Klasyczny wtorek #6: „Frankenstein”

Klasyczny wtorek to cykl wpisów, w których biorę na warsztat klasykę: kina, literatury, serialu. Jest krótko, konkretnie, na temat! I szczerze! Jako klasykę kina traktuję umownie filmy, które zostały stworzone przed 1990 rokiem. Za książkową klasykę, znów roboczo i umownie, uznaję książki, które zostały napisane do lat 60. XX wieku. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o filmie, który ma już ponad 80 lat i był jednym z pierwszych horrów, które w ogóle nakręcono. Moi Drodzy! Oto Frankenstein z 1931 roku, w reżyserii Jamesa Whale’a! Czujecie już ten dreszczyk grozy?

Frankenstein, reż. James Whale

313704.1

O co chodzi: Szalony naukowiec Henry Frankenstein ma jedno marzenie. Chce stworzyć  i ożywić człowieka. W tym celu, razem ze swoim asystentem, zbiera trupy, by z ich fragmentów poskładać nową istotę. Pewnego dnia, podczas wielkiej burzy, udaje mu się spełnić swoje pragnienia.

Skąd się wziął fenomen: Frankenstein to przede wszystkim klasyk horroru, jeden z pierwszych filmów grozy we współczesnym rozumieniu i kamień milowy w rozwoju tego gatunku. Wiele zastosowanych w nim rozwiązań, jak choćby efekty dźwiękowe w czasie burzy, to były prawdziwe pierwsze razy w historii kina. Poza tym sposób budowania napięcia (jak choćby w scenie, w której widzowie po raz pierwszy widzą Monstrum), teatralność, efektowność, rozmach sprawiają, że Frankenstein na stałe zagościł zarówno w zbiorowej wyobraźni widzów, jak i w podręcznikach filmoznawstwa.

Jednak największą sławę film zawdzięcza genialnej roli Borisa Karloffa, który grając Monstrum stworzył postać przerażającą, ale też wzruszającą, niepokojącą, a przede wszystkim niejednoznaczną.

313715.1

Ciekawostki: Film powstał na podstawie powieści Mary Shelley, nie jest jednak jej wierną adaptacją.

W 1935 roku Frankenstein doczekał się kontynuacji pt. Narzeczona Frankensteina z 1935 roku, a w 1939 r. powstał Syn Frankensteina z 1939 roku. Również w tych filmach możemy podziwiać Borisa Karloffa.

Boris Karloff był Anglikiem i tak naprawdę nazywał się William Henry Pratt. To właśnie rola Monstrum utorowała mu drogę do wielkiej kariery. Początkowo miał ją wziąć Bela Lugosi, ale znany z ekranizacji Draculi aktor nie chciał grać niemej roli. Potem obydwaj aktorzy rywalizowali o tytuł króla horroru.

313699.1

A co myślę ja: Nie da się ukryć, że Frankensteina, odbierany wyłącznie jako horror, nie robi szczególnego wrażenia. W dzisiejszych czasach widzieliśmy już wszystko, i to co kiedyś mogło budzić grozę i przerażenie, jak choćby ekshumacje, wisielcy, trupy, szaleni naukowcy czy sam stworzony przez doktora Frankensteina potwór, nie straszą. Większość scen, które w pierwszych widzach musiały budzić grozę, dla nas są już tak ograne i oglądaliśmy je już tyle razy, w tym również w parodiach, że po prostu nie da się ich bać. I nie ma tu znaczenia, że to między innymi z Frankensteina dzisiejszy horror czerpie wzorce. Nie straszy i już.

Ale powiem Wam szczerze, że dla mnie ten film był naprawdę fascynującym widowiskiem. Przede wszystkim dlatego, że historia potwora stworzonego przez człowieka to tak naprawdę próba odkrycia tajemnicy życia i śmierci. To też stawianie pytań o granice tabu, a przede wszystkim o to jakie są skutki ludzkiego prób wejścia w rolę Boga. I jeśli spojrzymy na film pod tym kątem, to nadal jest on aktualny, poruszający i fascynujący.

Poza tym absolutnym mistrzostwem jest rola Borisa Karloffa, jako Monstrum. Potwór –  groźny, straszny, ale przede wszystkim samotny. Przerażony, zagubiony. Monstrum jest tutaj postacią tragiczną, w której możemy odnaleźć wszystko to co siedzi w człowieku. A więc nienawiść, która napędzana jest przez strach. Nieudane próby dopasowania się uniemożliwiane przez własną naturę.

Frankenstein to wspaniała historia, którą trudno zapomnieć i wyrzucić z pamięci. I choć nie straszy wcale, to jednak jej wielowątkowość, rozważania nad naturą ludzką i pytania z którymi nas zostawia sprawiają, że zdecydowanie warto poświęcić godzinę swojego czasu i poznać tragiczną historię Monstrum. Gwarantuję Wam, że nie ma tu nudy, jest za to całe morze emocji.

Moja ocena: 8/10

%d bloggers like this: