Kulturalne podsumowanie roku cz. 1 – książki

DSC_0884

Czyli najlepsze i najgorsze książki, zaskoczenia i rozczarowania czytelnicze oraz trochę wniosków! O rany! Ile się tego zebrało! Chciałam początkowo zrobić jeden ogólny wpis podsumowujący mój kulturalny rok, ale okazało się, że byłby zdecydowanie zbyt obszerny. Tyle udało mi się przeczytać, obejrzeć, posłuchać w tym roku 🙂 Postanowiłam więc rozbić swoje podsumowanie i osobny wpis poświęcam przeczytanym książkom. Jutro poczęstuję Was resztą, a więc filmami, serialami, muzyką, teatrem i różnościami!

Swoją drogą robienie takiego podsumowania to naprawdę genialna zabawa. Przypominanie sobie tych wszystkich miłych chwil spędzonych przy lekturze, wyciąganie wniosków (czytam za mało klasyki, reportażu i powieści historycznych!) było dla mnie wielką frajdą 😀 Niby nie sięga się po książki dla liczb, ale przyjemnie tak sobie wszystko przeanalizować! No i mam nadzieję, że Wam będzie się to równie miło czytało, jak mi pisało 🙂 Zaczynajmy!

Liczba przeczytanych książek

W 2015 roku przeczytałam (licząc również te pozycje, które rzuciłam w kąt po kilkudziesięciu stronach) 70 książek. Nigdy nie byłam zwolennikiem wyścigowego czytelnictwa (ale moje minimum od kilku lat to pięćdziesiąt dwie pozycje!), jednak sądzę, że gdybym mniej czasu spędzała na bezmyślnym scrollowaniu komórki mogłoby ich być nieco więcej 😉 Z pewnością też był to rok baaaardzo grubych powieści (co zresztą widać na zdjęciach!). Największe wrażenie robią potężne tomiszcza Ksiąg JakubowychDrogi królów oraz Ziemiomorza (ale z tym to trochę oszustwo, bo na razie przeczytałam tylko Czarnoksiężnika z Archipelagu). Generalnie jestem zadowolona, bo jak na moje możliwości czasowe (małe dziecko, prowadzenie domu, blogowanie) to całkiem niezły wynik, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku przeczytam trochę więcej pozycji. Tyle ich na mnie czeka na moim stosisku to be read!

podsumowanie_wszystkie

Wszystkie przeczytane w tym roku książki, poza jedną co była z biblioteki, trzema co były pożyczone od rodziny i jednym audiobookiem!

Gatunki

O losie. Wiecie jakie powieści lubię najbardziej? Fantasy i historyczne. Oraz klasykę literatury! A tymczasem patrzę na swoje konto na Lubimy czytać, a tam… Z klasyki skończyłam raptem jedną powieść (doskonałe Panine z Cranford) i znajduję się w jakiś 2/3 Wojny i pokoju. Możemy tu jeszcze nieco na siłę wrzucić Dolinę Issy Miłosza oraz Ursulę LeGuin. I co? I koniec! Z fantastyką jest nieco lepiej, bo oprócz jedenastu pozycji z szeroko rozumianego gatunku (wchodzą w to fantasy, sci-fi, horror, dystopia) czytam cały czas Kroniki Amberu Rogera Zelazny’ego. Natomiast jeśli chodzi o powieść historyczną to był to chyba najgorszy rok w moim życiu, bo przeczytałam raptem dwie! Dwie! Na szczęście obie są o średniowieczu (bo średniowiecze wymiata!)

Najwięcej czasu spędziłam przy książkach obyczajowych i to nie dziwi mnie wcale. Osiem kryminałów to również idealna proporcja, jak na moje preferencje czytelnicze.

Oprócz tego mam za sobą jeden reportaż (!), pięć wywiadów-rzek, dwie książki napisane na podstawie blogów. Żadnej biografii.

Największe rozczarowanie

Nie mam tu najmniejszych wątpliwości. Największym rozczarowaniem było Światło, którego nie widać Anthony’ego Doerra. Bardzo dużo obiecywałam sobie po tej powieści. Bo Pulitzer, bo ciekawy temat, bo piękny tytuł. Tymczasem sposób pisania Doerra bardzo mnie zawiódł, a książka po prostu wynudziła śmiertelnie. Przeczytałam dwieście stron i dałam sobie spokój. Zdecydowanie nie zaiskrzyło między nami 🙁

Największe pozytywne zaskoczenie

Czyli książka po której nie spodziewałam się wiele, a zostałam bardzo mile zaskoczona. A były nią opowiadania Sylwii Chutnik W krainie czarów (klik), po które sięgnęłam wyłącznie dlatego, że były nominowane do Nike. Spodziewałam się (przepraszam za dosadność) jakiegoś feministycznego pitolenia z mocno udziwnionym językiem, a dostałam świetnie napisane, poruszające historie od których nie mogłam się oderwać. Do tego pięknie wydane!

Najgorsze książki

Tu nie miałam problemów 😉

  1. Klątwa tygrysa Colleen Houck. Nie dokończyłam tego dzieła. Straszny język, straszne grafomaństwo, straszna nuda, spaprany całkiem ciekawy pomysł. Aż się przykro robi, że ktoś wydaje takie powieści, serio.
  2. Motylek Katarzyna Puzyńska. Ble. Recenzja tu (klik).
  3. Kurort amnezja Anna Fryczkowska. Książka ta zajęła trzecie miejsce tylko dlatego, że ją dokończyłam. Motylka mi się nawet kończyć nie chciało, więc dostał drugą lokatę. Straszne nudziarstwo. Przykład na to jak nie należy pisać kryminałów/sensacji.

Najlepsze książki

Nie potrafię wyróżnić tylko trzech 🙂 Z każdej kategorii stworzyłam więc podium 😀

Fantastyka/powieść historyczna: 

  1. Droga królów Brandon Sanderson (klik). Monumentalne dzieło, niezwykły świat. Wybaczyłam nawet dłużyzny, powtórzenia i błędy, bo przygody Kaladina i spółki czytało mi się fenomenalnie. Żeby dokończyć tę książkę wstałam o 4 rano, więc sami rozumiecie…
  2. Królowie przeklęci Maurice Druon. Historyczno-polityczna uczta dla każdego wielbiciela średniowiecza i serialu House of cards. Dobrze napisany, wciągający cykl, który z każdą kolejną powieścią rozkręca się coraz bardziej.
  3. Czarnoksiężnik z Archipelagu Ursula LeGuin. To jest coś więcej niż zwykłe fantasy. Z tej powieści bije mądrość, głębia i tajemnica. Absolutna klasyka, którą trzeba znać!

Kryminał (i sami Polacy!):

  1. Tajemnica domu Helclów Maria Szymiczkowa (klik). Retro kryminał, doskonała literacka zabawa, klasa sama w sobie. Wciąga, bawi, cieszy, a momentami nawet zmusza do myślenia.
  2. Ziarno prawdy Zygmunt Miłoszewski (klik). Cała trylogia Miłoszewskiego o prokuratorze Szackim jest niezła, ale to właśnie ta część najbardziej utkwiła mi w pamięci i chyba najbardziej mi się spodobała.
  3. Arena szczurów Marek Krajewski. Doskonała rzecz, co prawda w tym kryminale samego kryminału jest niewiele, ale od tej perfekcyjnie napisanej książki trudno się oderwać!

Powieść obyczajowa:

  1. Drach Szczepan Twardoch (kilk). Czyli najbardziej obiecujący polski pisarz młodego pokolenia w wybornej formie.
  2. Dwór Isaac Bashevis Singer. Niezwykła saga rodzinna osadzona w środowisku Żydów osiadłych na terenie Polski w II połowie XIX wieku. Pierwsza część wspaniałej, mądrej, ciekawej i pięknie napisanej dylogii
  3. Strach Anatolij Rybakow. Mocna książka o czasach stalinowskiego terroru w ZSRR z bardzo interesującym tłem obyczajowym.

Inne:

  1. Zorkowania Agnieszka Kaługa. Książka, która wbiła mnie w fotel. Tyle.
  2. Wszystko zależy od przyimka, czyli genialne rozmowy Jerzego Sosnowskiego o języku z Bralczykiem, Markowski i Miodkiem.
  3. Dwa wywiady-rzeki z księdzem Janem Kaczkowskim (klik). Bardzo budująca, ciekawa i mądra lektura.

A Wy?Jesteście zadowoleni ze swoich czytelniczych osiągnięć? Ile książek przeczytaliście? Które były najciekawsze? A o których chcecie jak najszybciej zapomnieć? Dzielcie się!

  • Zgadzam się co do Światła, którego nie widać. Doczytałam do końca, ale bez większych fajerwerków. Książka jak dla mnie tylko dobra, bez ochów i achów. Zaskoczyło mnie ujęcie Motylka w najgorszych książkach. Ja całą sagę przeczytałam z wielką przyjemnością. O twardochu czytałam wiele różnych opinii i muszę w końcu sięgnąć po jego książki 😉

    • O! Myślałam, że jestem jedyną osobą na świecie, która nie zachwyca się książką Doerra 🙂 Twardocha polecam bardzo, a co do „Motylka” to z wielu względów mnie ta książka zawiodła i do mnie nie trafiła, między innymi bardzo mi przeszkadzały podobieństwa do książek Camilli Lackberg.

      • Camilli Lackberg ciągle przede mną, więc sama rozumiesz, że nie mogłam mieć takich zarzutów 😉 Niestety, ale Doerr mnie nie powalił jak oczekiwałam aczkolwiek mimo że fabuła nie jest spektakularna to język jest naprawdę piękny i poruszający 😉 Także nie była to dla mnie taka tragedia jak dla |Ciebie i przeczytałam do końca. 😉

    • Masz rację, język jest w dużej mierze bardzo ładny 🙂 Aczkolwiek było parę fragmentów, które mnie troszkę rozbawiły (były nieco zbyt „poetyckie”). Natomiast najbardziej mnie zdenerwowało to, że ta powieść była po prostu nudna.

  • sarakzb

    Aż weszłam na swoje konto na lubimyczytac.pl by sprawdzić, ile przeczytałam w tym roku 😉 I wychodzi mi marne 12. Ech, a były czasy, że czytałam co dwa dni nową książkę…Jednak przy dziecku, pracy i domu i literaturze branżowej, której nie liczę oraz powrotach do znanych książek (w tym roku miałam jakąś nostalgię i w wakacje czytałam powieści, które lubiłam jako nastolatka), te 12 nowych książek to dla mnie i tak sporo.

    • Wiadomo – każdy ma tyle czasu ile ma, a najważniejsze jest to żeby po prostu czytać 🙂 Ja mam świra na punkcie literatury i autentycznie potrafię wstać w środku nocy i czytać dwie godziny albo obudzić się o czwartej rano i skończyć książkę. Jednak jestem dość specyficznym przypadkiem 😀 Zresztą, kiedy siedzi się w domu z dzieckiem to jakoś czasu na czytanie jest więcej – bo przy karmieniu przeczytam parę stron, na spacerze posłucham audiobooka, w czasie ssaczej drzemki też, a nadzorując zabawę zawsze mam ze sobą książkę (choć teraz mój syn mi przeszkadza i chce przewracać strony 😉 ).

  • m.

    Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że w przerwach między rozdziałami scrolluję telefon i się zapominam! Z racji, że w tym roku kończyłam jeszcze polonistykę, to lektur, do których nie zapałałam miłością było w pierwszej połowie roku znacznie więcej. Teraz już czysta przyjemność sięgania po każdą kolejną. Świetnie zrobić taki czytelniczy rachunek sumienia! U mnie zdecydowanie w kategorii fabuła zwyciężyłaby Donna Tart i jej „Szczygieł”. To było tyyyyle stron szczęścia, zaangażowania umysłu, zaciekawienia, napięcia! A o pozostałych dwóch ulubieńcach piszę u siebie. Masz rację, robienie takich podsumowań to świetna zabawa! 😀 Pozdrawiam.

    • Oooo! „Szczygła” już kupiłam i teraz czeka w czytelniczej kolejce. Na pewno zabiorę się za niego w 2016 roku 😀

  • Wow…! Ja w 2015 roku przeczytałam raptem kilka (tak, tak, kilka!) książek. W tym dwie z nich tuż po świętach. Nawet nie zamierzam brać udziału w czytelniczych wyzwaniach- będę szczęśliwa, jeśli w 2016 będzie tych książek kilkanaście 😉

    • Zawsze powtarzam: nie liczy się ilość, a fakt, że się w ogóle czyta 🙂 Nie każdy ma przecież czas i ochotę na czytanie kilku książek tygodniowo i to jest w pełni zrozumiałe 🙂

%d bloggers like this: