Klasyczny wtorek #2: „Alicja w krainie czarów”

Klasyczny wtorek to cykl wpisów, w których biorę na warsztat klasykę: kina, literatury, serialu. Jest krótko, konkretnie, na temat! I szczerze! Przybliżam zarys fabuły (bez spoilerów oczywiście!), potem staram się odkryć, na czym polega fenomen dzieła. Na koniec zaś wyrażam swoją SZCZERĄ opinię. Więc jeśli mi się coś nie podoba, coś uznaję za niedzisiejszą nudę, to (choćby to było nie wiem jak niepoprawne polityczne) na pewno się o tym dowiecie. Jako klasykę kina traktuję umownie filmy, które zostały stworzone przed 1990 rokiem. Czyli mające więcej niż dwadzieścia pięć lat. Za książkową klasykę, znów roboczo i umownie, uznaję książki, które zostały napisane do lat 60. XX wieku. Dziś czas na powieść, którą na pewno wszyscy znacie, jeśli nie w literackiej wersji, to choćby w filmowej. Moi Drodzy! Oto Alicja w Krainie Czarów Lewisa Carrolla!

Alicja w Krainie Czarów Lewis Carroll

O co chodzi: Tę historię znają chyba wszyscy. Mała Alicja podążając za Białym Królikiem wpada do Króliczej Nory i ląduje w Krainie Czarów – w miejscu, gdzie rządzi logika rodem ze snów (albo narkotycznych wizji). Nasza mała bohaterka napotyka na swojej drodze kultowe postacie, takie jak Zwariowany Kapelusznik, Kot z Chesire czy Królowa Kier i przeżywa (dość dziwną) przygodę.

Skąd się wziął fenomen: Alicja w Krainie Czarów to powieść, która weszła na stałe do kanonu literatury dziecięcej, ale przede wszystkim do popkultury. Liczne ekranizacje (ja najbardziej kojarzę tę disnejowską oraz najnowszą – mojego ukochanego Tima Burtona), przedstawienia teatralne, a także nawiązania w literaturze, kinie i sztuce sprawiają, że tej książki po prostu nie sposób nie znać.

Myślę, że to przede wszystkim nieposkromiona fantazja, liczne aluzje i nawiązania do matematyki, ludzkiej natury, a także zagadkowość powieści sprawiają, że od razu zyskała popularność, która trwa nieprzerwanie do dziś. To książka, która daje radość tak dzieciom, jak i rodzicom. Poza tym, jak każde popularne dzieło, Alicja w Krainie Czarów budzi kontrowersje – krytykował ją Terry Pratchett, mówi się też o tym, że Lewis Carroll był… pedofilem, choć nie ma na to bezpośrednich dowodów.

Alicja_w_krainie_czarów

A co myślę ja: Alicja w Krainie Czarów to powieść dla dzieci. Podobno. Bo znajduje się w niej cała masa nawiązań i treści, które mogą być zrozumiałe wyłącznie przez dorosłych. Rzeczywistość, w której ląduje Alicja, jest pozbawiona logiki, cudowna, groźna, niebezpieczna, zakręcona. Szaleństwo jest normalne, normalność jest szaleństwem. Są to klimaty, które trafiają do mnie od razu – uwielbiam absurdy, zakręcone historie i takie niezwykłe postacie, jak mój ukochany Kot z Chesire. Mimo to, do skończenia książki musiałam się trochę zmuszać, nie udało mi się w nią wciągnąć bez reszty (nie bez znaczenia jest tu równoczesna lektura niesamowicie wciągającej Kasacji Remigiusza Mroza oraz fakt, że czytałam Alicję po angielsku).

Myślę, że dla dorosłych lektura Alicji w Krainie Czarów jest interesującą przygodą i pozwala spojrzeć na tę dziecięcą klasykę pod nieco innym kątem. Jednak bardziej traktowałabym tę książkę w kategoriach ciekawostki i intrygującej wycieczki w świat nieposkromionej wyobraźni, niż poważnej literackiej przygody. Z pewnością ten – przecież krótki – czas spędzony z Lewisem Carrollem był czasem przyjemnym (zwłaszcza że moje wydanie jest absolutnie doskonałe i przepiękne) i nieco szalonym. Jednak nie będę Was oszukiwała: to nie była książka mojego życia, a wśród klasycznej literatury dziecięcej znalazłabym od ręki z dziesięć pozycji, które czytało mi się przyjemniej.

Moja ocena: 7/10

  • Gosia.Sz

    „Hobbit” też był książką dla dzieci;))

    • No tak! 🙂 I myślę, że „Hobbita” czytałoby mi się dzisiaj lepiej niż „Alicję” 🙂

  • Brawo za wspomnienie o nawiązaniach matematycznych! Ponoć królowej Wiktorii tak się „Alicja…” spodobała, że kazała sobie przynieść inne pozycje tegoż autora i dostała… podręcznik algebry liniowej. Bo wykładaniem takich rzeczy pan Dodgson na chleb zarabiał. A jeśli lubisz zakręcone klimaty poematu „Jabberwocky”, to polecam jego „Wyprawę na żmirłacza”. Witkacy z Joycem wysiadają 😉

    • Hahaha 🙂 Piękna anegdotka <3 "Wyprawa na żmirłacza" zlokalizowana, teraz tylko dopaść w jakimś antykwariacie – bo obawiam się, że angielska wersja, którą mam w domu, to może być dla mnie zbyt wiele 😉

  • Dla mnie nie ma znaczenia, czy coś jest oficjalnie przeznaczone dla dzieci, czy nie. Musi się podobać i tyle 🙂

    • Prawda! Ja chętnie sięgam po książki dla dzieci, ale najczęściej po te, które znam już z dzieciństwa 🙂

  • Świetny tekst! Aż ciężko uwierzyć, że jeszcze nie czytałam tej książki! Ostatnio wracam do książek dla dzieci – Muminków, Charliego i fabryki czekolady, Kubusia Puchatka. Chyba przyszedł czas na Alicję 🙂

  • Jaka cudna książka! Zawsze powtarzam, że angielskie okładki są dużo ciekawsze. No wygląda jak Perełka! Cudo!

    • Ona jest przepiękna, zresztą tak jak wszystkie wydania klasyki Barnes and Noble 🙂 A wiesz jak cudownie wyglądają na półkach? <3

  • wylepiankipl

    Uwielbiam Alicję. To książka mojego dzieciństwa. Zanim zaczęłam czytać słuchałam dziesiątki razy wspaniałego słuchowiska z doskonałą obsadą. Alicja z winylu, z adaptery Bambino… Aż się łza w oku kręci. Na Alicji nauczyłam się czytać 🙂

    • Ja też się nią zaczytywałam jako dziecko, dlatego z wielką przyjemnością ją odświeżyłam już jako dorosła kobieta 🙂

  • W dzieciństwie chyba każdy miał swoją krainę czarów:)

  • eV

    Chyba też przeczytam tę książkę po angielsku – czytałam tylko polskie tłumaczenie i to dawno, dawno temu.

    • Polskich tłumaczeń jest sporo, ale mam wrażenie, że tylko oryginał oddaje ten klimat w 100% 🙂

  • Pingback: Kalejdoskop kwietniowy, czyli kulturalne podsumowanie miesiąca – Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: