Doskonały kryminał na jesienny wieczór!

DSC_0229

Dziewiętnastowieczny na wskroś mieszczański Kraków. Matrony zacięcie rywalizujące o lepsze miejsca w operze, których największą ambicją jest zrobienie obiadu. Przedsiębiorcza i lekko znudzona dość monotonnym życiem profesorowa Szczupaczyńska. Zbrodnia. Te wszystkie elementy składają się na absolutnie fantastyczny kryminał Tajemnica domu Helclów autorstwa Maryli Szymiczkowej.

Pod nazwiskiem Maryli Szymiczkowej kryją się dwaj polscy autorzy: Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński. Nie stanowi to zresztą żadnej tajemnicy, bo czytelnik dowiaduje się tego już z okładki. Po co więc całe to zamieszanie z posługiwaniem się innym nazwiskiem? Otóż z kartek książki wyraźnie przebija do nas osobowość autorki, która sama jest tutaj literacką kreacją. Autor oprócz fabuły i bohaterów książki, tworzy też jej autora. Prawdziwa incepcja! Autor w autorze 😉 Autor tworzy autora, który tworzy bohaterów. Rozumiecie? Książkę napisała Maryla Szymiczkowa, którą powołali do życia Denhel i Tarczyński. Bardzo mi się taka zabawa formą spodobała.

Oprócz takiego sprytnego, choć zapewne niełatwego zabiegu, Tajemnica domu Helclów kryje też wiele innych zalet. Przede wszystkim jest to dobry, lekki i sympatyczny kryminał. Przyjemnie się go czyta, rozwiązanie jest interesujące i niebanalne. Może akcja nie gna z prędkością światła, bo jednak dzieje się w nieco monotonnym, mieszczańskim środowisku, ale posuwa się wystarczająco szybko, żeby nie zanudzić czytelnika i wzbudzić w nim dreszczyk emocji. Do tego sam klimat powieści, opisy Krakowa, jego ulic i codziennego życia jego mieszkańców to prawdziwy cymes. A jeśli dodamy ładny, odpowiednio stylizowany język, dostajemy coś, co musi się czytelnikowi spodobać. Jeśli już się czepiać, to okładki. Powinna być bardziej retro i twarda. Cała reszta książki jest doskonała.

Lecz największą zaletą Tajemnicy domu Helclów doskonale wykreowane postacie z główną bohaterką na czele. Profesorowa Szczupaczyńska jest wszystkim tym, co nas mierzi w sztampowej kreacji mieszczańskiej pani domu. Reprezentuje ona dulszczyznę przekraczającą granice przyzwoitości, determinację w pięciu się po szczeblach drabiny społecznej, próżność, fałsz i przebiegłość. Z drugiej strony widać, że te normy (tak! te zachowania to są właśnie mieszczańskie normy ówczesnych czasów!) zostały profesorowej z góry narzucone i momentami przestaje się ona mieścić w tym wąskim i do bólu nudnym świecie. Mamy postać kobiecą, którą granice wyznaczone przez kulturę i społeczeństwo mocno ograniczają i której niezmiernie trudno w takich warunkach rozwinąć skrzydła. Świat oczekuje od niej jedynie trzydaniowego obiadu, a ona powoli się w tym dusi. Ucieka w książki Edgara Allana Poego i w rozwiązywanie zagadek kryminalnych. Choć oczywiście nie zapomina przy tym wszystkim o obowiązkach przykładnej pani domu. Ta postać, która trochę się nie mieści w świecie, w którym przyszło jej żyć, ale od niego nie ucieka, a próbuje go poszerzać, ta postać, która jest w gruncie rzeczy dobra i kochająca (co nie znaczy, że pozbawiona przebiegłości, sprytu i egoizmu), sprawia, że książka oprócz bycia tym wszystkim czym jest, jest też po prostu bardzo, bardzo dobrą literaturą.


Polecam Wam z całego serca kryminał Maryli Szymiczkowej, który ma w sobie wszystko to co naprawdę dobra książka mieć powinna. Warto oderwać się na chwilę od codzienności, spędzić te kilka godzin w dziewiętnastowiecznym Krakowie, rozkoszując się przygodami profesorowej Szczupaczyńskiej. Mam tylko nadzieję, że Maryla Szymiczkowa nie odda się wyłącznie pischingerom i pozwoli nam i cudownej profesorowej przeżyć jeszcze nie jedną kryminalną przygodę!

Moja ocena: 9/10

%d bloggers like this: