Kryminalna zima w Skrytce: „Arena Szczurów” Marek Krajewski

1

Kryminały Marka Krajewskiego czytam od bardzo dawna, znam wszystkie i jest on jednym z pierwszych polskich autorów, którego pokochałam (długo byłam dość oporna w kwestii rodzimej literatury). Dlatego każda jego nowa powieść to dla mnie pretekst do błyskawicznej wizyty w księgarni i naprawdę duża radość. Nawet jeśli nie do końca trafi ona w moje gusta (a tak było w choćby w przypadku przedostatniej powieści Władca liczb) czas spędzony z jego powieściami nigdy nie jest stracony. A jeśli książka idealnie wpisuje się w moje upodobania literackie? Wtedy jest wprost genialnie!

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że Arena tak naprawdę nie jest typowym kryminałem. Nie ma tu właściwie żadnej zagadki, nie ma tajemnic do rozwikłania. Oczywiście autor nie odkrywa wszystkich kart od razu, a fabuła trochę zaskakuje, ale nie do tego stopnia żeby powieść tę nazwać kryminałem sensu stricte. Dużo tu natomiast brutalności, mocnych scen, mrocznych stron ludzkiej natury, brudu, smrodu i daleko posuniętego naturalizmu. Trochę jest też akcji, ale bez przesady. Gdybym miała zakwalifikować Arenę do jakiegoś typu książek (tylko w sumie po co?), to może obyczajowa sensacja z mocnymi elementami naturalistycznymi? Sama nie wiem 🙂

W każdym razie jest to obowiązkowa pozycja dla fanów cyklu z Edwardem Popielskim, bo więcej o Łyssym nie poczytamy. To ostatni tom serii i moim zdaniem jeden z ciekawszych i bardziej oryginalnych. Jest rok 1948 r., a my razem z ukrywającym się przed ubecją Popielskim przenosimy się do nadmorskiego, letniego Darłowa, gdzie grasuje gwałciciel gryzący swoje ofiary i roznoszący śmiertelną chorobę. Wokół panoszy się nowa, jedyna słuszna władza, a prym wiodą okrutni i tyranizujący świat żołnierze radzieccy. Nie jest kolorowo. Popielski oczywiście zajmie się sprawą gwałciciela i tym samym przeżyje niewyobrażalny wprost koszmar. Pozna czym jest prawdziwe piekło na ziemi i zostanie postawiony przez los przed bardzo, bardzo trudnym pytaniem.

Co jest w tej powieści najlepsze? Przede wszystkim Krajewski jest doskonałym rzemieślnikiem, mistrzowsko posługuje się językiem, a jego książki czyta się z prawdziwą przyjemnością. Nie ma tu tak typowego dla polskich (i nie tylko) autorów kryminałów językowego niechlujstwa. Wszystko jest ładne i dopracowane. Zachwyciło mnie też genialne malowanie scen przez Krajewskiego. Ten facet jest absolutnym mistrzem opisów! A mimo że, jak już wspomniałam nie jest to typowy kryminał, akcja trzyma w napięciu, nie ma dłużyzn, nudy. Do tego wszystkiego jest też trochę filozoficznie, a czytelnik po lekturze ma się nad czym zastanowić.

Minusów właściwie nie widzę, bo Arena szczurów to pięknie napisana, mądra powieść, stawiająca przed czytelnikiem pytania, wzbudzająca emocje i wciągająca. W czasie przeglądania opinii innych czytelników, mignęło mi gdzieś coś o sporym błędzie logicznym w fabule, ale prawdę powiedziawszy ja ich nie wychwyciłam. Może nie analizowałam tekstu zbyt dokładnie? Poza tym, jeśli ktoś oczekuje klasycznego kryminału, w formie do której przyzwyczaił nas Krajewski, to może się nieco zawieść.

Arena szczurów stała się jedną z moich ulubionych powieści Krajewskiego i będę ją zachwalać i polecać. Każdemu kto lubi dobrą, mocną i niebanalną literaturę. Każdemu, kto czasem gustuje w nieco cięższych, mroczniejszych klimatach. Naprawdę warto wziąć udział w ostatniej przygodzie Edwarda Popielskiego! W Skrytkowej Skali Kryminału powieść otrzymuje trochę mniej punktów niż powinna, bo to tak naprawdę nie jest  kryminał. No i flaków było sporo 😉 Ale wiecie co? Ta książka jest tak dobra, że nawet flaki wybaczam 😀

Skrytkowa Skala Kryminału: 16/20
Moja ocena: 8,5/10
  • Nie jestem fanem kryminału, ale ta książka ciekawie się zapowiada. Jak znajdę chwilę to z przyjemnością po nią sięgnę. A może zacząć przygodę z Edwardem od pierwszej książki czy nie ma to znaczenia, że zacznę od końca?

    • Zdecydowanie lepiej zacząć od początku, czyli od „Głowy Minotaura”, postać Popielskiego ma całą skomplikowaną historię, która na przestrzeni kolejnych tomów się rozwija. Z drugiej strony, wydaje mi się, że rozpoczęcie przygody od ostatniego tomu nie jest znów taką wielką zbrodnią 🙂 A. I jest tu tylko jeden mały szkopuł: „Głowa Minotaura” jest pierwszym tomem o Popielskim i … ostatnim o Eberhardzie Mocku i jest łącznikiem między tymi dwoma cyklami 🙂

  • Przeczytałam cały cykl o Eberhardzie Mocku – Krajewski podbił moje serce nie tyle świetnym warsztatem, co faktem, że historie przez niego opowiadane mają miejsce w moim ukochanym Wrocławiu. Mieszkam w nim od urodzenia i fantastycznie czytało mi się te książki, łącząc znane mi, współczesne miejsca, z ich historycznymi odpowiednikami.

    Głowę Minotaura czytałam, ale to już nie było dla mnie to samo i jakoś nie mogę się przekonać do kontynuacji. Bardzo nie lubię zmiany głównych bohaterów, a Mocka darzyłam ogromną sympatią.

    • A ja mam na odwrót 😉 Czytałam i ceniłam Krajewskiego „od zawsze”, ale zdecydowanie bardziej przywiązałam się do Popielskiego. Eberhard był super i faktycznie obraz Wrocławia – bezcenny, ale to Łyssy skradł moje serducho 😀

  • Pingback: Mock - Marek Krajewski - recenzja - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: