Lekcje macierzyństwa: strach o dziecko

DSC_0661

Pierwotny plan był taki, że po prostu opiszę te parę nowych rzeczy, których w ciągu ostatnich miesięcy nauczyło mnie macierzyństwo. Ale zaczęłam w głowie układać post i wiecie co? Tego jest za dużo! Każda z tych małych lekcji, które dało mi życie zasługuje na osobny, dłuższy wpis. Dlatego dziś startuję z moimi lekcjami macierzyństwa, a zaczynam od tematu dość trudnego, czyli strachu o własne dziecko.

Kiedy byłam w ciąży moja mama powiedziała mi, że od kiedy mnie urodziła jej życie diametralnie się zmieniło. I wcale nie dlatego, że doszło jej obowiązków (radość z posiadania dziecka i przebywania z nim mamy chyba w genach). Ona zaczęła czuć wielki lęk, który towarzyszy jej z każdą minutą życia, aż do dziś. Lęk o mnie.

Taki strach czuje każda matka. I każda matka musi prędzej czy później nauczyć się z tym żyć. My (i jak przypuszczam większość rodziców) nie mamy łatwo. Ssako jak tylko wyjdzie z jednej choroby, zaraz ma drugą. Przez trzy miesiące kolejno zmagaliśmy się z: infekcją poporodową, podejrzeniem cytomegalii, nieprzybieraniem na wadze, nietolerancją laktozy. Teraz życie zafundowało nam asymetrię napięcia mięśniowego. Niby niewielką, niby nic, niby samo przechodzi, ale lepiej rehabilitować teraz, niż za parę lat użerać się ze skoliozą. A mój matczyny umysł oczywiście już się stresuje, wyolbrzymia i wymyśla czarne scenariusze. Ale wiecie co? Ja z nim walczę!

Zawsze może się coś stać, więc miej pokorę

Wszyscy ludzie: ja, Ty, ta piękna pani, którą właśnie minęłam na ulicy, jedziemy na tym samym wózku. Nikt z nas nie wie co się zdarzy jutro. Dziś jesteśmy piękni, zdrowi i młodzi, a jutro możemy mieć ciało całe w poparzeniach trzeciego stopnia. Albo diagnozę śmiertelnej choroby. Dziś mamy kupę kasy i najnowszy model BMW, a jutro możemy wszystko to stracić. Dziś mamy idealnie zdrowe dziecko, a jutro możemy mieć dziecko bardzo ciężko chore. Takie jest życie, a udawanie że jest inaczej, że choroby i nieszczęścia nas nie dotyczą, jest głupotą i naiwnością.

Istnieje takie bardzo niepopularne w dzisiejszych czasach słowo, czasem mam wrażenie, że zupełnie zapomniane: POKORA. I jeszcze drugie: WDZIĘCZNOŚĆ. Przyjmujmy z pokorą wszystko co nas spotyka. Nie oczekujmy od życia nie wiadomo czego. Najlepiej nie oczekujmy nic. Będzie co będzie. Bądźmy wdzięczni za to co dostaliśmy od losu, ale nie traktujmy dzisiejszego szczęścia jako coś co jest nam dane na zawsze. Bo prawda jest taka, że żeby przeżyć życie bez większych stresów i zawirowań trzeba mieć naprawdę niesamowitego farta. Z drugiej jednak strony, żeby przeżyć wielkie nieszczęście, takie jak ciężka choroba dziecka, trzeba mieć sporego pecha. Zazwyczaj rzeczywistość plasuje się gdzieś pomiędzy. Zazwyczaj, bo jak będzie w Twoim przypadku – dziś tego nie wiesz.

Jak więc można normalnie funkcjonować, ze świadomością, że to życie, które z takim mozołem budujemy, to dziecko, które z taką nadzieją spłodziliśmy, ta rodzina, którą tworzymy, może się w każdej chwili rozpaść na drobne kawałki? Jak z tym żyć?

Zabezpiecz się

Nie bądź jak ten konik polny, który śpiewał całe lato, a potem umarł z głodu. Gromadź zapasy, magazynuj siły. Twoim obowiązkiem jako rodzica jest czujność. Musisz, często mimo braku wiedzy medycznej i psychologicznej, wychwycić, że z Twoim dzieckiem dzieje się coś złego. Ale nie możesz zakładać, że na przykład brak uśmiechu od razu oznacza autyzm (przykład z życia mojego i licznych forów internetowych wzięty). Bo zapewne nie oznacza, a Ty myśląc o tym przeżyjesz chorobę dziecka, nawet jeśli okaże się idealnie zdrowe. Mierz się z problemami, wtedy gdy one powstają. Jeśli wyłącznie spodziewasz się problemu – zabezpiecz się i nie myśl już o nim. 

Koncentruj się na chwili obecnej

Stres i lęki miej lub bardziej uzasadnione nic Ci nie przyniosą. NIC. Dziś możesz się zamartwiać, że Twoje dziecko jeszcze nie chodzi, a jutro może wybuchnąć świat, a Ty jego ostatni dzień spędzisz przewidując u swojej latorośli kalectwo. Zamiast jemu zafundować zabawę życia, a sobie miły wieczór z książką i herbatą. Żyj teraźniejszością, jeśli dziś masz problem rozwiązuj go. Jeśli go nie masz: ciesz się życiem. Bez wybiegania myślami w przód. Maniakalne myślenie o przyszłości, o swoich lękach to marnowanie czasu.

Patrz w przyszłość z optymizmem

A jeśli już musisz sięgać myślami w przyszłość (a czasem jednak musisz) to myśl pozytywnie. Ale niech to nie będzie głupi optymizm w stylu: moje dziecko na pewno jest zdrowe, więc nic z tym co mnie zaniepokoiło nie zrobię/ lekarze są głupi i się mylą. Proponuję raczej rodzaj optymizmu, który zakłada możliwość powstania nieszczęścia, ale oczekuje tego co dobre. Spodziewaj się najlepszego, przygotuj się na najgorsze. 


Więc: najpierw zaakceptuj to że życie niesie dla Twojego dziecka różne niespodzianki, też te niemiłe, następnie zrób wszystko, by swoje dziecko przed nimi zabezpieczyć, potem przestań o tym myśleć i skupiaj się na problemach i radościach chwili obecnej, a gdy patrzysz w przyszłość – rób to z optymizmem. Trudne? Bardzo! Ale warto trenować. Bo dziecko wyczuwa Twoje lęki, strachy i niezadowolenie, a my, rodzice musimy być silni i twardzi. Czy tego chcemy, czy nie.

  • Z tego posta aż bije pozytywną energią i naprawdę mądrymi myślami. Cieszę się, że masz taką świadomość wszystkiego i dajesz sobie radę. 🙂

  • Anonim

    Moje maleństwo co prawda pojawi się na świecie za pare miesięcy, ale od momentu kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży nachodzą mnie takie przemyślenia…Czy wszystko będzie dobrze, czy urodzi się zdrowe, czy mogę temu jakoś zapobiec. Położne w przychodni, do której chodzę chyba już są przyzwyczajone do panikujących mamusiek, dlatego każdej odpowiadają „jak się urodzi, to będzie wiadomo czy zdrowe, czy chore”. Niektóre kobiety traktują to jako obrazę, brak zainteresowania pacjentką. Ja mam trochę luźne podejście. Cieszę się za każdym razem wychodząc z gabinetu, czy po badaniach, czy po USG. Bo słysząc, że wszystko jest ‚w normie’ uspokajam się i nie chcę dopuszczać złych myśli i negatywnego scenariusza. Wiadomo, że czas pokaże, jak to będzie wyglądać „w praniu”, ale wydaje mi się, że wszystko rodzi się w naszych głowach i zamiast zamartwiać się na zapas, trzeba się cieszyć każdym pozytywem. Pozdrawiam 🙂

    • Dokładnie tak! Życzę duuużo zdrowia dla Ciebie i Twojego Ssaka, niech zawsze wszystko będzie „w normie” 😀

%d bloggers like this: