Czy można planować czas mając w domu małe dziecko?

DSC_0175

Mi przychodzi to bez trudu. Codziennie udaje mi się zrealizować w co najmniej 85 procentach mój plan maksimum, zachowując przy tym zdrowie psychiczne i zapewniając mojemu małemu aniołkowi wszystko co najlepsze.

A mój mały aniołek leży cały dzień grzecznie w kołysce, gdy zgłodnieje delikatnie zakwili i cierpliwie czeka, aż mamusia skończy malować paznokcie i da mu troszkę mleczka. Śpi o stałych porach, robi jedną, pachnącą kupkę dziennie, nie ulewa i wiecie co? Wcale nie trzeba go nosić, kiedy ma gorszy humor, bo on ma zawsze doskonały humor. A ja pełna energii co rano zaczynam od przygotowania ciepłego śniadania i peelingu twarzy. Potem jest tylko lepiej. Nocami za to piszę książkę, ale kto potrzebuje snu? Wszystko według z góry założonego planu.

DSC_0509

Dobra. Starczy. Nabraliście się? Znaczy, że nie macie dzieci…

Może są na świecie niemowlęta i starsze dzieci, które pozwalają ich mamom na funkcjonowanie według planu. Może. Mój Ssak ma natomiast wymagania, które sprawiają, że o konkretnym, godzinowym planie nie ma w ogóle mowy. Owszem – muszę kilka razy dziennie przygotować ma butlę, nakarmić go, przewinąć, przebrać, ululać, wyprać jego rzeczy (jedna pralka dziennie!), wyprasować jego rzeczy, wyprowadzić go na spacer, umyć i uczesać siebie. Ssaczy cykl wygląda mniej więcej tak: jeść, defekacja, przewijak, teraz uleję na świeże ubranko, to mnie przebiorą, znowu przewijak, bawić się (najlepiej nosić po domu, żebym sobie oglądał, tylko bez zatrzymywania się, bo wtedy jest nudno), ulać na matkę, ulać na ojca, ulać na siebie, przebrać, w sumie to teraz już bym coś zakąsił, teraz zaraz TERAAAAZ łaaaaaaaaaaaa baaaaaaaa łaaa laaaaaaaaaaaaaaaaaaaa. A spróbuj rodzicu iść się wysikać przed karmieniem, które w zależności od nastroju Lorda może trwać pięć minut i zakończyć się dzikim jazgotem, bądź też przeciągnąć się w godzinną biesiadę. Spróbuj zajść do łazienki! Ryknie tak, że opieka społeczna przyleci w dwie minuty! I kiedy już w głowie zaczynają kiełkować odległe, słodkie wspomnienia życia kobiety bezdzietnej, Ssak się uśmiecha. I patrzy tymi ufnymi, szczęśliwymi oczami, jakby mówił, że kocha (a on po prostu chce żeby go nosić…). I już nie chcesz nic innego. No, może większą ilość takich słodkich Ssaków. Potem Ssak ulewa, a Ty stawiasz nad większą ilością Ssaków znak zapytania.

Rzeczywistość...

Rzeczywistość…

I tak biegną dni. Jedne lepsze, drugie gorsze, wszystkie, co oczywiste, skupione na ssaczych potrzebach i ssaczym życiu. Trudno zaplanować cokolwiek konkretnego, bo skąd wiadomo, kiedy Lord będzie spał, kiedy się obudzi, kiedy będzie chciał leżeć sam w łóżeczku i gapić się na obijak, a kiedy dokona kolejnego skoku rozwojowego i świadomie chwyci za nogę Żyrafkę Sophie (EDIT: ten tekst pisałam parę tygodni temu, teraz Ssak świadomie wpycha Żyrafę do buzi, liże ją i obmacuje. Jestem z niego taka dumna!)? Nawet tak zdawałoby się stałe punkty dnia, jak spacer ulegają modyfikacjom (jak choćby teraz – mieliśmy być na spacerze, ale nie jesteśmy, bo burza). Jak więc mając małe dziecko w domu zrobić coś więcej niż umycie zębów i szybki prysznic?

Od dwóch miesięcy szukam odpowiedzi na to pytanie. Zależy mi bardzo na tym żeby poza opieką nad dzieckiem robić jakieś inne, bardziej dorosłe rzeczy. Chcę dbać o siebie i nie chcę stać się zaniedbaną mamuśką, która potrafi opowiadać wyłącznie o swoim słodkim maleństwie, mamusi syneczku, cium cium cium. Żeby jednak tak było, muszę gdzieś znaleźć ten słody środek między zaangażowanym rodzicielstwem, a realizowaniem siebie.

Jak na razie nawet mi się to udaje. Pisałam jakiś czas temu o swoich planach na wakacje i ja je realizuję. Jak? O tym będzie kiedy indziej, gdy uznam, że moje metody działają długofalowo (EDIT: działają coraz lepiej, a post się właśnie pisze 😉 Ale jedno już dziś wiem na pewno. Mając w domu małe dziecko można/powinno się planować czas. Lepiej jednak nic nie zakładać z góry. Bo na sto procent coś pójdzie nie tak 😉 Ten, kto twierdzi inaczej – nie ma dzieci!

%d bloggers like this: