Mężczyźni bez kobiet i parę słów o mojej miłości do Murakamiego

Mężczyźni_bez_kobiet

Haruki Murakami to jeden z ważniejszych autorów w moim życiu. Chociaż wcale nie uważam każdej jego powieści za wybitną, a niektórych wręcz nie lubię, to jednak przeczytałam niemalże wszystkie jego książki wydane w Polsce. Norwegian woodKronika ptaka nakręcaczaKafka nad morzemPo zmierzchu to absolutnie genialne pozycje, których akcję, ale przede wszystkim klimat pamiętam do dziś. Wiecie, myślę sobie o Po zmierzchu i słyszę jazzowe melodie (puszczałam sobie w trakcie czytania muzykę której słuchali bohaterowie 😀 ), widzę miasto nocą, jego światła, energię, a w tym wszystkim dwoje ludzi siedzących w całodobowym barze.

Te powieści wryły mi się bardzo głęboko w wyobraźnię i myślę, że już nigdy ich nie zapomnę, a pewnie za kilkanaście lat do nich wrócę. W każdym razie, każda jego nowa książka jest moim absolutnym masthewem i bardzo szybko ląduje na mojej półce. Tak samo było w przypadku Mężczyzn bez kobiet, najnowszego zbioru opowiadań Japończyka. I na jego podstawie chciałabym (w dużym skrócie) opowiedzieć dlaczego, mimo kilku porażek, tak bardzo lubię spotykać się z Harukim Murakamim.

Murakami4

Haruki Murakami ma przede wszystkim duży talent do pisania krótkich form. Bo stworzenie kompletnego opowiadania, które wbija czytelnika w fotel, wstrząsa nim i burzy jego komfort psychiczny wcale nie jest proste. Wielu dobrych autorów ma z opowiadaniami problem, bo albo są one zbyt powierzchowne i nie mają wykopu albo zostawiają czytelnika w niedosycie i niezadowoleniu (a o ile lekki niedosyt może być jeszcze zjawiskiem pożądanym, tak już niezadowolenie w stylu że jak to?, że już? wcale pożądane nie jest). Murakami zaś swoje opowiadania konstruuje ładnie, tworzą one zamknięta całość, historię będącą wycinkiem jakiegoś wielkiego świata, ale sprytnie i ładnie podaną. Tak jakbyśmy zaglądali  nocą w oświetlone okno i widzieli tylko fragment pokoju. Wiemy co się dzieje, wiemy, że w pokoju są ludzie, co robią, ale już zagadką pozostanie dla nas to co znajduje się za zamkniętymi drzwiami. I to od naszej wyobraźni zależy, co tam wstawimy. Takie są opowiadania Murakamiego i to tyczy się zarówno tych, które znajdują się w tomie Mężczyźni bez kobiet, jak i tych z wcześniej wydawanych książek.

Murakami2popr

Prozę Murakamiego lubię też za przestrzeń, którą daje. Proste słowa, proste zdania, precyzyjnie i wprost opisane uczucia i emocje. Mam wrażenie, że autor mówi do mnie dużymi literami, wyraźnie artykułowanymi słowami. A dzięki temu, ja jako czytelnik mogę swobodnie skupić się na akcji, a zarazem mam przestrzeń do rozmyślań, do analiz, do stawiania pytań. Nie wiem czy wyrażam się wystarczająco jasno, pewnie nie 😉 Może inaczej: Murakami pisze prosto o skomplikowanych sprawach. Pisze bez emocji o najbardziej wstrząsających uczuciach, a to pozwala odczuwać je mocniej. Brzmi to jak sprzeczność, ale jego styl naprawdę tak działa.

Jeśli zaś chodzi o Mężczyzn bez kobiet, to wszystkie osiem opowiadań jest o miłości. A właściwie o samotności, w obliczu miłości utraconej. Jest tu dużo zdrady, śmierci, samobójstwa porzucenia, smutku. Tego cichego smutku, który powoli wsącza się do człowieka, by po niedługim czasie zatkać w skórze wszystkie pory. Dużo tu rozpaczy i wewnętrznego krzyku. Ale jak to u Murakamiego bywa dramat jest cichy, nie krzyczy, nie woła, tylko bardzo długo patrzy wielkimi, czarnymi oczami. Zawsze najbardziej mnie poruszają tak opisywane emocje i dlatego też tak bardzo prozę Murakamiego cenię.

Murakami5

Moje ulubione opowiadania to Niezależny organ i pełen realizmu magicznego (kolejna z moich ulubionych cech prozy Murakamiego) Kino. Najmniej spodobało mi się Drive my car, ale zasadniczo wszystkie historie są na podobnym, wysokim poziomie i w zbiorze raczej nie znajdziemy słabego ogniwa. Każde z opowiadań dotyczy mniej więcej podobnego tematu i pasują one do siebie, razem tworząc zamkniętą całość (co jest niewątpliwą zaletą).


Mężczyźni bez kobiet to osiem krótkich, dobrze napisanych historii o ludzkich emocjach. Zdecydowanie obowiązkowa pozycja dla fanów Japończyka, którzy tęsknią za lekko magicznym i smutnym klimatem jego książek. Jeśli zaś chcecie dopiero zacząć swoją przygodę z Murakamim, to polecam Wam raczej którąś z czterech wymienionych na początku powieści. Ale w sumie, jeśli zaczniecie od Mężczyzn bez kobiet, to tragedii przecież nie będzie 😉

Moja ocena: 7/10

  • Mam trzy książki Murakamiego, które czekają aż znajdę dla nich w końcu czas. Po tym poście nie mogę się ich doczekać jeszcze bardziej, choć wiem, że do matury nie powinnam się rozpraszać innymi książkami niż vademecum z przedmiotów rozszerzonych na maturze. Ale niech no tylko mienie ta cała maturalna szopka, od razu w moje ręce trafią książki Murakamiego. Może nawet wszystkie? 🙂

  • Ja lubię też to, że niektóre opowiadania można bardzo różnie interpretować, a niektóre wręcz opisują moje stany emocjonalne (mam nadzieje, że nie zabrzmię tu jak wariatka :)) Teraz czytam opowiadania „Zniknięcie słonia” i jestem wprost zachwycona 🙂

    • Oj proszę, nie kuś więcej! Ja się muszę przygotowywać do matury, konstytucję powtarzać, a nie przyjemności! 😀
      Ale jeszcze miesiąc. I biorę się za Murakamiego (uuu zabrzmiało groźnie!) :3

    • „Zniknięcie słonia” to mój ulubiony zbiór opowiadań Murakamiego! I to prawda – jego proza jest bardzo wieloznaczna. I ja też odnajduję w niej wiele swoich emocji 😉

  • Gosia Sz

    Madziu napisz mi jaki tytuł tego autora miałabym przeczytać jako pierwszy, żeby mi się spodobało:) Jestem w połowie „Kolibrów” ale napiszę Ci całościowo:) Jak tam „Dygot”? Pozdrowienia Gosia

    • Wydaje mi się, że „Po zmierzchu” jest najlepsze. Bo to jedna z jego lepszych powieści, zawiera wiele charakterystycznych dla Murakamiego elementów (realizm magiczny, samotność, muzyka) i jest krótka, więc jakby Ci się nie spodobało (bo on jednak pisze dość specyficznie), to nie musiałabyś się długo męczyć 😉 A „Dygotu” przeczytałam kilkadziesiąt stron i jak na razie jestem coraz bardziej zachwycona <3 Czekam na Twoją opinię o "Kolibrach" 😀

  • Kiedyś pochłaniałam Murakamiego, teraz stronię. Nadal go cenię, ale wszystko w życiu ma swój etap. Wieloznaczność w powieściach Murakamiego i przeplatające się światy: realny oraz mniej realny wzbogaciły mnie wewnętrznie w okresie po studiach, kiedy rzeczywistość traktuje z buta i nic nie wygląda tak, jak miało.

    Ps. Najmniej podobała mi się „przygoda z owcą”

    • Ja najmniej lubię „Sputnik Sweetheart”. A „Przygoda z owcą” mi się podobała 🙂 Ja też miałam największy szał na Murakamiego gdzieś w okolicy końca studiów, ale nadal chętnie biegnę do księgarni po jego nowe książki 😀

  • MK

    Z Murakamim przetrwałem tylko jedno starcie, z Norwegian Wood… bardzo dobrze je zresztą wspominam. Wydaje mi się, że do wszystkiego o czym wspomniałaś dochodzą też niesamowicie uniwersalne, a przy tym charakterystyczne postacie. Nie jest to oczywiste połączenie! Choć może to tylko w Norwegian Wood 🙂

    • Masz rację, postacie u Murakamiego takie są i to nie tylko w „Norwegian Wood” 🙂

  • Tym postem zdobyłaś moje serce, Magdalena.
    A może masz ochotę na zlot fanów HM? Bo kroi się nie długo jeden! 🙂

    • Są takie zloty?! Nie miałam pojęcia! Pewnie, że bym pojechała <3

  • Mysle, ze mnie namowilas – jestem ksiazkoholikiem, wiec przy nastepnych ksiazkowych zakupach na pewno sie skusze na jakas jego ksiazke 🙂

%d bloggers like this: