Na co warto wydawać pieniądze?

DSC_0140

Jestem raczej minimalistką zakupową. Mam jeden podkład, jeden puder, jeden tusz do rzęs, jedną odżywkę do włosów. W tym roku kupiłam sobie jedną parę butów i kilka ubrań ciążowych (musiałam!). Na pomysł nabycia dużego mieszkania reagowałam buntem, bo na co komu 90 metrów pustej przestrzeni i kolejny kredyt hipoteczny?! (po czasie stwierdzam, że to był jednak dobry pomysł, w naszej starej kawalerce mogłoby być z Bubim trochę ciasnawo…). Uważam, że większość naszych potrzeb kreowana jest przez wysokiej klasy specjalistów od marketingu, którzy najchętniej wcisnęliby ludziom swoją kupę (wybaczcie – kupy to u mnie temat bardzo na czasie…) i wzięli za nią majątek. Widać to bardzo dobrze w przypadku produktów dla dzieci, z których większość jest im zupełnie niepotrzebna, a rodzicom wciska się do głów, że bez karuzeli z projektorem, odtwarzaczem muzyki i funkcją kołysania ich niemowlę będzie nieszczęśliwe i (co gorsze!) głupsze niż inne dzieci w gminie.

Dlatego nie lubię wydawać pieniędzy, wolę je już gromadzić. Jednak prawda jest taka, że nie mam też ciśnienia na zarabianie ich w jakichś wielkich rozmiarach. Ważne, żeby starczyło na życie codzienne, kredyt, wychowanie dzieci. Na rzeczy niezbędne. I żebym mogła coś tam zaoszczędzić, bo zapasik na koncie buduje u mnie poczucie bezpieczeństwa. Są jednak trzy rzeczy, które mogę mieć, tylko jeśli mam za nie czym zapłacić, a bez których nie wyobrażam sobie życia. Trzy rzeczy, na które naprawdę warto wydać nawet bardzo dużo złotówek i dla których te złotówki warto mieć. Są to:

1. Książki

Kocham czytać – to wiecie. Ale poza tym, że uwielbiam pogrążać się w lekturze, uwielbiam gromadzić książki (dlatego nie jestem fanem czytników. Kuszą one wygodą i łatwym dostępem do lektur, ale nie dają namacalnej przyjemności posiadania). Mamy w tej chwili w domu około tysiąca książek. A ja wciąż kupuję nowe. Zazwyczaj dwie, trzy w miesiącu. Czasem więcej, rzadko mniej. Nie szkoda mi na nie żadnej złotówki. I to nie jest tak, że gromadzę je przypadkowo. Nie. Ja spełniam swoje marzenie. Zawsze śniłam o wielkiej bibliotece. Pełnej naprawdę wartościowych pozycji, klasyki, książek historycznych, filozoficznych oraz współczesnych, ciekawych autorów. Po co? Bo stosy książek to najpiękniejsza dekoracja mieszkania. Bo potem będą je czytały moje dzieci, bo mogę je pożyczać rodzinie i znajomym (co o dziwo bardzo lubię robić!). Bo kiedy patrzę na swoje regały, wspominam piękne chwile, które spędziłam w ich towarzystwie. Dlatego każda wydana na nie złotówka była tego warta!

2. Naprawdę dobre jedzenie

Uwielbiam dobrze zjeść! I pisząc dobrze mam na myśli dwie rzeczy. Po pierwsze nie żałuję pieniędzy wydanych na jedzenie zdrowe, wartościowe, takie, dzięki któremu będę się czuła dobrze, a mój organizm będzie zadowolony. Na szczęście zdrowa żywność nie musi być jakoś wyjątkowo droga, ale nawet gdyby była – i tak uważam, że warto dbać o swój organizm i nie karmić się syfem. Po drugie, nie szkoda mi złotówek na jedzenie pyszne, wyjątkowe, szlachetne. Kilkadziesiąt złotych za butelkę wina? Proszę bardzo! Trzydaniowy obiad w dobrej restauracji? Zawsze! Egzotyczna przyprawa w mojej kuchni? Tak, tak, tak! Kuchnia stanowi ogromną część dziedzictwa kulturowego, poznając nowe smaki – poznajemy świat. Jedzenie naprawdę smacznych rzeczy jest po prostu niezwykle przyjemne, choć ulotne. W końcu: wybitna kuchnia to forma sztuki, wyrażania siebie, a najlepsi kucharze, to wielcy artyści. Jedząc, obcujemy ze sztuką.

3. Podróże

Małe i duże 🙂 To moja największa inwestycja we wspomnienia, czyli w coś, co będę miała, dopóki starcza demencja nie zeżre mi mózgu. W ogóle takie inwestowanie we wspomnienia, czyli wydawanie pieniędzy na coś, co długo zostanie w naszej pamięci, to najsensowniejszy sposób pozbywania się kasy. Dlatego zawsze będę przekładała kupno biletu na samolot nad kupno nowych butów czy ratę za lepszy samochód. Bo czy za dziesięć lat będę z nostalgią wspominała zachód słońca na włoskiej plaży, szalone tańce na Kubie, treking w Bieszczadach czy złożoną w całość kupę metalu, która po kilku latach straciła na wartości 50%? 🙂


A Wy? Chętnie wydajecie pieniądze? Wolicie je gromadzić w skarpecie? A jeśli już rozstajecie się ze swoją kasą, to na co najchętniej ją wymieniacie?

  • Zdecydowanie zgadzam się z każdym punktem. 🙂 Zwłaszcza na podróże!

  • Wielka biblioteczka – całkowicie popieram! To też moje marzenie, ale na razie tworzą ją dość ostrożnie, zabiorę się za to porządnie, gdy już przeprowadzimy się do własnego mieszkania – przeprowadzki z toną książek nie są niczym fajnym… Najwięcej wydaje na różnego rodzaju gadżety do domu, koszyczki, pościel, itp., jakoś trzeba się urządzić 🙂

    • Oj tak. Kiedy przeprowadzaliśmy się do obecnego mieszkania, najwięcej kartonów zajęły właśnie książki! Były dosłownie bardzo ciężko 😉

  • Zgadzam się z tymi punktami, chociaż ja wydaję też na inne rzeczy 🙂 U mnie królują książki, zwłaszcza książki fantastyczne i biografie, na nie nigdy nie żałuję pieniędzy. Dodatkowo wydaję mi się, że lepiej kupować mniej i rzadziej, ale dobrze jakościowo – zasada dotyczy szczególnie ubrań i akcesoriów. Pozdrawiam 🙂

    • To prawda. Mam na przykład sandały,które nie były najtańsze (mimo że w przecenie) i chodzę w nich już trzecie lato. Do wszystkiego mi pasują, są bardzo wygodne i niezniszczalne 🙂

  • są rzeczy na które nie opłaca się oszczędzać – jedzenie, buty i podróże 🙂

  • To dość ciekawe pytanie, które dla każdego może znaczyć coś innego:) na pewno nie wolno oszczędzać na zdrowie, dobre jedzenie, podróże.

%d bloggers like this: