Dygot, czyli literackie oczekiwania kontra rzeczywistość

Ech… I znowu to samo 🙂 Czego ja się spodziewałam po Dygocie Jakuba Małeckiego? Objawienia? Wielkiego literackiego zakochania? Chyba tak. Tymczasem…

Oczekiwania i książkowe miłości

Wiecie co? Nie jestem szczególnie kochliwa. Zwłaszcza jeśli chodzi o książki (filmom ulegam znacznie częściej)! Zazwyczaj czepiam się szczegółów, trochę krytykuję, trochę marudzę. Jest tak najczęściej wtedy, kiedy innym czytelnikom dana pozycja się podoba i w związku z tym mam wobec niej duże oczekiwania. Czasem jednak daję się porwać. Ostatnią taką książkową miłością, którą zachwycali się wszyscy dookoła, był Szczygieł Donny Tartt (klik). Tu jednak muszę zaznaczyć, że podchodziłam do tej pozycji dość sceptycznie, z dystansem. Nie miałam też jakiś szczególnych wyobrażeń dotyczących jej treści, sposobu pisania i snucia akcji. Bardzo pozytywnie się rozczarowałam.

Tymczasem, w przypadku Dygotu, trochę dlatego, że przeczytałam i odsłuchałam sporo opinii o tej książce (nie szczędzących opisów fabuły), trochę też dlatego, że okładka jest wyjątkowo sugestywna, miałam konkretną wizję tego co znajdę w środku. To znaczy, to nie jest tak, że się nad tym jakoś szczególnie mocno zastanawiałam, ale w podświadomości stworzyłam obraz Dygotu jako powieści idealnej, bez skazy. I powinnam była wiedzieć jak to się skończy, jeszcze zanim włączyłam czytnik 😉 Ale oczywiście nie wiedziałam…

O czym jest Dygot?

Dygot to rozgrywająca się na przestrzeni kilkudziesięciu lat saga rodzinna. Śledzimy burzliwe losy dwóch rodzin wśrod XX-wiecznej zawieruchy. Jednak nie jest to opowieść o historii, czy nawet z historią w tle. Życie bohaterów dzieje się jakby obok, a wielkie sprawy wpływają oczywiście na ich losy, ale nie definiują ich, nie określają. Najważniejszy w Dygocie jest człowiek, jego przeznaczenie i jego ciągły dygot – od alkoholu, od miłości, od bólu, od cierpienia, od świata. Poza tym głupota, niewiedza i wynikające z nich zło. Obłęd, niemoc. Wyrzuty sumienia. Codzienny trud, codzienne zmagania. Nieszczęścia i samotność. Ale też miłość, braterstwo, przyjaźń, poświęcenie. Życie, po prostu. A wszystko to zaczyna się od krzywdy, od klątwy i przekleństwa. Od wyrzutów sumienia. Od dziwnej choroby, która niesie ze sobą inność i wyobcowanie.

Jaki jest Dygot?

To przede wszystkim kawał dobrej literatury. Świetnie napisany, chwytający i za gardło, i za serce. Proza Małeckiego jest hipnotyzująca, wciągająca. Trochę tu realizmu magicznego (ale tylko trochę!), trochę oniryzmu, tajemnicy. Tematyka zaś dotyka najbardziej bolesnych fragmentów ludzkiej egzystencji. Książka nie jest przegadana, ma idealną długość, dobre tempo, idealną ilość szczegółów i plastyczne opisy.

No dobrze, więc skoro wszystko jest tak super, to o co ja się właściwie czepiam? Otóż czytając Dygot czułam się tak jakbym czytała pięć różnych książek. Trochę kryminał, trochę nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa i młodości, trochę powieść sensacyjną, a trochę ambitną literaturę o bólu istnienia. Zabrakło mi tu takiej jednolitości, spójności. Były momenty, kiedy nie mogłam się oderwać, a były takie, które czytałam zupełnie bez emocji (aczkolwiek tych było znacznie mniej). Może zabrałam się za Dygot za bardzo z doskoku? Może trzeba było usiąść na kanapie i wciągnąć się w świat powieści całkowicie? Ja tymczasem targałam ze sobą czytnik na spacer z dzieckiem i do lekarza, trochę przeczytałam przy gotowaniu obiadu, a trochę podczas ssaczej drzemki. Może po prostu Dygot wymagał większego skupienia? A może nie?

Jedno jest pewne: im większe mam wobec powieści oczekiwania, tym bardziej jestem czepliwa, wymagająca i tym trudniej mnie zadowolić. Zwłaszcza jeśli jest to książka autora po którego sięgam po raz pierwszy. Jeśli kogoś polubię, to potem jestem w stanie wiele mu wybaczyć (swoją drogą, identycznie mam w przypadku ludzi…). I tak trochę było z Dygotem. Pewnie gdybym odgrzebała tę powieść sama i spontanicznie się za nią zabrała, moja ocena byłaby znacznie bardziej entuzjastyczna. A może nie? Już nigdy się nie dowiem 😉


Dygot Jakuba Małeckiego to niewątpliwie kawał dobrej, ambitnej i oryginalnej literatury. Jest to książka, którą warto przeczytać, warto znać. Polecam ją każdemu, kto lubi młodą, ambitną, polską prozę. Myślę, że Jakub Małecki może jeszcze sporo namieszać w naszym literackim światku, a ja na pewno będę wypatrywać jego kolejnych powieści. Jednak dla mnie to nie było zakochanie, to nie był ten strzał prosto w serce, który zaliczyłam chociażby przy Drachu Szczepana Twardocha (klik). Może dlatego, że miałam baaardzo duże oczekiwania? A może dlatego, że po prostu nie każda (nawet najlepsza) książka napisana została dla nas?

Moja ocena: 7/10

  • Mam identycznie:) Dygot oczywiście kupiłam i naprawdę mam nadzieję, że tym razem się nie rozczaruję:)

  • Gosia Sz

    7/10 to znakomita recenzja! Mi się podobał „Dygot” bardzo! Niestety uświadamiam sobie taki problem, że jak mną wytargają jakieś emocje a książka skłania do refleksji to uważam ją za bardzo wartościową:) Rzadko mówię o czymś, że jest takie sobie. Albo mówię, że wspaniałe albo, że beznadziejne:) Tak jak Ty z „Dygotem” ja miałam z „Dziewczyną z pociągu” Tyle oczekiwań i bez szału:)
    Matko! Madziu! Mam nadzieję, że ta karetka naprawdę zbędna i wszystko już u Was ok! Niestety kontakty ze służbą zdrowia nie należą dla biednych matek do najprzyjemniejszych. Ale pamiętaj, że moja pediatra zawsze powtarza, że lepsza jest matka panikująca niż wyczekująca! Bardzo też działa tekst: „Proszę o zaświadczenie, że odmówiła Pani zbadania mojego dziecka” Polecam!:)

    • A ja właśnie zazwyczaj mam jakieś „ale” – niby mi się podoba, ale… 😉 . Za to jak się już zakocham w książce i w autorze, to jest to wielki zachwyt! Czytam teraz „Tajemną historię” i jestem totalnie zachwycona <3 Co za wspaniała literatura <3 <3 <3

      A karetka była jak najbardziej zbędna, ale najedliśmy się sporo strachu 🙁 I też uważam, że lepiej trochę popanikować, niż "obserwować" 😉

  • „Szczygła” jeszcze nie czytałam, ale leży na półce i czeka na swoja kolej, zatem się nie wypowiem. Natomiast bardzo często przechodzę podobne rozczarowania książkami, które są na topie i na językach. Nie wiem, może – podobnie jak Ty – za dużo wymagam/oczekuję… Natomiast od kilku lat przestałam rzucać się na nowości i top-pozycje. Czytam je sobie zazwyczaj dopiero wtedy, gdy przeminie pierwszy (lub całkowity) szał na nie. Wtedy nikt nie miesza mi w głowie. 😛

    • Ja też raczej nie rzucam się z wielkim entuzjazmem na nowości, ale ponieważ prowadzę bloga między innymi o książkach, to cóż… czasami trzeba 😉 Biorę też pod uwagę opinie osób i blogerów, którym pod tym względem ufam, ale nie zawsze przecież gusta się pokrywają 🙂

  • Jeszcze nie czytałam, ale przekonałaś mnie, że warto!;)

  • Ja też jeszcze nie czytałam, ale mam na półce i czeka na swoją kolej 🙂

  • Ale mam trochę wrażenie, że jednak recenzja ta jest taka a nie inna bo oczekiwania. Też mam czasem problem z wystawieniem opinii gdy spodziewałam się czegoś o niebo lepszego, a tu pozycja jest bardzo dobra warsztatowo, ma całkiem niezłą fabułę, ale subiektywnie czuję, że coś jest nie tak i w sumie już nie wiem co. 😉 Niemniej – zachęciłaś mnie do tej książki, żeby samej spróbować i się przekonać. Co prawda, jeszcze mam w domu stosik do nadrobienia, ale po Małeckiego będę musiała sięgnąć. 🙂

    • Pewnie! Trzeba mieć własne zdanie 🙂 Poza tym, na tym polega piękno świata, że różne podobają się różnym ludziom 🙂

  • Na mnie Dygot zrobił bardzo dobre wrażenie, pamiętam, że odbyłam z nim wiele intelektualnych wycieczek. 🙂

    • To prawda, to jest bardzo inteligentna i mądra książka 🙂

  • właśnie sobie uświadomiłam, że od dawno nie czytałam nowego autora. trzymam się raczej sprawdzonych twórców. chyba muszę się trochę ogarnąć! 🙂

  • Książki nie znam, więc o treści się nie wypowiem. Jednak jeśli chodzi o oczekiwania względem książek mam taką zasadę, że nie czytam tego, co wszyscy zachwalają tylko to na co mam w danej chwili ochotę. Te książki na, które jest boom omijam, albo czytam za kilka miesięcy/ lat kiedy on minie.

    • A nie masz czasami tak, że masz ochotę na to co wszyscy zachwalają, właśnie dlatego, że zachwalają? 😀

  • Nie czytałam tej książki, ale naprawiam błąd i dopisuję do swojej listy 🙂

  • Miałam okazję czytać Dygot i przyznam, że książka mi się podobała, ale nie zachwyciła mnie, a właśnie tego się spodziewałam po tylu tak pozytywnych opiniach. A zdjęcie na początku postu jest tak cudowne, że nie mogę się napatrzyć na nie ♥

  • Jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale gdy tylko będę miała okazję i czas na pewno się skuszę 🙂

  • vivienneaithne

    Przez książkowe oczekiwania czytam dużo książek tych samy autorów – liczę na to że nie zmarnuję czasu 🙂

    • Coś w tym jest – mam podobnie 🙂 Teraz mam fazę na Donnę Tartt 😉

  • Nie wiedziałam, czego się spodziewać, bo recenzje były baaardzo różne — od pełnych entuzjazmu po zachowawcze i zakończone pytaniem „to o to było tyle szumu?!” 🙂 Mnie się podobało i ubolewałam, że końcówka mi wszystko popsuła.
    Myślę, że masz rację, że podkręcone (przez znajomych blogerów albo przez promocję) oczekiwania są tu trochę winne. Ja też się w takich wypadkach bardziej czepiam. A Małeckiego rzeczywiście warto jeszcze poobserwować 🙂

    • Ja się natykałam tylko na te bardzo entuzjastyczne recenzje, umiarkowanych nie znalazłam 🙂 A końcówka? Hmmm… Nie odebrałam jej jakoś negatywnie, ale też nie zrobiła na mnie wrażenia.

%d bloggers like this: