MP: Myślisz, że masz przerąbane?

610565.1

Bo w pracy jest strasznie, szef durny, a współpracownicy jeszcze gorsi. Bo marnujesz swój wielki, mega, hiper talent, wbijając do komputera nikomu niepotrzebne dane/użerając się z ograniczonymi intelektualnie klientami/czekając już piąty rok na awans i sto złotych podwyżki. Bo dzieci i marudna rodzina dosłownie nie dają Ci żyć. Bo miało być tak pięknie, bo obiecywali, że talent, że kariera, że możliwości, że pieniądze. A tymczasem, pięknie wcale nie jest. Co najwyżej jest przeciętnie. Kasa zawsze kończy się przed pierwszym, samochód psuje w najmniej oczekiwanych momentach, małżeństwo niepokojąco przypomina daleki od ideału związek Twoich rodziców. To co? Masz przerąbane, prawda? Na całej linii. Uwaga: w tekście są spoilery, aczkolwiek, w mojej ocenie nie mają one większego znaczenia dla odbioru filmu. Ale żeby nie było, że nie ostrzegałam 😉

Joy też miała przerąbane!

Ale wiesz co? Joy też miała przerąbane. Szczerze mówiąc, to ona miała przerąbane do kwadratu. Bo takiej  toksycznej rodzinki, to ja sobie w najgorszych koszmarach wyobrazić nie mogę. Bo tylu kłód rzucanych pod nogi, tylu przeciwności losu, niepowodzeń, takich barier do pokonania, to nie ma chyba nikt.

604314_1.1

Joy zawsze była zdolniachą. Joy the Doer, tak na nią wołali w domu. Od dzieciństwa wymyślała różne sprytne sposoby na ulepszanie rzeczywistości, wynalazła nawet specjalną psią obrożę, której niestety nie udało się opatentować. Inteligentna, śliczna, dobra, najlepsza uczennica w liceum, została przez zły los (i co tu dużo mówić – paskudnych rodziców) zmuszona do rezygnacji ze studiów i prowadzenia banalnego, trywialnego, męczącego życia, w którym w żaden sposób nie mogła wykorzystać swojego potencjału. Oczywiście, do czasu 🙂

Historia Joy jest w sposób luźny oparta na życiu prawdziwej kobiety – Joy Mangano, która podbiła Amerykę swoimi wynalazkami. I choć wystarczy odpalić biografię rzeczywistej Joy w Wikipedii, żeby zobaczyć wyraźne różnice w biografiach postaci fikcyjnej i prawdziwej, to jedno jest pewne: karierę w obu przypadkach Joy zrobiła sama. I nikt jej nie pomagał.

Dlaczego warto obejrzeć „Joy”?

Powiem szczerze, że podczas seansu parę razy czułam się połączona z bohaterką duchową więzią 😉 Bo ile razy w życiu jest tak, że nic nie wychodzi, że przestajemy wierzyć w siebie, że genialny pomysł, który mamy wydaje się być skazany na porażkę? Ile razy jest tak, że z planów nic nie wychodzi, a ilość rzucanych pod nogi kłód przekracza granice przyzwoitość? No wiele razy. A Joy przypomina nam o jednej bardzo istotnej i bardzo banalnej prawdzie: nie należy się poddawać. Nigdy. I chociaż daleka jestem od filozofii możesz wszystko, jesteś zwycięzcą, sky is the limit, blablabla, to jednak uważam, że należy walczyć o siebie; nie można niszczyć i gubić swojego potencjału. Ten film i ta historia dobitnie pokazują, jak ważna jest wiara w siebie i w swoje pomysły, jak istotna jest konsekwencja w dążeniu do celu. Nawet, a zwłaszcza wtedy, kiedy wydaje się nam, że jesteśmy już postawieni pod ścianą i nic więcej nie da się wycisnąć. Bo, owszem, może być tak, że przegramy. Ale równie dobrze możemy wygrać. O marzenia i o siebie trzeba walczyć. Wytrwale i nieustępliwie 🙂

A sam film i rola nominowanej do Oscara Jennifer Lawrence?

Mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony Joy oglądało mi się naprawdę przyjemnie, historia o wynalezieniu cudownego mopa wciągnęła mnie i trzymała w napięciu (chciałabym mieć takiego mopa, ale w Polsce chyba nie sprzedają, bu). Zdjęcia były dokładnie takie jak lubię, czyli wysmakowane, ładne, w klimacie epoki, puszczające do widza oko.

604316_2.1

Aktorzy też grali bez zarzutu, aczkolwiek nie mogę się pozbyć wrażenia, że Robert DeNiro nie odnajduje się w rolach dziadków i starszawych ojców. A może raczej: odnajduje się cały czas tak samo. To co było świeże i fajne w bardzo lubianej przeze mnie komedii Poznaj moich rodziców, powtarzane po raz milion pięćsetny przestaje cieszyć. Trochę szkoda, bo ja naprawdę uwielbiam tego aktora. A Jennifer Lawrence? Jak zwykle cudowna i śliczna, jak zwykle zagrała świetnie i pozwoliła mi zapomnieć o tym, że oglądam Jennifer Lawrence 😀 Oglądałam Joy.

Natomiast rozczarowało mnie trochę zakończenie. To był taki królik z kapelusza, zwrot o 180 stopni, nagły i dziwny. To znaczy, oczywiście już na początku seansu wiadomo, jak ta historia się skończy. Wiadomo, że skończy się dobrze. Ale między upadkiem bohaterki na dno, a powstaniem jak feniks z popiołów powinien być jakiś łącznik, jakaś wyraźna droga, jakiś wyraźny bodziec. A tu mi tego zabrakło, niestety. Średnio mi się też podobało połączenie życia Joy z telenowelą oglądaną przez jej matkę. To taki trochę zabieg na siłę, żeby było oryginalnie, charakternie, inaczej. Zupełnie niepotrzebny.


Jeśli szukacie filmu, który podniesie Was na duchu, da kopa do działania, motywację i energię, a przede wszystkim pozwoli uwierzyć w siebie, to pędźcie do kina i oglądajcie Joy. Bo warto 🙂

Moja ocena: 6,5/10

  • Aga

    bardzo bardzo podobał mi się ten film i odniosłam podobne wrażenie do Ciebie. tak samo uwielbiam Jennifer Lawre i uważam, że De Niro stać na więcej. A co do mopa – to gdzieś w Polsce można chyba dorwać jakieś podróbki, bo pamiętam, że jakiś czas temu moja babcia byla takim zachwycona 😉
    zapraszam na mojego bloga. recenzja Joy już od jakiegoś czasu do przeczytania 🙂 pozdrawiam 🙂

  • O samym filmie przeczytałam dużo negatywnych recenzji więc nie palę się do obejrzenia, mimo sympatii do J.Law. Zwłaszcza, że poprzednie jej projekty z Davidem O. Russelem mnie nie zachwyciły.

    • Mi się podobało „American Hustle”, natomiast nie przepadam za „Poradnikiem pozytywnego myślenia” 🙂 A na recenzje jakoś nie patrzyłam, bo w ramach corocznego projektu „Oscary” staram się obejrzeć jak najwięcej filmów nominowanych w najważniejszych kategoriach 🙂

  • Jak dla mnie film nudny do bólu!Wyłączyłam po pół godzinie.Skusiłam się oglądając zajawki w kinie. Strasznie się zawiodłam.

    • Ciekawe, bo mam kilka zastrzeżeń do tego filmu, ale akurat ostatnią rzeczą jaką bym o nim powiedziała, to że był nudny. Ile ludzi, tyle opinii 🙂

%d bloggers like this: