Pewność siebie, czyli moje 4 filary odwagi

Kiedyś, zupełnie przypadkiem, brałam udział w rekrutacji stażystów. Oferta nie była wcale super-atrakcyjna, więc też nie można się było spodziewać kwiatu polskich absolwentów, ale jednak wymogiem było ukończenie studiów o kierunku prawo/psychologia/ewentualnie pedagogika. Innymi słowy, miałam do czynienia wyłącznie z osobami w wieku lat dwudziestu paru, z wyższym wykształceniem zdobytym w znacznej większości na Uniwersytecie Gdańskim, kilkoro z kandydatów robiło podyplomówki. Właściwie każdy coś tam na studiach działał, jakieś praktyki, kursy językowe, dodatkowe zajęcia, hobby. Generalnie na podstawie CV wydawało się, że pojawią się normalne, fajne osoby, z pozytywnym podejściem do świata, posiadające pewność siebie. A tymczasem…

To był dla mnie szok. Ludzie, którzy przyszli na rozmowy kwalifikacyjne byli… straszni. Większość z nich nie patrzyła w czasie rozmowy w oczy, nie potrafiła odpowiedzieć pełnym zdaniem na zadane pytanie, jąkała się, gubiła we własnej wypowiedzi. Jeszcze inni gadali bzdury, udawali nie-wiadomo-kogo i popisywali się, robiąc z siebie idiotów. Osoba, która decydowała o zatrudnieniu była zniesmaczona, aczkolwiek nie widziałam na jej twarzy jakiegoś szczególnego zdziwienia, wydawała się raczej przyzwyczajona. W końcu, w drugim rzucie rekrutacji udało się kogoś znaleźć. Co prawda wybrana osoba niespecjalnie posiadała kwalifikacje, ale za to była w miarę normalna, a rozmowa z nią nie była drogą przez mękę.

I wiecie, co było w tym wszystkim najgorsze? Ci ludzie mieli wszystko – ładne CV, dobrą, normalną prezencję, pełne uzębienie, czyste, eleganckie ciuchy i sympatyczne głosy. Mieli wszystko, oprócz… pewności siebie. Byli tak przerażeni zwykłą rozmową kwalifikacyjną, o głupi staż, który dla nikogo z nich na pewno nie był pracą marzeń, że paraliżowało ich to w sposób totalny.

Wtedy zrozumiałam jak bardzo ważna, jak istotna i elementarna w życiu jest pewność siebie. Bez niej ciężko nam jest znaleźć dobrą pracę, fajnego partnera i jakoś trudno o pełne zadowolenie z siebie i życia. O, jaka ona jest ważna! Tylko jak ją, u licha, zbudować?!

Niestety, naszą pewność siebie budują (albo rujnują…) nasi rodzice od samego początku. I najczęściej mimo, że chcą dobrze, to popełniają masę błędów. Tym bardziej, że pewność siebie jest ściśle skorelowana z poczuciem własnej wartości, które to poczucie często jest zupełnie przypadkiem niszczone w domu, w szkole, w grupach towarzyskich. Dlatego zazwyczaj, już jako dorośli, musimy sobie radzić jakoś sami. Szukamy wtedy pewności siebie w różnych miejscach, dowartościowujemy się na przeróżne sposoby. Ludzie kupują sobie super samochody, wielkie mieszkania/domy/rezydencje, inwestują w drogie ubrania, operacje plastyczne. Inni szukają potwierdzania swojej wartości w rodzinie: w idealnym mężu (musi być idealny!), w idealnych dzieciach (muszą być najlepsze!), w idealnie spędzanych weekendach. Jednak, z czasem okazuje się, że to wszystko zawodzi. Komornik zajmuje dom i samochód, uroda przemija, dzieci dorastają i spędzają rozkoszne chwile na wagarach i paleniu marihuany, a mąż ma dość wiecznej presji i ucieka gdzie pieprz rośnie. A ta mozolnie budowana pewność siebie znika z dnia na dzień. Bo wszystko co pochodzi z zewnątrz jest ulotne i może przeminąć. Nie tędy droga.

Przynajmniej nie moja droga 😀 Nie zawsze byłam pewna siebie, teraz zresztą też nie jestem mistrzynią przebojowości i jako introwertyk, wcale nie lubię być w centrum wszechświata. Przeciwnie. Ale nie miałam nigdy problemów z rozmowami kwalifikacyjnymi (mam dużą skuteczność 😉 ), nie boję się dzwonić, nie boję się załatwienia spraw w banku czy urzędzie ani poznawania nowych ludzi, lubię rozmowy w obcym języku, nawet jeśli trochę go kaleczę. Kiedyś było dużo gorzej, bo przed każdym telefonem cierpiałam katusze, a poznawanie nowych ludzi było dla mnie istną drogą przez mękę.  Jednak trochę z wiekiem, a trochę w wyniku pracy nad sobą pewność siebie do mnie przyszła. I w tej chwili jej poziom w zupełności mi wystarcza. A buduję ją na kilku filarach. Czterech dokładnie 🙂

Ufam innym ludziom

Kiedy ktoś mnie chwali, komplementuje i mówi coś miłego biorę to za dobrą monetę. To znaczy, owszem, wiem, że ludziom zdarza się bajerować, ściemniać i mówić coś, czego naprawdę nie myślą, tylko po to, by sprawić komuś przyjemność czy się podlizać. Ale wiecie co? Nie zamierzam roztrząsać czy komplement był szczery czy nie. Po co? Przyjmuję, że był i tyle. Poza tym co do zasady ufam w ludzkie intencje. Nie robię z góry negatywnych założeń i raczej jestem skłonna uwierzyć w to, że ktoś miał gorszy dzień, że coś mu się wymsknęło przez przypadek, niż w to, że celowo chciał mi zrobić przykrość. Dzięki takiemu podejściu nie stresuję się kontaktami z innymi 😀

Jestem zadowolona z siebie

Z siebie. Ze swojej osoby. Chociaż mam genialnego męża, boskiego syna, to nie szukam w ich osobach potwierdzenia swojej wartości (chociaż po kimś te geny zajebistości Hubert ma, co nie?). To, że im coś wychodzi nie sprawia, że ja się czuję lepsza. Cieszę się ich sukcesami, przejmuję porażkami, ale szczerze mówiąc, jak Hubson będzie miał same pały w szkole, nie wpłynie to na moją pewność siebie i poczucie własnej wartości. Jak będzie miał piątki też nie wpłynie.

Czuję się za to pewna siebie dlatego, że to ja jestem fajną osobą. Po prostu. Taką z którą można porozmawiać na wiele tematów. Inteligentną, ambitną, oczytaną, z własnym zdaniem i sporą wiedzą ogólną. Jestem uczciwa, uczynna, dobra. Wesoła, pozytywna, aktywna. Życiowo ogarnięta.

Jestem dumna z tego co robię

Jestem dumna z tego, że skończyłam studia z oceną bardzo dobrą na dyplomie i mimo, że już wtedy wiedziałam, że to nie jest moja droga, dostałam się na aplikację radcowską (żeby mieć wybór). Jestem dumna, że znam dobrze angielski i hiszpański na średnim poziomie (trochę trzeba by go odrestaurować, ale nie jest źle). Jestem dumna z tego, że moje dziecko jest zadbane, szczęśliwe, cały czas uśmiechnięte, bo to znaczy, że robię dobrą robotę jako mama. Jestem dumna z tego, że moje małżeństwo trwa już piąty rok i jest szczęśliwe i udane. Jestem dumna z tego, że prowadzę bloga, którego odwiedza coraz więcej osób. Jestem dumna z tego, że czytam minimum jedną książkę tygodniowo. Jestem dumna z tych rzeczy, które kiedyś zrobiłam i które robię dzisiaj. Staram się doceniać swoje sukcesy i nie powiększać niepotrzebnie porażek.

Nie przejmuję się tym co ludzie pomyślą

Jeszcze parę lat temu wymienienie tych wszystkich cech (i to jeszcze publicznie!) byłoby dla mnie czymś niewyobrażalnym. Pomijając już to, że wcale tak o sobie nie myślałam, bo skupiałam się raczej na swoich słabych punktach, moją największą bolączką było to co pomyśleliby sobie o mnie inni. Teraz już nie. Bo szczerze mówiąc zupełnie przestało mnie to obchodzić. To znaczy, nie zrozumcie mnie źle. Nadal ważne jest dla mnie to co myślą o moich działaniach bliscy. Chciałabym również, żeby to co piszę przynosiło jakąś szeroko pojętą wartość moim czytelnikom, więc siłą rzeczy interesuje mnie Wasze zdanie. Jestem zawsze otwarta na pozytywną krytykę (czyli taką, której celem jest korygowanie moich obiektywnie mylnych przekonań lub która jest kulturalnym wyrażeniem własnego, odmiennego zdania). Na przykład: może ktoś przeczyta ten tekst i stwierdzi, że moje filary wcale nie są dobrym sposobem na budowanie swojej pewności siebie. I napisze, dlaczego tak uważa. Wtedy ja się nad sobą zastanowię i być może przyznam mu racje. Natomiast zupełnie mnie nie interesuje, czy ktoś przeczyta mój tekst i pomyśli sobie: co za zadufana w sobie baba. przecież to nie są żadne osiągnięcia. Spoko. Niech tak myśli. Jego prawo. Ja tam swoje wiem ;).


A Wy? Na czym budujecie swoją pewność siebie? Pracujecie nad nią? W jaki sposób? Dzielcie się doświadczeniami!

  • Ja nadal się stresuję, gdy muszę gdzieś zadzwonić, iść do ZUSu itp. Stresuję się, ale to robię i nawet wiem, jak rozmawiać 😉
    Co nie zmienia faktu, że wielkiej przyjemności mi to nie sprawia :p

    • No przyjemności to faktycznie nie sprawia 😀 Ja miałam kiedyś z tym koszmarny problem, w ogóle z telefonami. Teraz działam na zasadzie automatu i w sumie wcale się nie zastanawiam 🙂

  • Praca nad wewnętrzną pewnością siebie jest trudna. Człowiek trudzi się całe życie, aby stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie: jestem z siebie dumna. Przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że nasza odmienność jest normalną sprawą. Nie wolno porównywać siebie do innych i próbować ich naśladować. Wtedy możemy zabić nasze prawdziwe oblicze. To do dzieła, pracujmy nad swoją samooceną 🙂

  • Przede wszystkim podoba mi się Twój pomysł z motywacyjnymi poniedziałkami. Co do pewności siebie to konsekwentnie rozwijam ten temat na swoim blogu. W moim przypadku bardzo pomógł sport i aktywność fizyczna. Na szczęście mam też przyjaciela, z którym motywowaliśmy się wzajemnie i wzajemnie wyznaczaliśmy sobie zadania do zrealizowania (najczęściej różnego rodzaju podejścia do płci przeciwnej). Za każdym okazywało się, że nie jest to takie straszne jakim się wcześniej wydawało 🙂

    • Taki przyjaciel to baaaardzo dobra rzecz! I to prawda: sport pomaga. Po pierwsze czujemy się lepiej w swoim ciele, a po drugie wyzwalają się endorfiny 🙂

%d bloggers like this: