3 razy niesamowitość, czyli na skróty przez przeczytane książki

Kochani! Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich już jutro! Sami rozumiecie więc, że nie może się obejść bez małego świętowania! Dlatego na blogu i na blogowym Facebooku w ten weekend zaroi się wręcz od książek! Nie mogłoby być inaczej! Zresztą ja sama w weekend planuję głównie… czytać 😀 I może zrobić małe zakupy… Ciekawe czy w sklepach pojawią się jakieś dobre promocje? 😉 A dziś, już w ramach świętowania, zapraszam Wam na trzy krótkie recenzje/omówienia książek, które w ostatnich miesiącach czytałam, a z tych czy innych przyczyn nie doczekały się osobnego wpisu. Łączy je jedno – wszystkie trzy są o rzeczach niesamowitych, niezwykłych, nadnaturalnych! O dwóch z nich opowiadałam Wam już na Facebooku, o jednej przeczytacie u mnie po raz pierwszy 🙂

Pan Lodowego Ogrodu t. I i t. II Jarosław Grzędowicz

O co chodzi: mamy tu do czynienia z science-fantasy, czyli z klasycznym fantasy z elementami science-fiction. Na planetę Midgaard, która różni się od naszej zaledwie w szczegółach (i panuje tam obecnie głębokie średniowiecze), przybywa prosto z Ziemi, nieco udoskonalony i technicznie podrasowany Vuko Drakkainen. Jego celem jest odnalezienie zaginionych naukowców i sprowadzenie ich do domu. Szybko się jednak okazuje, że misja Drakkainena wcale nie jest taka prosta, a Midgaard to miejsce tajemnicze i śmiertelnie niebezpieczne.

Zalety: to przede wszystkim bardzo starannie wykreowany świat, oryginalny, zaskakujący, ciekawy. Opisywana historia jest wciągająca, z rozdziału na rozdział i z tomu na tom robi się coraz ciekawsza, dziwniejsza i bardziej zakręcona. Ładny język i ładny styl też są zdecydowanie na plus.

Wady: początek pierwszego tomu nieco się dłuży, dużo jest technicznych opisów, szczegółów. Momentami ciężko mi się czytało ze względu na dużą ilość typowych scen akcji (dla mnie to wada, ale dla niektórych przecież zaleta!). Jak na razie największym minusem książki jest postać głównego bohatera, który wzbudza we mnie stosunkowo mało emocji i jakoś niespecjalnie czuję z nim związek. Mam nadzieję, że w następnych dwóch tomach załapiemy lepszy kontakt 😉

Czy warto: zdecydowanie warto! Choć nie ukrywam, że jest to książka dla wielbicieli fantastyki i osób zainteresowanych tematem. Pan Lodowego Ogrodu to już klasyka polskiej fantastyki i pozycja absolutnie obowiązkowa dla wszystkich miłośników magii i niesamowitości.

Malowany człowiek Peter V. Brett

O co chodzi: Gdy świeci słońce świat jest zwykłym miejscem. Jego mieszkańcy normalnie żyją, jedzą, pracują, kochają się i kłócą. Dopiero przed zapadnięciem zmroku pojawia się napięcie i niepokój. Ludzie zaczynają się bać, bo w nocy opanowuje ich groza. Najgorsze lęki wychodzą na zewnątrz. Prosto z otchłani, w chmurach dymu materializują się demony. Ochronić przed nimi mogą tylko magiczne runy. Kim są te piekielne stworzenia? Skąd się wzięły? Czy i jak można z nimi walczyć? I czy można z nimi wygrać?

Zalety: Zachwyciłam się przede wszystkim doskonałym pomysłem na przestawioną rzeczywistość – oryginalnym i niebanalnym. Ogromną zaletą powieści jest też klimat – mroczny, ciężki, straszny, trochę jak z horroru. Do tego wartka, szybka akcja, wciągająca fabuła, przygoda i duuużo emocji. Interesujący jest też przedstawiony w Malowanym człowieku obraz ludzkości w obliczu kataklizmu. Ludzkości, która na swój, dość nieporadny, sposób usiłuje się zjednoczyć. Ludzkości pogrążonej w przerażeniu.

Wady: Powieść nie powala bogactwem przedstawionego świata. Brett nie poszedł (przynajmniej nie w pierwszym tomie cyklu) w ślady Tolkiena, Martina czy Zelaznego i nie stworzył całkowicie nowego, oryginalnego, bogatego i pełnego zaskoczeń uniwersum. Ot, fantazji przy tworzeniu rzeczywistość jest akurat tyle, by równoważyła akcję. W następnych tomach mam nadzieję na więcej, bo pomysł jest przedni! Nie zachwycają też główni bohaterowie, którzy są chyba najsłabszą stroną Malowanego człowieka. Banalni, pozbawieni głębi czy drugiego dna.

Czy warto: Ksiażka z pewnością wiele zalet, a jej lektura przysporzyła mi dużo radości, ale nie jest to powieść za którą dałabym się pożreć demonom! To przyzwoite fantasy ze średniej półki, idealne by się odstresować i spędzić miły wieczór. Książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Ja na pewno sięgnę po kolejne części i to szybciej niż później. Malowany człowiek spodoba się wielbicielom gatunku, miłośnikom horrorów i przygodowych klimatów. Koneserom, wymagającym od literatury czegoś więcej niż czystej rozrywki raczej tę książkę odradzam.

Moja ocena: 6,5/10

Czarny Wygon: Słoneczna Dolina; Czarny Wygon: Starzyzna Stefan Darda

O co chodzi: Witold Uchmann, zmęczony życiem dziennikarz i specjalista od spraw paranormalnych prowadzi śledztwo w sprawie zaginionej roztoczańskiej wsi. Tak, właśnie. Zaginionej wsi. Po przybyciu na malownicze Roztocze tajemnice i dziwne zdarzenia mnożą się jak grzyby po deszczu, a Uchmannowi zaczyna grozić niebezpieczeństwo. Co się stało z mieszkańcami Starzyzny? Kim jest buszujący po okolicy szaleniec? I w końcu: czy informator Uchmanna i jego jedyne źródło informacji ma dobre zamiary?

Zalety: Czarny Wygon to najprawdziwszy, krwisty (ale wcale nie krwawy horror). Klimatem trochę przypomina powieści Stephena Kinga, ale z wyraźnym polskim akcentem. Największą zaletą książki jest  zdecydowanie jej mroczna i ciemna atmosfera, poczucie nieustającego zagrożenia i napięcia. Bardzo mi się też spodobało pokazanie grozy wiecznego życia i niezmiennej, jednostajnej codzienności. Za ogromny plus Czarnego Wygonu uważam również oryginalny, niebanalny pomysł.

Wady: narracja w obu częściach prowadzona jest w sposób dość specyficzny – zaczyna się normalnie, by potem przerodzić się w list, w którym czytamy kolejny list. Szczerze mówiąc było to dość męczące, zwłaszcza po tygodniowej przerwie w czytaniu. A kiedy wróciłam do książki, musiałam się dłuższą chwilę zastanawiać o kim i o czym czytam i w czyich wspomnieniach właśnie jestem. Poza tym uważam za absolutnie zbędne i niepotrzebne wstawki nawiązujące do polskiej rzeczywistości i polityki. Po co? Na co? Przecież to rozrywkowy horror, a nie literatura z misją! Poza tym zdecydowanie lepsza była pierwsza część serii, czyli Słoneczna DolinaStarzyzna straciła trochę na tempie akcji, zniknął też element zaskoczenia.

Czy warto: jeśli lubicie się bać i nie straszna Wam paranormalna groza to jak najbardziej warto! Jeśli lubicie oryginalne historie i interesujących polskich autorów, to również bardzo Wam Czarny Wygon polecam. To dobrze napisana, wciągająca powieść, która czytana w nocy, przy zapalonej lampce może wywołać prawdziwy dreszcz przerażenia!

Moja ocena: 7/10


No, okej. To tak naprawdę było 6 książek 😀

  • Bardzo przejrzyste 🙂 Fajnie odkryć czasem kulturalny blog 🙂

    • Cieszę się 🙂 I zapraszam częściej, po więcej książek, filmów i innych pyszności 😀

  • A to mnie zachęciłaś do Grzędowicza i do Bretta w sumie też. Książki od dawna czekają już na półce na przeczytanie, ale zabrać się za nie nie mogłam. Czas najwyższy ponadrabiać zaległości z klasyki fantastyki Fabryki Słów 🙂

  • Szkoda, że nie przepadam za science-fiction, ale… znam kilka osób które chętnie po te książki sięgną. Bardzo fajny pomysł na wyszczególnienie zalet i wad.

    • Dziękuję 🙂 Ale wiesz co? Żadna z tych książek nie jest science-fiction – to science-fantasy, fantasy i horror 😉 Ja też za science-fiction nie przepadam…

  • Witaj. Świetne recenzje. Ja czytam raczej thillery i kryminały, ale kto wie może sięgnę po którąś z Twych propozycji i zasmakuję nowego gatunku. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • To radziłabym zacząć od Stefana Darda, bo tej powieści najbliżej do Twoich ulubionych gatunków 🙂 Pozdrawiam! 🙂

  • TAM GDZIE KSIĄŻKI TAM ZOSTAJĘ NA DŁUŻEJ. PRZEPADŁAM.

  • Przeczytałam wszystkie części „Pana Lodowego Ogrodu” i zachwyciłam się niebanalnym pomysłem. Opowieść ma swoje wady, ale czytało się naprawdę świetnie. Uwielbiam nawiązania do Bosha!
    Podobnie z „Malowanym człowiekiem” i resztą serii – moim zdaniem plasuje się półkę albo i dwie niżej niż „Pan…”, ale tak jak napisałaś – dla fanów fantasy, na miły wieczór z lekką lekturą jest w sam raz. W kolejnych tomach historia gmatwa się i komplikuje, dochodzą nowe postaci, stare się rozwijają. Chwilami bywa nużąco lub irytująco (nie jestem fanką kobiet-intrygantek i całego wątku Krasjan, który niestety już w „Pustynnej Włóczni” staje się kluczowy), ale fabuła potrafi wzbudzić zaangażowanie i emocje. A przecież o to chodzi (:

    • A mi się właśnie wątek Krasjan spodobał 🙂 W najbliższym czasie muszę się koniecznie zabrać za Bretta i dokończyć Grzędowicza 🙂

%d bloggers like this: