Kasacja, Zaginięcie, Rewizja, czyli Chyłka i Zordon trzy razy pod rząd!

To mi się baaaardzo rzadko zdarza. Praktycznie wcale. Zazwyczaj nie czytam serii książek ciurkiem. Nawet moją ulubioną Pieśń Lodu i Ognia sobie dawkowałam. A tu – tydzień – i trzy powieści Remigiusza Mroza o mięsożernej, wrednej adwokat Chyłce i zajadającym się łososiem aplikancie Zordonie pochłonięte! I to z jakim smakiem! Chyłka i Zordon rządzą!

O co chodzi?

Wszystko zaczyna się, gdy Kordian Oryński, początkujący aplikant adwokacki postanawia zatrudnić się w prężnie działającej i rozwijającej się korporacji prawniczej Zelazny & McVay. Szybko okazuje się, że rzeczywistość jest zgoła inna niż dość napuszone sny Kordiana o karierze, a najbardziej od nich odbiega patronka, która zostaje mu przydzielona – ekscentryczna i kochająca Iron Maiden Joanna Chyłka. Na dodatek adwokat i jej aplikant dostają do prowadzenia sprawę, która jest dziwna, tajemnicza i … niebezpieczna. Kolejne dwa tomy opierają się na podobnym schemacie co pierwszy. Głównym wątkiem jest sprawa karna kryjąca sekrety i drugie dno, a spora część akcji rozgrywa się na sali sądowej. W tle zaś obserwujemy rozwijającą się w doprawdy nieoczekiwanych kierunkach relację Chyłki i Zordona. Od dwóch pierwszych części nieco różni się Rewizja, która bardziej niż na pędzącej akcji skupia się na przeszłości i życiu bohaterów, ale nadal jest to przede wszystkim trzymający w napięciu thriller prawniczy.

Chyłka i Zordon jak… czipsy

Książki Remigiusza Mroza kojarzą mi się z jedzeniem… czipsów 😀 I nie – to nie jest przytyk! Tak jak z czipsami – jak już zaczniesz czytać/jeść nie możesz skończyć, musisz po prostu sięgnąć po kolejnego/przeczytać następny rozdział. Chrup, chrup, chrup! Tak samo, jak czipsy proza Mroza (ale rym!) jest pyszna (co ja poradzę, że mi smakują czipsy), ale nie jest to żadne wielkie i wyrafinowane pisanie. Tak jak z jedzeniem czipsów – Mroza lepiej nie przedawkowywać, bo potem może boleć brzuch. Z emocji!

Bo KasacjaZaginięcieRewizja to doskonały przykład książki rozrywkowej, popkulturowej. Takiej, którą czyta się nie po to, by odkryć nowe, literackie światy, nie po to, by poobcować ze sztuką i kulturą wysoką. Takiej, którą czyta się po to, by oderwać się od rzeczywistości, odpocząć. W ogóle Remigiuszowi Mrozowi należą się wielkie podziękowania, bo historia Chyłki i Zordona pomogła mi przetrwać kilka bezsennych nocy, kiedy musiałam czuwać nad gorączkującym Synem Ssakiem.

Zalety, zalety, zalety

Jest ich cały zbiór! Przede wszystkim to fantastycznie wykreowani bohaterowie. Budzą moje emocje i naprawdę się do nich przywiązałam. Lubiłam ich, kochałam, nienawidziłam, miałam do nich żal. Mróz potrafi tak prowadzić swoje postacie, że wzbudzały we mnie najprawdziwsze, gorące uczucia. A to zdarza się takiemu książkowemu wyjadaczowi, jakim już jestem (starość… ech…) naprawdę nie często. Moją ukochaną postacią jest (i tu chyba nikogo nie zaskoczę) Chyłka, która ze swoją miłością do ostrego rocka, ostrego mięcha i szalonej jazdy samochodem, absolutnie podbiła moje serce. Trochę słabiej wychodzi Mrozowi kreowanie bohaterów drugoplanowych i epizodycznych, ale nie jest to wielka wada, bo fabuła książek w sposób wyraźny koncentruje się na głównych postaciach i królują Chyłka i Zordon.

Oczywiście nie mogę też zapominać o akcji, która toczy się błyskawicznie i o fabule, która naprawdę potrafi zaskoczyć czytelnika (w każdym razie kilka razy zaskoczyła mnie do tego stopnia, że aż wydałam cichy okrzyk). I o humorze, bo momentami jest naprawdę zabawnie, a słowne przepychanki, które uprawiają Chyłka i Zordon stanowią niezwykle przyjemne i ożywcze wstawki. I o relacji pary bohaterów, która jest naprawdę emocjonująca.

Prawnicze marudzenie, czyli zawsze musi być jakieś ale

Oczywiście w tej obrzydliwie słodkiej beczce miodu musi się znaleźć łyżka dziegciu. Większość z Was pewnie nie wie, ale z zawodu jestem prawnikiem. Prawnikiem, bez uprawnień zawodowych i chwilowo na macierzyńskim, ale jednak praktykującym. Do tego mam męża radcę prawnego, a nasi znajomi i przyjaciele to głównie… prawnicy 😀 (to jest straszne – wiem). Więc można powiedzieć, że jestem z wykształcenia, zawodu i środowiska prawnikiem pełną gębą. W domu przy kolacji słucham opowieści z rozpraw, kulturę korporacyjną i funkcjonowanie większych kancelarii (nie tak dużych jak Zelazny & McVay, ale jednak całkiem sporych) znam z drugiej, ale dość pewnej ręki. Sama pewne gałęzie prawa ogarniam baaaaaardzo dobrze.

Dlatego też czytanie powieści Remigiusza Mroza, który jest przecież prawnikiem (i to z doktoratem!) powodowało u mnie mocny ból zębów. I to nawet nie chodziło o procedurę karną (która po pierwsze jest mi obca, a po drugie przypuszczam, że tu akurat autor się postarał), ale o liczne kwiatki, byki i pomyłki. Żeby było śmieszniej z tomu na tom Remigiusz Mróz się poprawia (zakładam, że jakiś wierny czytelnik zwrócił mu uwagę), ale niekoniecznie na lepsze. Przykład? Proszę bardzo! W Kasacji Chyłka i Zordon dobierają sobie na salę sądową stroje kolorystycznie. Autor zapomniał, że w Polsce chodzi się do sądu w togach, które są czarne i w przypadku adwokatów mają zielone żaboty. Chyłka więc będzie miała na sobie z góry narzucone kolory i nie ma tu miejsca na dobieranie czegokolwiek. W Zaginięciu Mróz już wie, że w Kasacji popełnił błąd i wysyła Zordona do sądu… w todze. Wszystko fajnie, tylko szkoda, że aplikanci w sądzie występują w normalnych strojach (czytaj: garniturach), togę kupują i wkładają dopiero po ślubowaniu na adwokata <3 Innym przykładem były używane w Kasacji zwroty adwokatkaprokuratorka. Rany koguta*! Nikt tak nie mówi 😀 Na szczęście Mróz w Rewizji bije się w pierś – Chyłka ostro rozprawia się z taksówkarzem, który chce ją nazwać tak sfeminizowanym określeniem jej zawodu 🙂

Wiecie, te i inne wtopy zupełnie nie rzutują na odbiór powieści. Co więcej, niespecjalnie winię za nie samego autora. Po prostu ktoś powinien mu tę książkę przed drukiem dobrze sprawdzić i poprawić takie śmieszne błędy. Bo po co one tam są? Żeby drażnić takie czepialskie marudy jak ja? Bez sensu 🙂


Baaaardzo Wam polecam wszystkie trzy części serii w których występują Chyłka i Zordon. To naprawdę wspaniała, lekka i niesamowicie wciągająca rozrywka od której nie można (naprawdę nie można) się oderwać 🙂 I wiecie co? Dawno już, a konkretnie od przygody ze Szczygłem, nie czułam takiej tęsknoty za powieścią. Autentycznie było mi szkoda, że skonczyłam już wszystkie części i na kolejne spotkanie z Chyłką muszę czekać tak dłuuuugo. A to chyba jest najlepsza rekomendacja, prawda?

Moja ocena: 7/10 (wszystkie książki oceniam tak samo)

* jako matka dbam o kulturę języka i używam kulturalnych przekleństw 😀

  • GosiaSz

    Brawo!;) Pora na Parabellum lub Turkusowe szale. Ciekawe co powiesz o historycznych powieściach Mroza;) A 4 część o Chyłce już jesienią!;)

    • Już się nie mogę doczekać kolejnej części! Następne w kolejce „Parabellum”!

  • Chyba jeszcze nie zetknęłam się z thrillerem prawniczym, ale powieść zapowiada się ciekawie i chyba nawet mogłabym się zaprzyjaźnić z Chyłką 🙂

    • To mogłaby być trudna przyjaźń, ale jej nie sposób nie lubić 🙂

  • Oj czepiasz się. Jakbym pisała też bym nieco podkoloryzowała szarą, polską rzeczywistość. Nie wolałabyś chodzić na salę rozpraw ubrana w boską garsonkę niczym Ally Mc Beal 🙂 założę się, że tak!

  • Sama już od dawien dawna poluję na książki pana Mroza i nie mogę się ich doczekać!

    • 😀 Słusznie! Czytaj szybko, bo Mróz jest płodny niezwykle i z miesiąca na miesiąc powieści do przeczytania przybywa 🙂

  • Już od dłuższego czasu zabieram się za książki tego autora. 🙂

  • nie spotkałam się jeszcze z tym autorem, czas nadrobić 😉

  • Ciekawa pozycja, ale chyba nie w moim guście.

    • Ja też myślałam, że to nie mój styl, a bardzo miło się rozczarowałam 🙂

  • Chyba czas nadrobić Mroza, bo już wiele o nim dobrego słyszałam 😉

  • Pingback: Kalejdoskop kwietniowy, czyli kulturalne podsumowanie miesiąca – Skrytka na kulturę()

  • Pingback: Obce dziecko - Rachel Abbott - recenzja - Skrytka na kulturę()

  • Pingback: Jesienne nowości książkowe, które muszę przeczytać - Skrytka na kulturę()

  • Pingback: Immunitet - Remigiusz Mróz - recenzja - Skrytka na kulturę()

  • Czy trzeba rozpocząć czytanie od kasacji? To ma duże znaczenie? Bo mam resztę tomów, a tego jednego akurat nie 😀

    • Lepiej tak 🙂 Nie jest to może niezbędne, ale wątki z „Kasacji” przewijają się (i to dość często) w dalszych częściach 🙂

      • Dziękuję Ci 🙂 W takim razie czas po raz kolejny wybrać się do biblioteki 😉

  • Pingback: Wotum nieufności Remigiusza Mroza - recenzja - Skrytka na kulturę()

  • Przeczytałem jak na razie cztery tomy serii o Chyłce i Zordonie i o ile na początku byłem zachwycony, o tyle pod koniec doszedłem do wniosku, że fabuły poszczególnych części zlewają mi się w pamięci w jedną, taką dość bezkształtną masę. Masz rację, że to się czyta jak chipsy, trudno przestać bo człowiek ciągle by chciał wiedzieć co będzie dalej, i sięga po kolejny rozdział, ale prędzej czy później okazuje się, że każdy chips smakuje podobnie. Chyłka albo chleje, albo się dołuje, albo ma krótkie przebłyski geniuszu prawniczego, niczego więcej nie można się po niej spodziewać. Człowiek otwiera książkę w losowym miejscu i widzi, że u Chyłki jest do dupy, a Kormak znów czegoś szuka w necie. Ciężko wyłapać punkty zwrotne fabuły.

    Nie mówię, że to całkiem kiepska literatura. Lubię styl Mroza, dbałość o szczegóły budowanego świata i tak dalej. Ale postaci ma trochę niewiarygodne charakterologicznie.

    A najbardziej podoba mi się, że wszystkie jego książki są ze sobą powiązane. Chyłka pomaga Frostowi (w trzeciej części serii podhalańskiej), Kormak pomaga Frostowi w części (bodajże) drugiej, nawet jeden z bohaterów „Chóru zapomnianych głosów”, powieści SF dziejącej się tysiące lat w przyszłości, czytywał kiedyś kryminały Mroza 😉 Chwyt stary jak świat, ale zawsze działa.

    Nie zabrałem się jeszcze za Ove Løgmansbø. Podobno warto.

    Pozdrawiam zza blogowej miedzy!

    • Zgadzam się z Tobą całkowicie, tylko mi to zupełnie nie przeszkadza 🙂 Wręcz lubię to, że sięgając po książki z serii z Chyłką, wiem co mnie czeka. Tak samo, kiedy kupuję paczkę czipsów – wiem co mnie czeka i nie spodziewam się żadnych niespodzianek. I ciągnąc analogię – gdyby człowiek jadł tylko czipsy, to by się zanudził na śmierć (i ciężko zachorował), ale raz na jakiś czas są miłą, acz niezdrową przekąską. A gdyby człowiek czytał tylko kryminały Mroza, też zanudziłby się na śmierć, ale raz na jakiś czas są jak znalazł 😉

      • Zgadza się. Zresztą to się przecież tyczy nie tylko Mroza. Nawet Terry Pratchett (który ma u mnie w głowie swój osobny ołtarzyk, zaraz koło Stanisława Lema) potrafi znudzić po lekturze kilku części „ŚD” pod rząd. Vive la volatilité!

  • Kasia

    Właśnie przeczytałam „Kasację” i moje wrażenie jest zupełnie inne. Czuję zawód… Dobrze się czytało ale „zaskakująca” końcówka mnie niesamowicie zawiodła. Czy ta intryga tylko mnie wydaje się naciągana jak guma z majtek? Przecież to było mega ryzykowne. Miałam wrażenie że taki sposób wyjścia z ambarasu, został wymyślony przez mordercę tylko po to żeby zaskoczyć czytelnika ale jaką wartość ma zaskoczenie takimi tandetnymi chwytami? Mam więc pytanie czy w następnych częściach jest lepiej? Bo styl pisania, postacie bardzo mi się podobały.

    • W następnych częściach, z tego co pamiętam, jest trochę lepiej. Ale tylko trochę 😉 Mi ta naiwność zakończeń jakoś w książkach Mroza nie przeszkadza. Oczekuję od nich szybkiej akcji oraz totalnego odprężenia i właśnie to dostaję 🙂

%d bloggers like this: