Dwa kłamstwa o macierzyństwie, które mi wmówiono

do_wpisu

A ja w nie (niestety) uwierzyłam.

Kiedy zostaniesz matką, wszystko będziesz wiedziała

Nie wiem skąd wzięło się to idiotyczne przeświadczenie, że kobieta z chwilą narodzin dziecka staje się skarbnicą wiedzy o sposobach jego wychowywania, a instynkt macierzyński podpowiada jej każdy krok. Gówno prawda. Rodzicielstwa, tak jak wszystkiego trzeba się po prostu nauczyć. I to nie z książek, ale z praktyki z żywym, konkretnym egzemplarzem. Kiedy Ssak się urodził wszystko było nowe, a ja zrobiłam całą masę błędów. Syn był przegrzewany, źle noszony, a ja nie umiałam go karmić piersią i bałam się przewijać. Do tego zmęczenie poporodowe nie pomagało mi zupełnie. Do dziś zresztą uczę się swojego dziecka, a jego potrzeby nie zawsze są dla mnie jasne i oczywiste. Często muszę się nieźle nagłowić, zanim dojdę do tego czego on właściwie chce. Chociaż muszę przyznać, że z dnia na dzień jest coraz lepiej, a ja staję się ekspertem od obsługi Ssaka. Po ponad dwóch miesiącach… Może są matki, które już przy pierwszym dziecku są pewne swego, zdecydowane i świetnie to dziecko czytające. Może. Ale większość po prostu musi się wszystkiego nauczyć. Często na błędach.

                             20150813_06512720150813_065107

                            20150813_06491220150813_064811

Wmawianie kobietom, że po porodzie od razu będą wyczuwały potrzeby swoich dzieci, że nikt inny nie będzie lepiej wiedział, jak opiekować się ich niemowlakiem, jest głupotą i może prowadzić do frustracji, szukania na siłę samodzielności i niesłuchania dobrych rad. Bo ja Wam powiem szczerze, że choć naprawdę nienawidzę wtrącania się w moje wychowywanie Buberta i mam zawsze ochotę rozszarpać taką (to zawsze jest kobieta…) mądralę, to jednak kilka rad danych wbrew mojej woli okazało się przydatnych. Warto czasem słuchać i nie załamywać się, że nie jesteśmy alfą i omegą w trzy dni po porodzie.

Macierzyństwo zabierze ci życie

 Pamiętam taką burzę w internecie. Po jakimś tekście, na którymś z blogów (chyba u Radomskiej, ale głowy sobie urwać za to nie dam) pojawiła się dyskusja, w której bardzo duża ilość nieszczęśliwych matek wylewała swoje frustracje. Że przemęczone, że samotne, że niespełnione. Że żałują. Że tęsknią za swoim przedprokreacyjnym życiem. Przeraziło mnie to. Do tego liczne słowa koleżanek, które w dużym skrócie brzmiały: korzystaj z życia teraz, jak jesteś w ciąży, bo potem… Miało nastąpić to mityczne potem, które będzie korowodem nieprzespanych nocy, trudów i ciężkiej pracy ponad siły. Więc nastawiałam się, że przez pierwsze lata życia moich dzieci będę się musiała po prostu przemęczyć, zacisnąć zęby i przetrwać ten horror. Bo potomstwo to musi być coś trudnego, coś wymagającego poświęceń. Trochę się bałam. O przyjemnościach płynących z rodzicielstwa nie mówił prawie nikt.

20150813_06475620150813_06480920150813_06510620150813_064819

I wiecie co? To jest gówno prawda z tym przemęczeniem, frustracją, stresem. Teraz jest najlepszy, najpiękniejszy czas w moim życiu. Każda chwila ze Ssakiem jest cudem, nawet ta kiedy ostatnio po mega upalnym dniu wył przez kilkanaście minut, bo zobaczył, że chcę mu po kąpieli ubrać bodziaka. I to nie jest tak, że nie mamy problemów. Mamy. Bubi miał infekcję poporodową, podejrzenie cytomegalii, torbielkę w mózgu i od urodzenia zmaga się z problemami gastrycznymi (nietolerancja laktozy i niewiadomego pochodzenia alergia). Niby nic strasznego, bo z infekcji wyszedł, cytomegalii nie ma, torbielka się wchłania, a z brzuszkiem już sobie nieźle radzimy. Ale pierwsze dwa miesiące życia to był korowód wizyt lekarskich, nerwów i modlitw, żeby przeciwciała cytomegalii mu spadły (bo ta choroba to prawdziwe gówno). Bywa też, że jest mi zwyczajnie trudno, bo muszę się przy nim zdrowo nabiegać. Lubię też wymyślać mu nowe choroby, martwić się niepotrzebnie i na zapas.

Ale nigdy w życiu nie byłam bardziej na swoim miejscu niż teraz, a każdy dzień przynosi nam nową, piękną zabawę i radość. Do tego mam czas na czytanie, pisanie bloga, spotkania towarzyskie. Fakt, że mam cudownego męża, który się bardzo angażuje. Fakt, że mam pięć minut od domu mamę, która uwielbia Ssaka, pomaga mi, czasem z nim zostanie, a my możemy iść gdzieś sami. Fakt, że większość upalnych dni spędzamy w ogródku, popijając schłodzone napoje i świeże mleko z piersi. Fakt, że nie przejmuję się aż tak bardzo tym, że w domu jest nieposprzątane, a na obiad jemy kanapki. No bo co z tego?

Macierzyństwo nie musi być wcale męczące i frustrujące. Macierzyństwo to mogą być najpiękniejsze chwile w życiu. Wiem, że dzieci są różne, a Bubi jest raczej prostym w obsłudze egzemplarzem. Wiem, że nie każdy ma tak komfortowe warunki jak ja. Ale moja radość bierze się przede wszystkim z wielkiej miłości do małego Ssaczka-Ulewaczka. Z patrzenia jak rośnie i z dnia na dzień uczy się nowych rzeczy. Z bycia z nim. 

A kiedy piszę te słowa mój cudowny syn leży obok, gada do siebie i testuje możliwości swojego głosu. Przed chwilą po raz pierwszy powiedział: ge ogu. Ge ogu. Czy może istnieć większe szczęście w życiu?


Dlatego ten tekst kieruję przede wszystkim do przyszłych matek. Nie dajcie sobie wmówić bzdur! Macierzyństwo to piękna podróż, której jednak trzeba się nauczyć. Macie prawo czegoś nie wiedzieć. I macie prawo być szczęśliwe. A kiedy Wy będziecie szczęśliwe, to szczęśliwe też będą Wasze Ssaki!

  • Paulina

    Podpisuję się obydwoma rękoma. Dziecko w niczym nie przeszkadza, jeśli tylko ma się podstawowe zdolności organizacyjne. A co do magicznej wiedzy po porodzie: jak ja się cieszyłam, że miałam koło siebie mamę i starszą siostrę! Zgadzam się z Tobą, że wmawianie kobietom mitów jest nieodpowiedzialne i szkodliwe. Tak samo z resztą jak opowiadanie ciężarnym koszmarów o porodach.

    • Zgadzam się! Straszenie porodem jest okropne i niestety bardzo częste. A przecież każdy poród jest inny i nie każdy musi mieć po nim traumę. Znam osoby, które dobrze zniosły porody. Ja swój wspominam średnio, ale moment kiedy usłyszałam krzyk syna zrekompensował mi cały ból. Najpiękniejsza chwila w życiu 🙂

  • Fajnie, że o tym piszesz! Nie jestem jeszcze matką, ale są mi znane te mity. Zwłazcza o tym, że macierzyństwo ogranicza, na nic nie ma czasu, nigdzie nie da się wyjść i co więcej, zabieranie małego dziecka na imieniny jest nawet bleee bo jak można tak długo z nim siedzieć? Będę matką to sama się przekonam, ale nie chciałabym, żeby moje życie przestało wtedy istnieć, bo z dzieckiem też można wyjść 😉

  • Sama nie widzę się w roli matki- za bardzo lubię swój styl życia a poza tym nie czuję instynktu macierzyńskiego. Mi wydaje się, że w tym micie o tym, że macierzyństwo zabiera ci życie coś jednak jest bo przecież twoje życie całkowicie się zmienia a dotychczasowe przyjemności są przy małym dziecku dosyć ograniczone bo nie zawsze jest z kim zostawić maluszka. Raczej nie wyobrażam sobie żeby moja mama jako potencjalna babcia zgodziła się zostać z dzieckiem bo ja chcę sobie w spokoju posiedzieć i poczytać książkę bez myślenia, że dziecko może się zaraz obudzić.

    • Nie każdy chce mieć dziecko i nie każdy musi je mieć. To raczej jasne 🙂 I wiadomo, że życie się zmienia, przede wszystkim dochodzi olbrzymia odpowiedzialność i taki wieczny „stand-by”. Oraz poczucie nieuniknioności – z dziecka się już raczej nie wypiszesz. Bzdurą natomiast jest mit macierzyństwa (czy rodzicielstwa) jako jakiejś niewoli, utraty. A czas na przyjemności? Nie wiem czy mam go mniej niż kiedy chodziłam do pracy. Póki co chyba więcej 🙂 I nie dlatego, że moja mama pilnuje Huberta (została z nim na razie dwa razy), tylko dlatego, że on czasem śpi, czasem bawi się sam, czasem bawi się z tatą, a zazwyczaj zabawa z nim jest dla mnie przyjemnością największą 😀

%d bloggers like this: