Dlaczego warto czytać książki nominowane do Nagrody Literackiej Nike?

nike

Oraz kilka słów o tym, komu ta nagroda się należy i dlaczego tą osobą nie jest Olga Tokarczuk. 

Postanowiłam sobie, że w tym roku przeczytam jak najwięcej książek nominowanych do Nike. Z góry wiedziałam, że nie sięgnę po poezję (w tym momencie moje życie gna tak szybko, że nie mam czasu i nastroju nawet na mojego ukochanego Herberta, a co dopiero na nowości) i skupię się raczej na powieściach. Ostatecznie udało mi się przeczytać aż siedem pozycji (planowałam/planuję sięgnąć jeszcze po Wschód Stasiuka i Matkę Makrynę Dehnela), z czego na blogu pojawiły się recenzje sześciu z nich. Były to:

Drach Szczepana Twardocha – powieść, ocena 9/10

Szum Magdaleny Tulli – powieść, ocena 5,5/10

Guguły Wioletty Grzegorzewskiej – powieść (?), ocena 7/10

W krainie czarów Sylwii Chutnik – zbiór opowiadań, ocena 8/10

Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk – powieść i tegoroczny zwycięzca, ocena 7/10

Sońka Ignacego Karpowicza – powieść, ocena 7/10

Angole Ewy Winnickiej – reportaż, nie pisałam o nim na blogu

drach_1

I może najpierw o tym, kto według mnie powinien był dostać w tym roku Nike (oczywiście wybór spośród tych książek, które przeczytałam). Otóż jedyną pozycją, która wywołała u mnie dziki entuzjazm połączony z chęcią wyjścia na ulicę i polecania powieści przypadkowym przechodniom był Drach Szczepana Twardocha. Zresztą ze Szczepanem nie pierwszy raz jest nam po drodze (klik) i liczę na to, że jeszcze niejedno udane spotkanie zaliczymy ;). O Drachu pisałam tak:

Drach to naprawdę bardzo dobra książka. Zarówno pod względem językowym, jak i fabularnym. Do tego ogromnym plusem jest skupienie się autora na tym, co jest mu bliskie, czyli na Śląsku właśnie. Nie jest może takim objawieniem, jakim była dla mnie Morfina, ale wynika to zapewne z tego, że po prostu Morfina była pierwsza, a jak śpiewał Cat Stevens first cut is the deepest.

Nike dla Tokarczuk? Cóż. Z jednej strony Księgi Jakubowe to jest dobra, pięknie wydana powieść, w którą autorka włożyła niewyobrażalną ilość pracy. Z drugiej czegoś mi w niej brakowało, momentami mnie nużyła, a przecież wybitność dzieła ocenia się nie po tym, ile powstawało, a po tym jak je odbieramy. Nie do końca też zrozumiałam to, co Tokarczuk chciała w Księgach przekazać. Może czytałam je za szybko? A może po prostu przy monumentalności powieści gdzieś zaginął jej sens? Tego się nie dowiem, choć przyznam szczerze, że tegoroczny zwycięzca u mnie zajmuje zaszczytną, drugą pozycję.

księgi_jakubowe_tokarczuk

Trochę wynika to z tego, że pozostałe pozycje mnie nie zachwyciły. Może z wyjątkiem opowiadań Sylwii Chutnik, bo W krainie czarów to kawał porządnej prozy, a ja z autorką spotkam się jeszcze nie jeden raz. Poza tym każda z nominowanych książek była pod wieloma względami dobra, ale ja oczekiwałam od nich czegoś więcej. No i wielkim rozczarowaniem był Szum Magdaleny Tulli, zupełnie mnie ta historia nie wzięła.

szum

A. Na siedem książek aż cztery nawiązują do II wojny światowej. Czyżby nasi współcześni pisarze nadal nie mogli się po niej otrząsnąć? Czy może jest to temat samograj, który, jeśli poruszony, daje gwarancję wpasowania się do kanonu współczesnej wartościowej literatury? A jeśli połączymy go z oryginalną formą i zabawą językiem, to nominacja do nagród i literacki Olimp gwarantowane? Ciekawe 😉

sońka_tytułowe

Na koniec odpowiadam sama sobie na pytanie: dlaczego warto czytać książki nominowane do Literackiej Nagrody Nike? Bo że warto, nie mam najmniejszych wątpliwości!

1. Nowe książkowe miłości

Dzięki temu wyzwaniu książkowemu sięgnęłam po pozycje, których inaczej prawdopodobnie nigdy bym nie ruszyła, a byłby to ogromny błąd. Tak było z Sylwią Chutnik, która jest moim małym objawieniem, tak było ze skądinąd bardzo dobrym reportażem Ewy Winnickiej (tematyka emigracyjna zupełnie mnie nie bierze).

2. Poszerzenie czytelniczych horyzontów

W ogóle współczesna polska proza to cały czas dla mnie terra incognita. Ale coraz mniej, między innymi dzięki samozaparciu w realizacji mojego małego wyzwania. Wiadomo, że to tylko nominacje, przyznane przez ludzi, którzy zapewne kierowali się również innymi względami niż literacki smak. Nie można zatem na tym poprzestawać, ale z pewnością klucz, jakim są nominacje, jest dobrą podstawą do poznawania nowych, ciekawych polskich pisarzy spoza swojego szablonu czytelniczego. Nawet jeśli nie zachwycą (jak Tulli), to nie będą tylko anonimowymi nazwiskami na półce w księgarni.


Więc sami widzicie: było warto! A ja w przyszłym roku z pewnością znowu wezmę listę nominacji, udam się do księgarni/biblioteki i będę czytać, czytać, czytać 🙂

  • Tokarczuk i Chutnik mam gdzieś tam na swojej liście do przeczytania, ale zupełnie nie ze względu na nominacje tylko ze względu na felietony, które czytam. Pozostałych nie mam w planie czytać. Nagrody czy nominacje nie są dla mnie wystarczającą rekomendacją.

    • Ja po Tokarczuk, Stasiuka i Dehnela planowałam sięgnąć już wcześniej, przed nominacjami. Resztę przeczytałam ze względu na nominacje, bo inaczej bym ich nie ruszyła. A tak z ciekawości: dlaczego nominacje nie są dla Ciebie wystarczającą rekomendacją? 🙂

      • Bo nie są robione z myślą o mnie, chyba tak najprościej. Nie wiem „kto” (znaczy jaki ma gust etc.) nominował i wybierał etc. Najprostszy przykład – Bator, którą się tak zachwycają nie mogę znieść od czasów „Japońskiego wachlarza” i jej pożal się boże wypocin do Wyborczej o Japonii etc. Przeczytałam „The Luminaries” (Wszystko co lśni) E. Catton (Booker 2013) i zastanawiałam się czym się tak zachwycają… Czytam nominowane/nagrodzone książki/osoby gdy mi to pasuje czyli krótko mówiąc korzystam z okazji, że do danych książek zazwyczaj jest łatwiejszy dostęp. Ostatnio z biblioteki wypożyczyłam tomik poetki serbskiej nominowany do nagrody Europejskiego Poety Wolności, ale o wyborze zaważyły inne rzeczy. To chyba tyle.
        Pozdrawiam.

        • Rozumiem 🙂 Czyli trochę na odwrót niż ja, bo ja ryzykuję, że mi się coś nie spodoba (i tak się faktycznie czasem dzieje). Jeśli zaś chodzi o Bator, to jestem w trakcie słuchania audiobooka „Ciemno, prawie noc” i podoba mi się bardzo. Z jednej strony wszystko jest kwestią gustu, z drugiej mam wrażenie, że faktycznie czasem jakiś pisarz staje się modny i to co pisze jest traktowane jak wybitna literatura, a w rzeczywistości ledwo da się to czytać 🙂

    • Ja też ryzykuję, że coś mi się nie spodoba nawet mimo rekomendacji zaufanych osób. No i część książek (zarówno z biblioteki jak i sklepu) wybieram na czuja, na podstawie opisu z okładki i przeczytanego fragmentu. W ten sposób wybrałam np. „Bardzo polską historię wszystkiego”, która przypadła mi do gustu.

      • No tak, zawsze się jakoś ryzykuje. Zdarza się nawet, że kolejna książka „sprawdzonego” autora okazuje się czytelniczym niewypałem 🙂

  • Czytałam „Szum” i przeczytałam tylko dlatego, żeby przeczytać. Zupełnie nie przemówiła do mnie ta książka… Ale jak „Drach” polecasz, to chyba się skuszę 😉

  • Ja jestem zadowolona z tego, że Tokarczuk dostała Nike, choć gdyby to był Twardoch też bym nie płakała. Jednak ”Księgi Jakubowe” zdecydowanie mnie urzekły, może też dlatego, że ogólnie interesuję się Jakubem Frankiem i dla mnie autorka naprawdę zrobiła kawał dobrej roboty.

    • Zrobiła, nie kwestionuję tego! A ja o Jakubie Franku usłyszałam po raz pierwszy właśnie dzięki powieści Tokarczuk i to faktycznie niezwykłą i przedziwna postać:)

  • Agnieszka1221

    Tutaj znajdziecie wszystkie informacje o nagrodzie literackiej NIKE. Cała historia w jednym miejscu, serdecznie polecam http://www.kreatywna.pl/kultura/ksiazki/nagroda-literacka-nike-skonczyla-19-lat-sprawdz-malo-znane-fakty-z-jej-funkcjonowania/

  • Pingback: Dom z witrażem - Żanna Słoniowska - recenzja - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: