Motywacyjny poniedziałek: moja baaardzo ambitna lista życiowych celów

kaboompics.com_Personal organizer and pink flowers on desk

Siedzę sobie spokojnie w piątkowy poranek przy kawie i zadowolona z siebie przeglądam Facebooka. Ja: taka pełna wielkich planów, ambicji, pomysłów. Tyle rzeczy zrobię: do Włoch pojadę, własny biznes rozpocznę, stado dzieci urodzę, zdrowo odżywiać siebie i rodzinę swą będę. Przecież wszyściutko mam spisane, wynotowane. Wiem, czego chcę. I ja – taka wspaniała i gotowa realizować wszystkie te plany – w pewnym momencie trafiam na ten artykuł Edyty (klik). I dobre samopoczucie szlag trafia. Bo moja lista życiowych celów… Cóż…

Zrobiłam ją dwa lata temu. Są na niej między innymi wizyta w Berlinie, objazdowa wycieczka po Italii, zdrowe odżywianie się i udział w biegu na 10 kilometrów. I kilkadziesiąt innych pomysłów. Wszystkie (co do jednego) są nie tylko możliwe do realizacji. One są w realizacji stosunkowo łatwe. Wydawałoby się, że w ciągu dwóch lat powinnam część z nich wykonać. Bo skoro są takie proste…

A ja… Ja praktycznie nic z tej mojej listy nie zrealizowałam. Oczywiście nie jest tak, że moje życie nie poszło do przodu, że przez te dwa lata nic się nie zmieniło. Oj, zmieniło się dużo. I to nie tylko przez to, że powiększyła nam się rodzina. Co więcej, na najbliższą przyszłość mam dość ambitne plany i jestem u progu ich realizacji (aktualnie na etapie lekkiego zwątpienia w siebie i w realność swoich zamierzeń, ale wiem, że to tylko faza, która minie). Jak więc się stało, że mimo wielkiej rewolucji, która dokonała się w moim życiu w ostatnich dwóch latach, do której zaliczam choćby: dziecko, nowe mieszkanie, blogowanie czy stawianie pierwszych kroków w kierunku zmiany życia zawodowego, z mojej listy nie wykonałam NIC?

Otóż uświadomiłam sobie (a właściwie uświadomiła mi to Edyta): moja lista jest do bani! Dlaczego? Z kilku powodów. Przede wszystkim to co się na niej znajduje to asekuranckie, nudne cele. Nie ma tam mega ambitnych pomysłów na podbój świata. Nie ma tam rzeczy, na których mi tak naprawdę, naprawdę bardzo zależy. Kiedy ją pisałam, myślałam sobie: to dam radę zrobić – wpisuję. A to jest mało realne/trudne do wykonania, więc lepiej to pominąć. Straszny bezsens.

Do tego cele są zapisane w sposób bardzo ogólnikowy – żaden z nich nie ma konkretnego terminu realizacji. Żaden! To jak ma mnie to motywować do działania, skoro daję sobie czas do niewiadomokiedymożenigdy?

Na dokładkę część z nich jest nudnawa i wpisana na siłę, po to żeby coś było. A po co robić coś na czym mi w rzeczywistości wcale nie zależy?

No i zmieniłam listę. Jest znacznie krótsza, ale za to konkretna. Prawdziwa. Moja. Zmieniłam swoją listę i teraz ona ROZWALA SYSTEM. 

Bo są na niej cele, na myśl o których dostaję gęsiej skórki z emocji.

Bo są na niej konkretne terminy realizacji.

Bo ogromna część z moich celów ma być zrealizowana w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.

Bo wszystko, co na tej liście się znalazło, jest wielkie i ważne.

Bo wcale nie wiem, czy mi się uda.

Choć oczywiście w to wierzę 🙂

Bo uświadomiłam sobie, jak wiele mogę zdziałać. I jak dużo ode mnie zależy.

Chcecie przykładu? No to proszę. Cel: zrobić remont kuchni i mieć ją perfekcyjnie urządzoną. Czas na realizację: do 31.12.2016 roku. Jest konkret. Stanowczo i na temat. Oczywiście – remont kuchni to nie jest akurat jeden z tych wielkich celów, ale o tych wielkich, osobistych pisać nie zamierzam. Wiadomo 😉 Ale skonstruowane są w taki sam sposób.

Z czasem zamierzam tę listę uzupełniać o więcej szczegółów – na przykład dołączyć zdjęcia czy projekty wymarzonej kuchni. Dzięki temu będzie to bardziej konkretne. A im bardziej konkretne będzie – tym większa motywacja do realizacji listy.


To jak? Chcecie motywacyjnego kopa? Piszcie swoje listy! A po pozytywną inspirację, motywację i codzienną porcję pozytywnej energii wpadajcie do Edyty (klik)

Niech moc, siła i walka będą z Wami. I Waszymi listami celów!

  • I bardzo pięknie to brzmi 🙂 Gratulacje!

  • Znaleźć miłość swojego życia 😀

  • Ja taką listę zrobiłam w maju i dopiero w maju sprawdzę co udało mi się zrobić 🙂

  • Aga

    u Ciebie jest motywacyjny poniedziałek, a u mnie chyba będzie wtorek! dzięki za posta, już czytając go oraz post Edyty poczułam ciarki na plecach. zabieram się za moją listę celów 😉

%d bloggers like this: