Klasyczny wtorek #7: „West Side Story”

Klasyczny wtorek to cykl wpisów, w których biorę na warsztat klasykę: kina, literatury, serialu. Jest krótko, konkretnie, na temat! I szczerze! Jako klasykę kina traktuję umownie filmy, które zostały stworzone przed 1990 rokiem. Za książkową klasykę, znów roboczo i umownie, uznaję książki, które zostały napisane do lat 60. XX wieku. Dziś opowiem Wam o filmie, który nakręcono w 1961 roku i do dziś nosi dumne miano najsłynniejszego musicalu w historii kina. Moi Drodzy! Oto West Side Story z 1961 roku, w reżyserii Roberta Wise’a i Jeroma Robbinsa! Już się chce śpiewać i tańczyć, prawda? 😀

West Side Story, reż. Robert Wise, Jerome Robbins

499035-1.1

O co chodzi: w Nowym Jorku rywalizują między sobą dwa roztańczone gangi młodych imigrantów: Jets i Sharks. Codzienne, brutalne, uliczne życie przerywa miłość, bo oto siostra przywódcy Sharksów Maria i przyjaciel szefa Jetsów Tony zakochują się w sobie szaleńczo i od pierwszego wejrzenia. Brzmi znajomo? Ja myślę, bo fabuła jest uwspółcześnioną i zamienioną na musical adaptacją Romea i Julii Williama Szekspira.

Skąd się wziął fenomen: West Side Story to doskonały, perfekcyjnie zrealizowany musical. To klasyk gatunku, który zbiera w sobie wszystkie jego najlepsze cechy. Choć nie jest ani pierwszym, ani ostatnim musicalem w historii kina, to stał się zdecydowanie najsławniejszy. 10 Oscarów dodatkowo zbudowało legendę – nigdy wcześniej i nigdy później, żaden musical nie zdobył więcej!

Ciekawostki: West Side Story zanim został przeniesiony na ekrany kin, odnosił sukcesy na Broadway’u. Muzykę napisał do niego Leonard Bernstein. Wspaniałe utwory zachwyciły widzów do tego stopnia, że ogromny sukces sprzedaży odniósł również soundtrack.

Członkowie Jetsów – jednego z rywalizujących gangów – są Polakami.

Do głównej roli męskiej brano pod uwagę wielu aktorów. Jednym z kandydatów był Elvis Presley.

499041.1

A co myślę ja: Jeśli chodzi o warstwę muzyczno – taneczną, to West Side Story mnie zachwyciło. Wspaniałe utwory, rewelacyjne układy choreograficzne, fantastyczna energia bijąca z ekranu. Fascynujące sceny bójek, które tak naprawdę są niesamowitym tańcem. Piosenki, które zostają w głowie na zawsze (mój ulubiony utwór, to energetyczna America, ale wszystkie są cudowne). Cudo, arcydzieło i prawdziwa gratka dla miłośników musicali. Ale…

Nie ma co ukrywać – gdybym miała zrobić ranking wszystkich obejrzanych dotąd w ramach Klasycznych Wtorków filmów – West Side Story byłby na ostatniej pozycji. Być może jest to kwestia doskonałej wręcz znajomości fabuły (no bo przecież kto nie pamiętam Romeo i Julii), być może kwestia głównych bohaterów, którzy nie do końca mnie przekonali (zdecydowanie bardziej porwały mnie – oscarowe zresztą – role Rity Moreno i Georga Chakirisa), ale West Side Story niespecjalnie mnie wciągnęło. Owszem, podobało mi się, ale ten musical na pewno nie trafi do mojego filmowego panteonu i nie mogę powiedzieć, żebym siedziała zapatrzona w ekran. Niestety.

Bardzo Wam polecam seans West Side Story, bo film naprawdę warto obejrzeć dla pięknych piosenek, cudownego tańca i klimatu starego musicalu. Natomiast nie ukrywam, że fabularnie nic Was tu raczej nie zaskoczy.

Moja ocena: 7/10

  • Film, do którego z przyjemnością się wraca, nie jest doskonały, ale i tak go bardzo lubię. 🙂 Pozdrawiam serdecznie. 🙂

  • Natalia Zborowska

    Nie znam, a w sumie lubię dobrem, stare filmy, gdyż obecnie raczej wychodzi chłam, na który nie warto nawet wystawiać nosa z domu, a co dopiero wybierać się do kina. Z przyjemnością oglądnę 🙂

    • Stare filmy są cudowne, ale dzisiaj też wychodzi sporo dobrych, ciekawych produkcji. Trzeba tylko czasem się naszukać 🙂

  • Robiłam kilka podejść do west side story, ale „zawsze było coś”.. a tego przecież nie można nie znać! Muszę sobie założyć listę do-nadrobienia 🙂

  • Dziękuję! 🙂

  • Lubię od czasu do czasu sięgnąć po klasyk. 🙂

%d bloggers like this: