Nikt nie jest gorszy…

… czyli Hobbit, Michał Szpak i krytyka albo zastanów się, czy nie jesteś przewrażliwiony na swoim punkcie.

Zaczęło się od Hobbita

Wiele lat temu – prowadziłam wtedy innego bloga i byłam takim nieopierzonym, internetowym kurczątkiem – napisałam dość emocjonalny post o tym, że pierwsza część filmowego Hobbita jest nudnym, beznadziejnym skokiem na kasę, pełnym niezrozumiałych wątków i dłużyzn. Napisałam to wszystko zupełnie spontanicznie, od serca, okrasiłam pewną dawką ironii, wrzuciłam do internetu, po czym spokojnie udałam się do kina (ech! gdzie te przedssacze czasy, kiedy bywaliśmy w kinie nawet raz w tygodniu). Wiecie, tamtego bloga prawie nikt nie czytał poza znajomymi, teksty miały po dwa komentarze (jeśli w ogóle), nie umiałam go promować i szczerze mówiąc miałam zerowe pojęcie o ludzkich reakcjach. Możecie więc sobie wyobrazić, jak wielkim szokiem okazał się dla mnie odzew na wpis. Miał on miejsce głównie na Facebooku i naprawdę mnie zadziwił. Dlaczego? O tym za chwilę 🙂

Kiedy ktoś obraża Thora, ja…

Bo najpierw wytłumaczę Wam co robię, gdy nie zgadzam się z czyjąś wirtualną opinią albo recenzją książki/filmu. Gdy wydaje mi się, że autor popłynął i pisze głupoty. Otóż… zazwyczaj nic nie robię. Kiwam sobie z ubolewaniem głową i albo na daną stronę już nigdy nie wchodzę albo wybaczam błędy i daję blogowi kolejną szansę. Czasami, jeśli ktoś mnie wyjątkowo poruszy (ewentualnie jeśli pisze, że Thor nigdy nie zostanie moim mężem albo że Thor ma brzydki młot) jestem gotowa z nim polemizować. Zazwyczaj w formie uprzejmego komentarza, w którym akcentuję delikatnie, że mam na temat przyszłego stanu cywilnego Chrisa Hemswortha inne zdanie.

233163.1

Jednak w 90% przypadków po prostu olewam dany tekst. Bo wiem, że ludzie są różni, mają różne opinie, różny poziom wiedzy. Bo wiem, że blogosfera jest pełna osób na różnym poziomie – intelektualnym, mentalnym, moralnym, ale przede wszystkim wiem, że pełna jest osób o różnych gustach i upodobaniach. Naprawdę każdy może w niej znaleźć swoją niszę. Swoją norkę. Swoje miejsce. Jeśli ja czuję, że mi z autorem niezupełnie po drodze po prostu nie muszę czytać tego co pisze. Na pewno nigdy nie obrażam się, gdy ktoś myśli inaczej i coś co ja uważam za dzieło skończone, jego zdaniem jest szmirą. A już do głowy by mi nie przyszło odbierać takiej krytyki personalnie. Wtedy, w czasach premiery Hobbita, wydawało mi się, że tak robią wszyscy.

Reakcja na krytykę Hobbita

Dlatego zupełnie nie spodziewałam się, że kogoś w ogóle moje słowa mogą dotknąć, a tym bardziej do tego stopnia, żeby mnie tak szczerze i od serca zjechać 😀 Dowiedziałam się między innymi, że się nie znam, że piszę o rzeczach, o których nie mam pojęcia, że jestem źle wychowana i ogólnie chyba jakaś głupia. Że jak ja w ogóle mogę mieć takie zdanie o tym wspaniałym dziele, które zostało nakręcone w technologii bla, bla, bla coś tam, a ta nuda, to są przecież fragmenty z Silmarilliona, prostaczko. Zrobiło mi się wtedy trochę przykro, ale dość szybko dostrzegłam pewną prawidłowość – żaden z agresywnych krytyków, używających dość swobodnie argumentów ad personam, filmu jeszcze nie widział. Wszyscy natomiast mieli wielką ochotę komuś dokopać za to, że może mieć zdanie odmienne od ich… oczekiwań. Po ich reakcji można by wnioskować, że po prostu wszystkich, równo obraziłam.  Tymczasem ja po prostu napisałam, że mi się nie spodobało. Hmmm.

Wiesz, Bilbo, widziałem ostatnio beznadziejny film. O jakimś skandynawskim superbohaterze z młotem… Taka nuda i głupota…

Wiesz, Bilbo, widziałem ostatnio beznadziejny film. O jakimś skandynawskim superbohaterze z młotem… Taka nuda i głupota…

To była moja pierwsza lekcja życia internetowego i później przez długi czas miałam uraz do wydawanie kontrowersyjnych (lub zwyczajnie stanowczych) sądów. Na szczęście już mi przeszło. Dziś wiem, że to był bardzo dobry wpis. Wywołał falę emocji (też tych pozytywnych), był mocno odautorski, krótki, zwięzły i ciekawy. Co ważne – szczery i zupełnie nieskalkulowany. Teraz też bym pewnie taki napisała, tylko że na razie nic mnie aż tak nie zdenerwowało, jak ten nieszczęsny Hobbit, na którym prawie padłam trupem z nudów.

Obrona Michała Szpaka

O całej sytuacji przypomniałam sobie ostatnio, kiedy podczas jednej z moich chwil rodzicielskiego ogłupienia wędrowałam po internecie. Wiecie, Syn Ssak udaje, że jest grzecznym dzieckiem i bawi się po cichu przez 30 sekund, żeby potem wrzaskiem oznajmić, że chce mamy. Tego czasu nie da się wykorzystać konstruktywnie. Trafiłam wtedy na jakże podnoszący ciśnienie w żyłach artykuł o tym, że piosenka Michała Szpaka na Eurowizję według Ramony Rey jest banalny. Dziewczyna wyraziła swoją opinię. Powiedziała szczerze co myśli. Nie zaatakowała nikogo personalnie, nie obrażała samego Michała Szpaka lub jego fanów. Po prostu miała swoje zdanie. Odmienne od opinii większości, która to większość przecież Michała Szpaka wybrała na naszego dumnego, eurowizyjnego reprezentanta. Tyle i aż tyle – bo ilość hejtu, pomyj i standardowych pytań typu kim ona jest żeby się wypowiadać była przerażająca. To był naprawdę paskudny, wstrętny hejt, pełen obrażania, czepiania się wyglądu. Hejt wypływający prosto z serca, bo internauci poczuli się obrażeni. Michał Szpak jest przecież ich. Oni na niego zagłosowali. Im się piosenka podoba. Więc skoro komuś się piosenka nie podoba, to znaczy, że oni mu się nie podobają. A skoro oni mu się nie podobają, to trzeba odpowiedzieć atakiem na atak. Proste? Jak drut.

233150.1

Krytykuję, ale przecież szanuję

To naprawdę dziwne, ale bardzo wiele osób tak reaguje, gdy ktoś mówi o czymś co kochają, że jest słabe, kiepskie. Niektórym wciąż trzeba tłumaczyć, że w demokratycznym kraju każdy ma prawo do własnej opinii. Nawet jeśli jest totalnie odmienna od naszej. Nawet jeśli słowa te pochodzą od przypadkowej osoby, której nie znają i nie wiedzą kim jest. Nie wiem, czy to wynika z kompleksów, braku pewności siebie czy z przywiązania do własnych opinii. Ale jest naprawdę bezsensowne.

Błagam, nie obrażaj się na mnie (czy w ogóle na kogokolwiek, kiedykolwiek), o to, że mam inne zdanie niż Ty. To, że ktoś twierdzi, że szmirą jest, to co Ty uważasz za arcydzieło, naprawdę nie ma znaczenia! Może to ja nie mam racji? A może to po prostu tak jest, że każdy ma swoją rację/swój gust i dzięki temu możemy kulturalnie dyskutować? Ale naprawdę nigdy nie traktuj czyjejś opinii jako personalnego ataku na siebie. To nie jest wcale tak, że kiedy piszę książka x jest beznadziejna, to mam na myśli iksiński jest beznadziejny, bo lubi tę książkę. Nie, nie, nie. Pisząc książka x jest beznadziejna mam dokładnie na myśli: książka x jest beznadziejna, bo mi się nie spodobała. Jeśli Tobie się książka x spodobała, to nie pisz, że ja jestem głupia, bo nie rozumiem jej doskonałości. Bo ani ja nie jestem głupia, bo mi się książka nie spodobała, ani Ty nie jesteś głupi, bo Ci się książka spodobała. Kurczę, mamy po prostu inny gust, inaczej odbieramy kulturę. Przecież to nic strasznego!


Na moim blogu będę pisać zawsze to co myślę. Szczerze i wprost. A Ty pamiętaj! Masz prawo lubić to co lubisz. Wielbisz 50 twarzy Greya? To super! Mówię serio. Warto w życiu coś kochać, mieć pasje, hołdować małym przyjemnościom. Jednak nie obrażaj się, jeśli ja napiszę, że 50 twarzy Greya to król gniotów. Podyskutuj ze mną. Broń dzieła. Napisz dlaczego coś kochasz albo że po prostu kochasz i choćbyś przeczytał milion negatywnych opinii i tak nie przestaniesz. Nie bój się swojego gustu, uwierz w niego, zaprzyjaźnij się z nim. Miej odwagę, by go mieć. Przecież kultura ma sprawiać przyjemność. Tak naprawdę. Można pisać elaboraty na temat jej roli w społeczeństwie, można się wymądrzać, ale koniec końców najważniejsze jest to, żeby się dobrze bawić. A nie od dziś wiadomo, że jedni dobrze bawią się przy disco polo, inni przy Behemocie i nikt od nikogo nie jest gorszy tylko dlatego, że ma inny gust i inne kulturalne potrzeby.

NIKT OD NIKOGO NIE JEST GORSZY.

  • Bardzo nie lubię wytykania innym odmienności. Moim zdaniem to piękne, bo świadczy o odwadze. Wszyscy chcą być jak cała reszta – a to nudne! 🙂

  • Generalnie do takiego podejścia chyba trzeba dorosnąć, a niektórzy nigdy do niego nie dosięgają niestety.

    • Sama nie wiem czy to jest kwestia wieku. Może bardziej dystansu do siebie? Chociaż ten zazwyczaj przychodzi z wiekiem 🙂

      • W sumie tak, to miałam na myśli pod pozorem dorośnięcia 😉

  • Prawdziwy wpis i zgadzam się z ogólnym przekazem – nikt nie jest gorszy (ani lepszy) z powodu swoich gustów, o których się przecież nie dyskutuje.
    Jednak zdanie „ta książka jest beznadziejna” nie równa się „dla mnie ta książka jest beznadziejna”. Tej autorytarności opinii nie lubię w internetach, ale też np. w naukowych opracowaniach o sztuce. Specjaliści nadinterptetują dzieło, a potem mówią o tym, jakby to była jedyna właściwa prawda objawiona. A wystarczy napisać „moim zdaniem…”.

    • Mi się wydaje, że blog jest z założenia miejscem wyrażenia opinii konkretnej osoby. Jest subiektywny i nastawiony na oceny. Ja to tak czuję – zarówno u siebie, jak u innych i dlatego nie widzę potrzeby pisania przy każdej recenzji „moim zdaniem”. Z drugiej strony zazwyczaj gdy książka mi się nie podoba staram się często wskazać komu mogłaby jednak przypaść do gustu, bo wiem, że to co nie podoba się mi, może zachwycić kogoś innego 🙂

%d bloggers like this: