni epizod ze studiowaniem historii i osobiste zainteresowania, absolutnie nie uczyniły ze mnie eksperta. Sprawiły jednak, że niewiele faktów o II wojnie światowej jest dla mnie zaskakujących lub nowych. Książka Helen Bryan zaś ukazała mi zupełnie inne spojrzenie na te trudne lata. Obraz społeczeństwa, które nie doświadczyło bezpośrednio tych wszystkich potworności, które nasi licealiści znają na wyrywki. Społeczeństwa, które jednak, nękane ciągłymi nalotami, brakami w zaopatrzeniu, a przede wszystkim ciągłym strachem przed inwazją, musiało się integrować i walczyć o każdy dzień – choć w zupełnie inny sposób, niż robili to nasi dziadkowie na kontynencie. To było naprawdę szalenie interesujące. I inne 🙂


Oblubienice wojny Helen Bryan to interesująca książka, którą polecam kobietom lubiącym obyczajowe historie z nutką dramatyzmu i angielskim klimatem. Myślę też, że spodoba się ona tym wszystkim, którzy są głodni historii, ale nie tej wielkiej, tylko takiej codziennej, zwyczajnej. Ja bardzo się cieszę, że ją przeczytałam, bo po pierwsze lubię od czasu do czasu sięgnąć po dobrą i lekką książkę obyczajową, a po drugie wielbię historię w (prawie) każdym wydaniu!

Moja ocena: 6,5/10

  • Nie czytałam tej książki. Bardziej lubuje się w innej tematyce. Aczkolwiek może się skusze 🙂

  • Bardzo lubię takie pozycje, dopisuję do listy książek do przeczytania!

  • eV

    Nigdy nie mogłam się przekonać do powieści obyczajowych. Raczej jej nie przeczytam, ale dzięki za polecenie.

  • Irek Jabłoński

    Ciekawa recenzja , zachęca do przeczytania .My nie znamy dobrze realiów życia społeczeństwa brytyjskiego w okresie II wojny, oni zapewne nie wiedzą nic o doświadczeniach naszych przodków. Czy my jako pokolenie , które nie doświadczyło wojny , wiemy wszystko o naszych bliskich , którzy doświadczyli traumy wojennej?

    • Pewnie nie wszystko 🙂 Jednak myślę, że jeśli ktoś uważał w szkole średniej na historii, czytał zalecane lektury na języku polskim, obejrzał w telewizji kilka-kilkanaście filmów i choć parę razy pogadał ze swoimi dziadkami, to ma już mniej więcej ogólny obraz ziem polskich pod okupacją 🙂 Z drugiej strony, prawda jest taka, że to nie były jednolite przeżycia, bo inaczej było na ziemiach inkorporowanych do Niemiec, inaczej w Generalnej Guberni, a jeszcze inaczej na ziemiach, które potem weszły w skład ZSSR.

      • Irek Jabłoński

        Ocena zależy rzeczywiście od wspomnień osób , które przeżyły okupację ale tych ludzi były miliony . Co do podręczników historii to mam duże zastrzeżenia. Kiedyś jedna z pań zadała mi pytanie dotyczące Powstania Warszawskiego : Czy zna pan historię Powstania? – moja odpowiedź może być tylko jedna : Nie znam . Przeczytałem o Powstaniu wiele opracowań , mnóstwo wspomnień , pamiętam wspomnienia mojej rodziny ale to wciąż jest mało

  • Aleksandra Bernatek

    Nie czytam zazwyczaj powieści obyczajowych, ale temat II wojny światowej i to jeszcze z angielskiej perspektywy (o której, mimo tego, że pasjonuje mnie historia XXw., a obu zwłaszcza wojen) bardzo kusi 🙂

  • Ja, podobnie jak osoba z komentarza poniżej, też mam mieszane uczucia co do powieści obyczajowych, ale Twój opis brzmi zachęcająco i może warto byłoby kiedyś sięgnąć po książkę o wojnie, która ukazuje ją z innej perspektywy niż pole bitwy czy gabinety władzy. 🙂

    • Ja też nie jestem wielką fanką powieści obyczajowych, ale raz na jakiś czas lubię sobie urozmaicić lektury 🙂

  • o brzmi interesująco koniecznie muszę przeczytać 🙂 pozdrawiam i zapraszam do nas https://siostrydajarade.blogspot.com/2016/03/muzeum-osobliwosci-alice-hoffman.html

  • Lubię taką tematykę w książkach. Tytuł już mam na swojej liście i mam nadzieję, że uda mi się sięgnąć po tę książkę 🙂

  • Nie jestem wielką fanką powieści historycznych, a jednak mnie zaciekawiłaś (świetna recenzja!). Pewnie się skuszę, jeśli pojawi się w bibliotece 🙂

  • Wydaje mi się ze to coś dla mnie. Dzięki!

  • Pingback: Wielki BOOKHAUL #2 - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: