„Dziewczyna z portretu”, czyli kolejny film, w którym zakochałam się bez pamięci

609787.1

Kolejny, bo takich miłości było już kilka. Wiecie, ja mam dość specyficzny gust filmowy, często podobają mi się  takie rzeczy, które inni uznają za skrajną nudę. Uwielbiam w kinie obrazy, piękne zdjęcia, spójność kolorystyczną. Preferuję powolnie toczącą się akcję i znaczenia wypływające gdzieś jakby spoza kadrów. Lubię maksimum wyrazu przy minimum środków, cenię bardzo grę aktorską. Lubię ludzkie uczucia pokazywane subtelnie, trochę za zasłoną. Często, kiedy inni marudzą jaki to film był nudny i o niczym, ja wychodzę z kina zachwycona i zakochana.

Pierwszą taką miłością była chyba Dziewczyna z perłą. Potem Mandarynki (klik), a moje serce osiągnęło szczyt ekscytacji po podwójnym (!) seansie Tylko kochankowie przeżyją (klik), który to film z subiektywnym uporem nadal uważam za najlepszy na świecie. A w zeszłym tygodniu widziałam moją kolejną kinową mega wielką miłość (ale nie martwcie się – wampiry Jarmuscha pozostają niezagrożone). Jest nią przepiękna Dziewczyna z portretu. Film niezwykły, film piękny, film dziwny.

615499_1.1

Przede wszystkim niezwykła jest historia opowiedziana w filmie. Bo oto mamy lata 20 XX wieku, duńską bohemę artystyczną i szczęśliwe małżeństwo malarzy Einara i Gerdy Wegener. On jest znany, popularny i odnosi sukcesy, ona bez większego powodzenia maluje portrety. Kochają się bardzo, mają pieska i ułożone życie. Wszystko się jednak zmienia, kiedy on odkrywa, że w jego ciele mieszka nie tylko Einar, ale też Lili. Nie będzie wielkim spoilerem (ale trochę tak, więc jeśli lubisz oglądać film z pełną niewiedzą co do scenariusza, to przeskocz do następnego akapitu) jeśli napiszę, że Dziewczyna z portretu opowiada o pierwszej w historii operacji zmiany płci.

605027_1.1

Jednak nie ten wątek jest tu tak naprawdę najważniejszy. W filmie też próżno szukać refleksji nad społecznym odbiorem osób transseksualnych przez świat sprzed stu lat (poza krótką sekwencją scen podsumowujących wizyty Einara u lekarzy). To nie jest historia o tym jak to ciężko się żyje w nietolerancyjnym społeczeństwie. To nie jest też historia o pionierskich lekarzach. To jest po prostu film o miłości. O miłości odważnej, pięknej, prawdziwej, gotowej na poświęcenie. To jest opowieść o relacji dwojga ludzi, o trwałości związku w obliczu problemów, które przeciętnemu człowiekowi trudno sobie wyobrazić. To mnie właśnie w Dziewczynie z portretu ujęło najbardziej: skupienie się na uczuciach, na parze bohaterów, którzy stają przed niewyobrażalnie ciężką życiową próbą.

615508_1.1

Ale nie byłoby tego efektu, gdyby nie cudowni aktorzy. Uważam, że Eddie Redmayne zrobił coś niezwykłego, zagrał przepięknie i stworzył rolę, którą się pamięta całe życie. Ale prześliczna Alicia Vikander nie była gorsza. Rola kobiety, która musi odnaleźć się w sytuacji tak abstrakcyjnej (zwłaszcza w tamtych czasach) i trudnej, wyszła jej perfekcyjnie. A jeśli dodam, że między Redmaynem i Vikander była chemia o jakiej marzy każdy aktorski duet, to chyba już nie macie wątpliwości, kto dostaje ode mnie w tym roku Oscary za najlepsze role aktorskie. Sorry, Leo 😉

615509_1.1

I właściwie to by wystarczyło. Niezwykła historia opowiedziana z ciekawej perspektywy, pięknie przedstawiona relacja głównych bohaterów i wspaniała gra aktorska, to jest bardzo dużo. Tymczasem okazuje się, że do tych wszystkich cudowności twórcy dodali jeszcze przepiękne zdjęcia. Dziewczyna z portretu to kino obrazu. Kino w którym każdy kadr ma znaczenie, gdzie każde ujęcie jest wysmakowane i dopracowane.  Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam takie kino <3 <3 <3

609788_1.1


Więc jeśli jeszcze nie udało się Wam zobaczyć Dziewczyny z portretu to przy najbliższej okazji koniecznie musicie to nadrobić! To prawdziwa gratka dla miłośników pięknych zdjęć, doskonałej gry aktorskiej i niebanalnych, dobrze opowiedzianych historii.

 Moja ocena: 9/10

  • G.Sz

    Koniecznie chcę zobaczyć ten film! Bardzo mi się podoba sposób przedstawiania emocji na Twoim blogu;) Nie jesteś jak recenzent: ble ble ble, film powstal, był wyswietlany, polecam, tylko aż naprawdę po takim wpisie chce się gonić zobaczyć to natychmiast, by poczuć te emocje;)) Pozdrawiam:) Gosia

    • Cieszę się bardzo, że Ci się podoba <3 I koniecznie obejrzyj "Dziewczynę z portretu" i daj znać jak wrażenia 😀

  • Pingback: Kulturalne podsumowanie roku 2016 - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: