3 razy kryminał, czyli na skróty przez przeczytane książki

DSC_0991

Długo myślałam, jak to zrobić, żeby pisać o wszystkich czytanych przeze mnie książkach, jednocześnie nie zaśmiecając bloga (czytam duuuużo, więc dodawanie recenzji każdej skończonej książki zamieniłoby Skrytkę w bloga literackiego, a przecież nie o to mi chodzi!). 

Najpierw wpadłam na pomysł reaktywowania mojej starej strony o książkach. Szybko jednak porzuciłam ten zamiar, bo po pierwsze moje główne dziecko w żaden sposób na tym nie zyskiwało, a po drugie musiałabym popracować nad szablonem, czytelnością itp., na co zwyczajnie nie miałam czasu i ochoty. Po kilku wpisach pomysł umarł śmiercią naturalną, a ja zostałam z pytaniem: gdzie zamieszczać krótkie informacje o przeczytanych książkach? I doznałam olśnienia. Odkryłam Amerykę w konserwie. Będę publikować mini-recenzje na Facebooku. A potem zbierać je razem w jeden, konkretny wpis 😀 I oto efekt moich pierwszych prób. Trzy recenzje, trzech kryminałów 🙂

Ciemne sekrety Michael Hjorth i Hans Rosenfeldt

O co chodzi: to typowy skandynawski kryminał. Mamy tu więc szwedzkie miasteczko, którego mieszkańcy zmagają się z osobisty demonami i psychicznymi problemami, a w tym wszystkim straszy morderca, który nie jest mordercą. Oraz szkoła, która nie jest wcale tak porządna, jak mogłoby się z pozoru wydawać. 

Zalety: Akcja (poza kilkoma dłużyznami) płynie wartko, powieść czyta się przyjemnie, szybko, język jest przyzwoity. Sporo tu mroku, depresji i samotności, czyli tego co w skandynawskich kryminałach najciekawsze.

Wady: Nie da się jednak ukryć, że autorzy trochę się pogubili. Dużo jest tu takiej typowej kliszy, banału i stereotypowych rozwiązań. Nic nie zaskakuje: ani sposób prowadzenia śledztwa, ani postacie, ani nawet rozwiązanie zagadki. Wszystko gdzieś już było, w tej czy innej formie. Do tego postać Sebastiana, psychologa policyjnego i głównego bohatera książki, jest tak mało autentyczna, tak na siłę kontrowersyjna, że nie sposób zapałać do niego silniejszymi uczuciami. Szkoda.

Czy warto: Ciemne sekrety to miła rozrywka na długi wieczór, przyjemne oderwanie od rzeczywistości i na pewno nie jest to książka zła. Polecałabym ją wielbicielom gatunku, fanom skandynawskich kryminałów i mrocznych klimatów, ale ja już raczej do losów Sebastiana nie wrócę i nie skuszę się na kolejne części.

Moja ocena: 6/10

Skrytkowa Skala Kryminału: 12/20

Morderstwo pod cenzurą Marcin Wroński

O co chodzi: Lublin, rok 1930, listopad. Podkomisarz Zyga Maciejewski musi rozwiązać zagadkę tajemniczego zgonu dziennikarza. W drogę wchodzi mu policja polityczna.

Zalety: Historia, historia, historia. Wroński zrobił gruntowny research i dobrze się do napisania powieści przygotował. Bardzo ciekawy jest wgląd w pracę i funkcjonowanie międzywojennej Policji i pokazanie interesującego obrazu Polski w latach 30 XX wieku. No i Lublin oraz jego półświatek – sam autor w posłowiu odwołuje się do Tyrmanda i Krajewskiego. Bardzo słusznie!

Wady: to spora liczba niezręczności językowych (np. pojawiające się już na pierwszej stronie „parowozy buchające obłokami pary”) – z tym że to raczej wina redakcji niż samego autora; tragicznie przygotowana e-bookowa wersja, pełna dziwnych literówek, zwłaszcza w drugiej połowie książki (czytałam w Legimi) i niestety zakończenie, które było 1) przewidywalne, 2) słabe, 3) dziwne. I tak, to wszystko na raz da się pogodzić.

Czy warto: Generalnie polecam Wam spotkanie z podkomisarzem Zygą Maciejewskim – jeśli lubicie retro kryminały, historię i klimat lekko mroczny, ale bez przesady, to spodoba się Wam Morderstwo pod cenzurą. To dobra, wciągająca rozrywka z dużą wartością poznawczą.

Moja ocena: 7/10

Skrytkowa Skala Kryminału: 15/20

Noc w bibliotece Agatha Christie

O co chodzi: W rezydencji rodziny Bantry zostają znalezione zwłoki młodej, ładnej dziewczyny. Ani właściciele, ani służba, ani miejscowa policja nie umieją ustalić tożsamości ofiary. W rozwikłaniu tajemnicy bierze udział miejscowa detektyw-amator: panna Marple.

Zalety: To klasyczny kryminał z okresu Złotego Wieku Kryminału, doskonały reprezentant swojego gatunku. Akcja powieści skupia się właściwie wyłącznie na rozwiązaniu zagadki, nie ma tu dłużyzny, psychologicznych dociekań czy bogatego tła obyczajowego. Razem z panną Marple tropimy mordercę, a autorka podrzuca nam co jakiś czas fałszywe tropy i miesza w głowie, żeby na koniec zaskoczyć. Oczywiście wśród podejrzanych znajdują się bogacze, piękne kobiety, zepsuci młodzi mężczyźni, matki dzieciom, czyli pełne spektrum różnych kolorowych osobowości.

Wady: To nie jest wybitna literatura. To nie jest kryminał na miarę I nie było już nikogo. Noc w bibliotece to po prostu zwykłe czytadło, bez którego moje życie byłoby dokładnie takie samo jak przedtem. I wydanie, które miałam (jeszcze z lat dziewięćdziesiątych) pełne było błędów, a tłumaczenie wołało głośno i bezskutecznie o pomstę do nieba.

Czy warto: Noc w bibliotece to pozycja dla każdego, kto lubi dobrze skonstruowany, bezpretensjonalny kryminał w angielskim stylu. I choć w tej książce nie ma nic oryginalnego czy wyjątkowego, to jednak klasycznej Agathy Christie nigdy dość 🙂

Moja ocena: 6,5/10

Skrytkowa Skala Kryminału: 17/10

%d bloggers like this: