Typowy Polak na wakacjach

SONY DSC

Czyli o pogardzie słów kilka.

Przyjęło się, zwłaszcza w środowiskach tzw. oświeconych (młodzi, wykształceni, z miast dużych) narzekać na przerażające, wywołujące zażenowanie i lęk zjawisko pt. Polak na wakacjach. Od wielu lat na różnych blogach, portalach i w gazetach krytykowanie typowych dla naszych rodaków zachowań jest na porządku dziennym. Piętnowane są różne przejawy rzekomej polskości: stroje (że skarpety z sandałami, że sakiewki na pas, że tandeta, że wieś), klaskanie w samolocie, pijaństwo, zbiorowe natarcia na szwedzkie stoły, narzekanie, brak kultury, nieznajomość języka i lokalnych zwyczajów. To taka top lista naszych narodowych przywar urlopowych. Odmieniana też przez wszystkie przypadki w czasie spotkań inteligentnych i oświeconych z równie inteligentnymi i oświeconymi. Kiwanie główkami, pełne zrozumienia dla ciężkiej, urlopowej doli współrozmówcy spojrzenia. Oj znam to, znam. A wiecie co ja Wam powiem? LUDZIE! WYLUZUJCIE!

Nie jestem weteranem wycieczek zorganizowanych (nie lubię tej atmosfery, wakacyjnych znajomości, szybkiego spoufalania się i z góry narzuconych planów), ale kilka razy w życiu miałam przyjemność w takowych uczestniczyć. Nie mogę powiedzieć, że nigdy nie westchnęłam sama do siebie i nie rzucałam na boki karcących spojrzeń. Owszem, były takie sytuacje. Najbardziej pamiętna będzie historia pana w kubotach opierającego się o egipską rzeźbę mającą parę tysięcy lat 😀 Tak, ten pan był Polakiem. Nigdy też nie zapomnę koszmarnej podróży autokarem do Włoch, podczas której grupka chamów i prostaków urządziła sobie pijacką imprezkę, terroryzując przy okazji cały autokar, z rezydentką włącznie. To był horror, ale za to niektóre cytaty członków wesołej kompanii weszły na stałe do naszego rodzinnego slangu i funkcjonują w nim do dziś jako doskonały wewnętrzny żart. I tak. Uważam, że klaskanie w samolocie jest głupie.

Zgadzam się w całej rozciągłości, że są pewne zachowania, które trzeba piętnować i na które zgody wyrazić nie można. Takie jak uchlewanie się i robienie awantur. Takie jak dewastacja mienia, czy wyśmiewanie innych ludzi i innych kultur. Generalnie wszystko to, co wynika z braku szacunku dla innych, rani ich, przeszkadza. To jest złe, o tym trzeba mówić.

A od siebie i innych wymagać: szacunku dla drugiego człowieka. Dla jego wolnego czasu i jego przestrzeni osobistej.

A przy okazji, bo w końcu o moich krajanach mowa, trzeba sobie zadać pytanie, czy takie nieakceptowalne zachowania są wyłącznie polską domeną? Bo ja pamiętam dobrze telewizyjne newsy o tym, jak to na rynku w Krakowie do niektórych restauracji nie chcieli wpuszczać Anglików. Pamiętam też promy kursujące na linii Gdańsk-Karlskrona, gdzie otumanieni łatwo dostępną wódą Szwedzi po godzinie od wypłynięcia wdzięcznie zataczali się po pokładzie. I nie. Nie było sztormu. A to przecież wydawałoby się takie kulturalne narody… Nie to co my, chamy z Cebulandii, śmierdzące czosnkiem…

Jednak poza tą kategorią zachowań, która powinna być piętnowana, bez względu na to, czy ma miejsce na wakacjach, w pracy, czy na ulicy i bez względu, kto jej dokonuje, leży cała skala wyśmiewanych i wywołujących politowanie przywar narodowych, wynikających głównie z polskiego nieobycia. Czyli to nieszczęsne klaskanie, bazarowe stroje, piwo od rana, czy usilne próby porozumiewania się z każdym po polsku. I tu już, piętnowanie takich zachowań jest złe. I bardzo źle świadczy o osobie, która to robi.Bo ta krytyka nie jest wcale wyrażana w trosce o naszą reputację na świecie (która wcale nie jest taka tragiczna, jak nam się wydaje).

U podstaw tych wszystkich narzekań i zmartwień leży coś, czego nienawidzę: pogarda.

Pogarda dla ludzi, którzy są od nas rzekomo mniej wyrobieni, żeby nie zaryzykować stwierdzenia: prymitywniejsi. Którzy mają swój sposób na spędzanie wolnego czasu, być może dla nas trudny do zaakceptowania i narażający nas na wrażenia estetyczne rodem z koszmaru. Ale to jest ich prawo. Ich prawem jest ubrać się tak, jak chcą, narzekać na co chcą, bratać się z innymi sobie podobnymi ludźmi i korzystać do woli z opcji all inclusive, za którą przecież zapłacili. Są na wakacjach i mają prawo się dobrze bawić. Na swoich warunkach, które Tobie wcale nie muszą się podobać.

Apeluję! Zaakceptujmy naszych współtowarzyszy podróży takimi, jakimi są. Nie godząc się na brak szacunku i chamstwo, jednocześnie pamiętajmy, że obgadywanie kogoś dlatego, że siedzi nad basenem, a nie na plaży, nosi kuboty i zachowuje nieumiarkowanie w jedzeniu, również jest formą braku szacunku do drugiego człowieka. Który to człowiek od Twojej pogardy się nie zmieni. Jeśli już wybieramy opcję wakacji z biurem podróży, przygotujmy się na to, że będą tam inni ludzie. Różni od nas. Którzy też przyjechali odpocząć po swojemu i po prostu dobrze się bawić. Szanujmy to, szanujmy ich styl życia. Wyluzujmy, wypoczywajmy i dajmy wypocząć innym. Nie czujmy się od kogoś lepsi. Bo może wcale nie jesteśmy? Interweniujmy gdy próbują dewastować zabytki albo swoim zachowaniem naruszają naszą i innych przestrzeń. Ale nie wyśmiewajmy się z czyjegoś lifestajlu. To po prostu nie wypada. Zresztą, kto powiedział, że Twój oświecony lifestajl jest lepszy? Bo masz modniejsze ciuchy i mówisz biegle po angielsku? Bo nie klaszczesz w samolocie?

I na koniec mały lifehack. Nie chcesz z Polakami-Cebulakami? Wykup wycieczkę w zagranicznym biurze podróży. Najlepiej niemieckim. Może będzie drożej, ale za to obcować będziesz wyłącznie z kulturą wysoką i jeszcze wyższą.

A. I nigdy nie zrozumiem co jest takiego złego w sakwie na pas? Że pieniądze i dokumenty są w niej bezpieczniejsze niż w plecaku albo kieszeni? A wiem. Nie jest modna. To spokojnie. Poczekajmy chwilę, a wszyscy będziemy je nosić, bo jakiś super-ważny projektant z Nowego Jorku uzna ją za masthew każdego szanującego się człowieka.

UWAGA!

Wpis ilustruje zdjęcie Pawła z naszego poślubnego all incluzive z Egiptu. Trochę się na mnie gniewał, że wykorzystuję jego wizerunek przy tekście o kubotach, ale ja po prostu bardzo lubię tę fotografię i jakoś mi tak tu pasowała 😉

  • Świetny tekst, który idealnie oddaje moją opinię na ten sam temat. Sama podczas pobytu za granicą często widziałam, że obcokrajowcy zachowywali się gorzej niż Polacy. To chyba cechy charakteru a nie narodowości. Dodam tylko, że to mit, że tylko Polacy klaszczą w samolocie. Co więcej – inne narodowości traktują to jako coś pozytywnego, a nie obciachowego. Zaskoczyło mnie to jak oglądałam vloga jednej zagranicznej youtuberki – leciała z Londynu do Argentyny i pokazała moment lądowania i tam też klaskali, ona z mężem również i wypowiadali się o tym zwyczaju pozytywnie.

    • To mnie zaskoczyłaś z tym klaskaniem, bo byłam przekonana, że to faktycznie typowe dla Polaków. Nie mam za sobą jakiejś wielkiej ilości lotów, ale raz mi się zdarzyło lecieć na inny kontynent z przesiadką w Stambule. I na trasie Warszawa-Stambuł oklaski były (mimo że lot był krótki), a na trasie Stambuł-Osaka już nie 😉 Ale to był tylko jeden raz, musiałby się wypowiedzieć ktoś kto lata często 🙂 Gdzieś też słyszałam, że klaszcze się po trudnym locie, żeby docenić pilotów.

      Tak czy inaczej – jak ktoś lubi klaskać – niech sobie klaszcze do woli 😀

  • Nie jeżdżę na zorganizowane wyjazdy a w wczasowiczach wszelkich maści denerwuje mnie to, że czują się królami kurortów. Chodzą po jezdni i ścieżkach rowerowych, rozdeptują wydmy, śmiecą. W czasie sezonu najchętniej wyjeżdżam, tam, gdzie nie ma ruchu, by nie musieć się z tym typem ludzi spotykać.

  • To prawda, że inne narody też robią wiochę, Niemcy są okropni na wakacjach, Anglicy też. Może po prostu to typowe dla zachodniego stylu życia – spuszczeni z korporacyjnej smyczy mamy potrzebę odreagować w tak ohydny sposób? Choć Polacy są chyba jednymi z nielicznych, którzy wydają górę siana na wycieczkę po to, żeby wynajdywać dziurę w całym i narzekać po powrocie, jak było beznadziejnie, jak to brudno i biednie i przereklamowane i jak to trzeba było jechać na działkę do Kryśki. Nie, że czuję się lepsza, raczej czuję się w jakiś dziwny sposób zaintrygowana tym sposobem myślenia – jak to w ogóle możliwe, być w jakimś bajkowym miejscu i przywieźć same złe wspomnienia? Na szczęście to dotyczy głównie wycieczek z biur podróży, a Polacy podróżujący na własną rękę jakoś magicznym sposobem ani nie robią wiochy, ani nie narzekają. A co do klaskania, to w tym roku jak leciałam z Polski i wracałam do Polski to nikt nie klaskał, może już przeczytali w internecie że to passe ;(

    • To fakt, że marudzimy, zwłaszcza widać to kiedy przegląda się opinie o hotelach na stronach biur podróży. Moim hitem był pan, który przeżywał, że jedzenie w hotelu obrzydliwe, ale na szczęście obok było KFC. No cóż, tak jak napisałam – jego prawo 😀 Ale czy tylko Polacy narzekają? Tego nie wiem 🙂

  • Świetny wpis! Dużo obcokrajowców zachowuje się podobnie, albo i gorzej, zwiedziłam pół świata i co prawda można „wyhaczyć” z grona „złych” tych gorszych od jeszcze gorszych według narodowości, ale to bez znaczenia. 🙂 Zgadzam się, że każdy ma prawo do robienia na wakacjach tego czego chce, ubierania skarpet do sandałów i obcisłych kąpielówek. Nic nam do tego! ALE…. jeśli ja zachowuję się przyzwoicie i szanuję innych, to niech i inni szanują mnie…Chodzi mi przede wszystkim o SŁOWNICTWO!! Za KAŻDYM razem kiedy spotykam Polaków, rozpoznaję ich po jednym magicznym słowie: „Ku*wa”…. K…. tu, K…. tam…. co drugi wyraz K….. Będąc w jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi „Horseshoe bend”w Arizonie, słuchałam ciszy, delektowałam się widokami… a tu nagle z daleka jak grom z jasnego nieba dochodzi głos: „JA PIER***Ę, o KUR**, widzisz to, o ja pier***, zaje***, kur***, ochu**eć można, taki kur** widok!!!! ja pier*****!!!!!!!!!!!!!!!” i chwała Bogu, że Mickiewicz nie używał takiego języka do opisów przyrody w Panu Tadeuszu :))) czasami przekląć trzeba, ale to już przesada! 🙂 Dla mnie to właśnie brak szacunku…

    • Tak. Też uważam publiczne przeklinanie za objaw braku szacunku. Na usprawiedliwienie pana z Arizony można powiedzieć tylko, że zapewne nie spodziewał się, że ktoś w okolicy zrozumie jego dziki zachwyt 😉

%d bloggers like this: