Lekcje macierzyństwa: efektywna organizacja czasu

117H

Jeden znajomy, który obserwuje mnie na Instagramie stwierdził ostatnio, że mam chyba duuużo wolnego czasu, bo ciągle wrzucam zdjęcia książek. Mhm. Taaa. Siedzę w domu, czytam i tylko te socjal medja obsługuję. A dziecko samodzielne już takie – samo się przewija, samo się karmi. Dom sam się sprząta, skubany!

Mam taką samą dobę, jak każdy inny człowiek. Ma ona 24 godziny z których jakieś 6-7 przesypiam. Mam w domu małe, wymagające uwagi dziecko, mam męża, z którym chcę spędzać czas, rodziców, o których nie mogę zapominać, znajomych i przyjaciół, z którymi chcę się widywać, bloga, którego lubię pisać, dom, który nadal urządzam i w którym lubię mieć porządek, brzuch, który warto byłoby napełnić porządnym jedzeniem oraz ukształtować ćwiczeniami i tak, mam pasję, jaką jest literatura piękna oraz kilka innych, pomniejszych zainteresowań. I póki co udaje mi się jakoś łączyć te wszystkie sprawy, a urodzenie Lorda Ssakoliona tylko dodało mi poweru.

Daleko mi do mistrzostwa w organizacji czasu, i tak jak napisałam ostatnio: z małym dzieckiem w domu lepiej nic nie zakładać z góry, ale mniej więcej od połowy lipca wypracowałam sobie kilka zasad, których się trzymam i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem coraz lepiej zorganizowaną osobą. Bo mam jeszcze rezerwy wolnego czasu. I owszem, bywam pod koniec tygodnia padnięta, ale realizuję to, na czym mi naprawdę zależy!

1. Od 10 do 18 jestem w pracy

To jest czas, który zazwyczaj staram się spędzać baaaaardzo aktywnie. Poranki są spokojniejsze (choć oczywiście i tak w tym czasie robię przy Ssako dużo rzeczy), wieczory mają relaksować. A od 10 do 18 jestem aktywna. To jest czas na sprzątanie, gotowanie, pisanie bloga, spacer, załatwianie różnych spraw. Oczywiście nie jestem tak bardzo restrykcyjna, czasem sobie odpuszczam i przy popołudniowej drzemce Ssako relaksuję się przy kawie i książce. Czasem zaczynam aktywny dzień wcześniej. Czasem wyrobię się z zaplanowanymi obowiązkami szybciej. Lecz zasadą jest, że godziny w środku dnia przeznaczone są na czynności produktywne.

2. Weekend służy do odpoczynku

Staram się, żeby na sobotę i niedzielę nie zostawiać sobie pracy. Żadnej. Wolę w piątek wieczorem do 23 myć łazienkę i następnego dnia obudzić się w czystym i pachnącym domu, niż mieć rozwaloną sprzątaniem sobotę. Jeśli w piątek się nie wyrobię, staram się ogarnąć dom jeszcze przed południem. Niedziela zaś to dzień, w którym planowo nie robię nic, poza zabawą z dzieckiem i innymi przyjemnościami (książki, książki, książki) 🙂

3. Lista zadań i planowanie

Każdego dnia tworzę sobie w głowie możliwą do zrealizowania listę zadań, do której nie wliczam podstawowej opieki nad Ssakiem (karmienie, przewijanie, zabawa – zwykle łącznie około 5 godzin dziennie). Na przykład: spacer plus zakupy, ugotowanie obiadu, pranie, zrobienie zdjęć do wpisu na bloga, telefon do przychodni. Albo: spacer plus zakupy, prasowanie, obiad, wpis na bloga. Albo: sprzątanie podłóg, spacer, obiad. To są takie podstawowe rzeczy, które danego dnia muszę zrobić w pierwszej kolejności (i tak, spacer i obiad zazwyczaj się powtarzają 😉 ). Jeśli mi się to uda i będę miała dalej rezerwy czasowe, to zawsze mogę zrobić coś nadprogramowego. Do tego staram się planować w skali tygodnia – obiady (dzięki temu nie muszę się codziennie głowić nad tym co zjeść), spotkania towarzyskie (widzę wtedy, kiedy mam cały dzień na pracę, a kiedy dzień będzie bardziej rozrywkowy), wpisy na bloga.

4. Wielozadaniowość

Jeśli tylko mogę, robię kilka rzeczy na raz. Na spacerze słucham audiobooka, wymyślam tematy na wpisy albo planuję dalsze działania. Zawsze przy okazji robię zakupy. Podczas prasowania, sprzątania, gotowania czy robienia zdjęć na blog, sadzam Ssako w foteliku i z nim gadam. Albo załatwiam ważne telefony. On mnie w tym czasie bacznie obserwuje, słucha i zazwyczaj przednio się bawi.

5. Efektywne wykorzystywanie „pustych” minut

Takich chwil przy dziecku jest całe mnóstwo. Na przykład gotuję czajnik wody do wyparzenia ssaczej butelki. W tym czasie nigdy nie próżnuję – wyjmuję naczynia ze zmywarki, coś pozmywam, podleję kwiaty. Ssako odpoczywa po jedzeniu? Wiem, że zaraz pokarm mu się ułoży w brzuszku i zaczniemy się bawić. Jednak zanim to nastąpi, zdążę na przykład wstawić pranie albo je rozwiesić. Takich kilkuminutowych (bądź dłuższych) przestojów w ciągu dnia jest mnóstwo. Ich efektywne wykorzystanie daje co najmniej godzinę ekstra dziennie. Bo można w tym czasie scrollować fejsa na komórce i nie mieć z tych chwil nic poza irytacją. I zmarnować tę godzinę w ciągu dnia.

6. Robienie „na zapas”

Obiad robię często na dwa dni. Wpisy na bloga powstają często-gęsto po trzy na raz podczas ssaczej drzemki, kiedy dostaję natchnienia. Sprzątam dzień wcześniej niż zamierzałam. I potem mam czas. Wolny czas, który mogę w całości spędzić z synem, z Pawłem, mamą, przyjaciółką albo sama ze sobą.

7. Upraszczam co się da

Gotuję dania proste, szybkie i łatwe. Na co dzień maluję się bardzo lekko albo wcale. Fryzurę robię w dwie minuty (kitek, koczek albo warkocz). Ubrania mam skojarzone w praktyczne zestawy – nie muszę się zastanawiać przez godzinę, co na siebie włożyć. Wszędzie tam gdzie można coś uprościć i ułatwić – robię to.

A Wy? Jak sobie radzicie z organizacją czasu? Macie jakieś inne sprawdzone sposoby na zaginanie czasoprzestrzeni? 😀

  • Żaneta

    To wszystko brzmi bardzo przyjemnie 🙂 Niedługo będę rodzić dziecko i mam nadzieję, że uda mi się z tych rad skorzystać. Pozdrawiam 🙂

    • To powodzenia życzę! Lekkiego porodu i jak najwięcej przespanych nocy 😀

  • Nie mam dziecka, ale jako pedagog wiem jak wartościowy jest czas dla każdej mamy. Życzę powodzenia i dalszej zaradności bo bez niej ciężko ! 😉

%d bloggers like this: