MP: maj miesiącem pokonywania małych strachów

Czyli o moim wychodzeniu ze strefy komfortu. Bo czasami wydaje mi się, że najszczęśliwsza jestem, kiedy siedzę wieczorem na swojej wysłużonej kanapie, po ulubionej kolacji i czytam moje ukochane książki. Mam wtedy wrażenie, że mogłabym w życiu nie robić nic innego. Ale wiecie co? To nie jest prawda!

Dużo się mówi o comfort zone i generalnie nie ma wątpliwości, że opuszczanie jej jest dobrym i potrzebnym krokiem, który pcha nas do przodu. Są sytuacje, w których po prostu trzeba się spiąć i to zrobić, jak choćby zmiana nielubianej pracy czy zaproszenie wymarzonej osoby na randkę. Ale prawda jest taka, że na co dzień nie mamy aż tak wielu okazji do wyjścia z naszego ciepłego psychicznego grajdołka 😉 Zwłaszcza, gdy mamy przyzwoitą pracę, rodzinę, w miarę ułożone i dobre życie, z pozoru wydaje się, że opuszczanie jej nie ma sensu. No bo kiedy? A przede wszystkim: po co? 😉

A jednak są dwa powody, dla których czuję, że powinnam to zrobić. Po pierwsze zauważyłam, że ja do szczęścia potrzebuję zmian. Kiedy zbyt długo nic się w moim życiu nowego nie dzieje, czuję się po prostu źle. Kiedy dni stają się do siebie podobne jak dwie krople wody, kiedy zadania, które przed sobą stawiam, przestają być zadaniami, a stają się codzienną rutyną, tracę impet, staję się smutna i zaczynam łapać doły. Miałam tak ostatnio. Wszystko stało się takie zwyczajne. Codzienna opieka nad Synem Sskakiem – piękna i fascynująca, ale w swej rutynie przewidywalna do bólu. Praca nad blogiem przyjemna, ale jednak dość monotonna. Wieczory w tygodniu takie same codziennie, czyli książka albo film. W weekendy wyjścia ze znajomymi, kino albo romantyczne sam na sam z Pawłem. Wszystko cudownie: mieszkać mamy gdzie, jest co włożyć do garnka, wszyscy zdrowi, przyjaźni ludzie dookoła, praca, pasja, małe przyjemności. W sumie, co tu zmieniać? Na co tu narzekać? A jednak. Gdzieś w mojej głowie cały czas paliła się czerwona lampka z napisem potrzebuję zmian, a ja powoli stawałam się smutna. Tu nie chodzi o to, żeby zmieniać to co jest dobre. Nie chodzi też o to, by uzależnić się od osiągania celów. Po prostu fajnie jest się udoskonalać i pchać swoje życie do przodu. No bo skoro jest dobrze, czy to znaczy, że nie może być lepiej?

I druga sprawa: najważniejsze jest to, by ćwiczyć. Bo jeśli będziemy tkwić w strefie komfortu, to po pewnym czasie okaże się, że jej opuszczenie jest niezmiernie trudne. Nie chcę, żeby spotkała mnie sytuacja, w której dostanę od życia wielką szansę i po prostu ją przegapię, bo będę się bała. Tak jak ciało trzeba trenować, tak jak silną wolę trzeba trenować, tak też trzeba trenować odwagę. Dlatego trzeba ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć.

Ale deklaracje deklaracjami, plany planami, a najlepiej działają konkretne dane i liczby. Dlatego wyznaczyłam sobie na maj trzy zadania, których celem ma być wychodzenie ze strefy komfortu. Wszystkie polegają na zrobieniu czegoś, czego się obawiam, co mnie przeraża, a równocześnie mam na to wielką ochotę już od dłuższego czasu. Żadna to rewolucja, ale myślę, że dzięki tym małym kroczkom poczuję trochę wiatr we włosach 🙂

Brian_Tracy

1. Rewolucja na blogu

Zmieni się duuużo. Profesjonalizujemy blogowanie – przenosimy się na wordpress.org. Będzie nowy szablon, w planach Disqus, profesjonalne narzędzia do statystyk i parę innych rzeczy. Część kroków już poczyniliśmy, ale to właśnie maj będzie miesiącem wielkich zmian. Mam ogromną tremę, ale zbierałam się do tego kroku już tak długo, że w końcu trzeba go zrobić.

2. Ćwiczenia w grupie

Kolejna obietnica przekładana z miesiąca na miesiąc. A to nie ma kasy, a to nie ma czasu. Dość! Prawda jest taka, że a) sport i ruch są mi potrzebne baaardzo, b) nie zapisuję się, bo się boję. Że nie mam kondycji, że jestem człowiekiem parówką, że wszyscy dookoła będą super fit, a ja czerwona na twarzy, z zadyszką, będę ścierać pot ręcznikiem. Dość! Muszę się przełamać i odważyć. Bo przecież ja kocham fitnessowe zajęcia w grupie, tylko tak dawno w nich nie uczestniczyłam, że zaczęłam się bać powrotu.

3. Wycieczki z Synem Ssakiem

Czyli będziemy bardziej mobilni. I nie. Nie jestem jeszcze gotowa na tak radykalny krok, jak wożenie go samochodem 😉 Ale od czego są autobusy. Prawda jest taka, że przez ostatnie miesiące siedzieliśmy głównie na naszej podmiejskiej dzielni. Ale dość tego gnuśnienia. Pogoda jest coraz piękniejsza, Syn Ssak coraz starszy i coraz bardziej rządny wrażeń, a ja coraz bardziej znudzona tym samym kółeczkiem wokół parku. Trochę mnie jednak przerażają dalsze wypady z dzieckiem, bo a nuż zacznie płakać? Albo zrobi się za szybko głodny? Dlatego trzeba zwalczyć głupi strach i ruszyć do ludzi, na plażę i do parku!


No! To są moje postanowienia na maj. Skromniutkie i malutkie, ale mam nadzieję, że dzięki nim choć trochę wydobędę się z mojej mocno zapyziałej po zimie strefy komfortu i poczuję ten powiew nowości i zmian.

To co? Przyłączysz się do mnie? 🙂

Źródło zdjęcia: pixbay.com
  • Trzymam kciuki za rewolucję na blogu! Nie mogę się doczekać 🙂

  • Powodzenia zatem, aby wszystkie plany się udały! 🙂

  • Ada

    Trzymam kciuki powodzenia 🙂

  • Ada

    A tak apropo ja wyszłam ze swojej strefy i kończę czytać Głód Caparrosa trudno to nazwać miłą lekturą choć napisana jest świetnie

    • Z opisów wynika, że to naprawdę ciężka książka, ale jak rozumiem, że warto? 🙂 Bo ten temat jest ważny i na swój sposób fascynujący, a przez zamożną Europę chyba mocno zmarginalizowany.

      • Ada

        Smutna strasznie większość książki czytałam że łzami w oczach
        I niby wiedziałam że tak jest ale nie przypuszczałam że aż tak a już na pewno nie zdawałam sobie sprawy z mechanizmów dlaczego tak jest .
        Dzięki tej książce uświadomiłam sobie jakie mam cholerne szczęście , że mieszkam tu gdzie mieszkam
        W ogóle ta książka wywołała u mnie wiele emocji jeśli Cię to ciekawi jeśli uważasz że dasz radę z tą wiedzą to polecam

        • Ciekawi mnie bardzo! Ale muszę poczekać na odpowiedni moment, bo na teraz to może być dla mnie trochę zbyt ciężki temat.

  • Od małych planów się zaczyna. Najważniejszy jest pierwszy krok. Jak się go zrobi, uskrzydla, jak się odpuści dołuje jak cholera. Powodzenia, trzymam kciuki

  • Jak masz w planie ćwiczenia to ja bym zaczął od czegoś prostego czyli podstawowe wyzwanie Chodakowskiej + biegnie;) Moja żona tak się wciągnęła, że kondycyjnie mnie prześciga o kilka lat:) Pozdrawiam:)

    • Jakoś długofalowo nigdy mi nie wychodziły ćwiczenia z Chodakowską 🙂 Ale bieganie to tak – jak najbardziej 🙂

  • Mam Trójkę dzieci i zastanawiam się czy ja mam taką strefę komfortu;) Wiem ,że zmiany są konieczne a działanie potrzebne. Nasze ciało i psychika tego potrzebuje. Przynajmniej moja. Muszę mieć swój azyl i zajecia które wyrywają mnie z mojej strefy:) Pozdrawiam

    • Haha 🙂 Jedno jest pewne: dzieci mają tego komfortu dużo 😀

  • Hej, piszę komentarz po raz drugi i chyba wiem dlaczego przechodzisz na Discuss:) Interfejs WordPressa jest torszkę nie z tej ziemi, tj czasem się zawiesza:)
    W moim poprzednim komentarzu chwaląc twoją decyzję o wyjściu ze strefy komfortu napisałam, że opuszczenie tej strefy znam z autopsji bo przepracowałam temat na własnej skórze:)
    Zaczęło się od 2013. Wtedy pomyślałam: chcę być na swoim. Podjęłam tę decyzję po długich analizach za i przeciw.
    Było różnie, euforia, zapał mieszały się z kwasnym smakiem porazki, czasem trzeba było podejmowac decyzje na wyczucie i przeczucie bo przecież życia brak by przeczytać w necie wszystkie mądrości doświadczonych właścicieli start-upów:) NIe ma też bata, że przeskoczysz próg czasoprzestrzeni i weźmiesz udział we wszystkich dostępnych szkoleniach.Dziś pokornie moge powiedzieć: zakładając działalność nigdy nie wygra się działając w pjedynkę.Potrzebne sa różne talenty i multidyscyplinarne spojrzneie na problem. Kreatywność inie zawsze idzie w parze z zamiłowaniem do Exella, a ten, któremu lepiej idzie z cyferkami i rubryczkami potrzebuje czasem inspiracji, oderwania, spojrzenia z lotu ptaka 🙂 To własnie sprawia, że bez teamu i wzajemnego motywowania długo się nie pociągnie.W pojedynkę to można znakomita powieść napisać, ale na dalszej drodze życia książki potrzebny jest korektor, recenzent, specjalista od marketingu itp…
    Podziwiam, że mając przy sobie tak maleńkiego jeszcze Ssaka masz tyle świetnych pomysłów nie osiadłaś jedynie w macierzyńskim kokonie jak ja przed laty.
    Trzymam kciuki za projekt przejści ana własną domenę. Na końcu dodam skromnie, że mój projekt i moja firma bezpośrednio wiąże się z blogowaniem.Zamarzyłam by nadać blogom wymiar dżwiękowy w przestrzeni wirtualnej.Stworzyłam ( pomysł, nie od strony technicznej tylko koncepcyjnej) aplikację z blogami, której słuchasz jak You Tuba, jedyna różnica, zmaiast obrazu jest dźwięk oraz przekierowanie bezpośrednio na blog „pisany”, tradycyjny. Może na fali zmian pomyślisz o nowych odbiorcach dla twojego bloga i zechcesz dołączyć do projektu? Mamy już trochę bardzo przedsiębiorczych mama w naszym gronie::)
    http://www.audioexpress.pl i http://www.audio-blog.pl Aplikacja dostęna gratis w App Store i Google Play na smartfony, tablety do słuchania online, ale już wkrótce także do suchania offline.Nasza specjalność: macierzyństwo , dobra lektura, podróże, psychologia, audio-akademia coachingu, audio-akademia całkowitej regeneracji organizmu z dietetykiem holistycznym.
    Szukam dalszych inspiracji w dobrym towarzystwie. Zapraszam wszystkich ambitnych autoró blogów, które chciałaby zaistnieć w audio-przestrzeni:))Pozdrawiam,
    ( ps rozmyślam także nad rewolucją na blogu własnym bo ostatnio mam na niego mniej czasu, kończy mi się miejsce na dotychczasowej platformie i myślę o dużych zmianach).

    • Myślę, że działanie drużynowe ma tyle samo wad co zalet 🙂 Z jednej strony różnorodność. Z drugiej konieczność dostosowania się i konflikty. Gratuluję odwagi i zajęcia się swoją działalnością! To jest naprawdę coś!

  • Pingback: Motywacyjny poniedziałek: podsumowanie maja - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: