Gdzie jechać na wakacje, czyli moje podróżnicze cele

925419 - EAT PRAY LOVE

Ostatnio dużo podróżuję… w snach. Odwiedzam magiczne świątynie, niezwykłe, orientalne miasta, tajemnicze lasy i nieznane kontynenty. Serio, prawie co noc śnią mi się podróże… Pewnie dlatego, że jestem mocno wyposzczona – ostatni porządny wyjazd odbyłam ponad rok temu! Ciąża, która przebiegała nie do końca tak jak powinna, skutecznie uziemiła mnie w domu i sprawiła, że najdalszą wycieczką był ostatnio spacer po Sobieszewie 😉 Nie narzekam jednak, bo moja nagroda grzecznie śpi koło mnie (a doprowadzenie do tego stanu zajęło mi zaledwie pięć godzin…). I powoli, powoli zaczynam planowanie kolejnych wojaży. Zapewne zainspirowana moimi snami, jestem coraz odważniejsza i w swoich myślach tworzę listę podróżniczych marzeń, celów, inspiracji. Tworzę i ku publicznej uciesze, publikuję na blogu. Może kogoś zainspiruję?

1. Zamek hrabiego Draculi w Transylwanii

Rumunia nie jest chyba najpopularniejszym kierunkiem podróżniczym na świecie. I bardzo dobrze! Bo mi wizyta w przepięknym Siedmiogrodzie (zwróćcie uwagę, że obie nazwy tego regionu mają w sobie niezwykłą wprost magię) marzy mi od dawna, a tłumów w sumie nie lubię. Otoczony lasami, tajemniczy zamek w Branie (taka pseudo siedziba Vlada Palownika, czyli Draculi) przyciąga jakąś niezwykłą, wampiryczną siłą…

346349.1

2. Jarmarki bożonarodzeniowe w Berlinie

Choć nie jestem jakąś wielką fanką świąt w typowo polskim wydaniu (siedzenie, jedzenie, nudzenie się, jedzenie, siedzenie, bla bla bla) to zawsze daję się ponieść tandetnej i kiczowatej atmosferze wszechobecnej przed Bożym Narodzeniem. A mam nieodparte wrażenie, że podczas świątecznych jarmarków w Berlinie odczuję ją z całą mocą! Oprócz tego wyjazd do kolorowego i kosmopolitycznego Berlina (do którego z Gdańska nie jest znowu tak daleko) od kilku lat pozostaje w sferze celów na najbliższy czas. Jak widać, bezskutecznie… Muszę to zmienić!

3. Bożonarodzeniowy czilałt w Kenii

Tak właśnie. Na początku grudnia chciałabym pojechać do Berlina na jarmarki, a na święta i Sylwestra uciec gdzieś, gdzie jest ciepło, przyroda jest piękna i niezwykła, a przede wszystkim nikt nie każe mi zachrzaniać przez tydzień w kuchni, a przez następne dwa dni siedzieć i jeść tłuste mięcho zagryzane bigosem. Kenia, z jej cudną przyrodą, zadbanymi hotelami (normalnie jestem fanką zwiedzania na dziko, bez biur podróży, ale to Boże Narodzenie to bym chciała jednak spędzić na totalnym czilałcie) pasuje idealnie. Safari, rafy koralowe i drinki z palemką (dużo drinków z palemką). Bubert zostaje z dziadkami, a że jest jeszcze mały, to nie będzie pamiętał, jak wyrodni rodzice zostawili go na święta. Druga opcja wyjazdu – Bubert jest już dorosły, też bojkotuje święta i jedzie w tym czasie z kumplami na narty.

326236.1

4. Naleśnik gigant w Chacie Wędrowca

Czyli bieszczadzki szlagier w pełnej krasie. Ach jak mi się śnią lekko nostalgiczne wędrówki z plecakiem. Bardzo lubię chodzić po górach, a ostatnimi czasy robiłam to zdecydowanie za rzadko i bardzo do tego tęsknię. Może w tym roku się uda, choć okoliczności niestety z dnia na dzień wydają się coraz mniej sprzyjające.

5. Przejazd Koleją Transsyberyjską

Marzenie, które zrodziło się trochę z chęci przeżycia wielkiej, romantycznej przygody, trochę z fascynacji literaturą rosyjską, trochę dlatego, że Rosję bardzo, bardzo chciałabym od środka poznać. Jednak zamiast jechać główną trasą do Władywostoku, zjadę sobie trasą transmongolską prosto do…

271601.1

6. Zakazanego Miasta w Pekinie

Chiny to dla mnie taki trochę kraj-zagadka. Z jednej strony nowoczesność i rozbuchana gospodarka, z drugiej fascynująca kultura, tak odmienna od naszej, europejskiej. Wiele się mówi o łamaniu praw człowieka, a jeszcze więcej o specyficznej azjatyckiej mentalności, która osobom z naszego kręgu kulturowego może wydać się naprawdę dziwna. Nie mam przed oczami jasnego i klarownego obrazu Chin, dlatego chciałabym je poznać. Bez biura podróży, bez utartych ścieżek, bez dogmatów.

7. Spacer śladami Carrie Bradshaw i Woody’ego Allena w Nowym Jorku

W Nowym Jorku dzieje się akcja mojego ukochanego serialu (Sex and the city) i mojego absolutnie ukochanego filmu (Annie Hall). To właściwie wystarczy. Wiem, że rzeczywistość jest inna niż na ekranie, wiem, że prawdopodobnie bardzo się rozczaruję. Ale muszę, po prostu muszę kiedyś udać się śladami Carrie Bradshaw na baaardzo długi spacer po tym niezwykłym mieście.

Annie-Hall-3

8. Samochodowo-kulinarna wycieczka po Włoszech

Ze szczególnym uwzględnieniem południa i Sycylii. Jest to zdecydowanie moje największe marzenie. Spędzić miesiąc na intensywnym zwiedzaniu niezwykłych zabytków, chłonięciu klimatu małych włoskich miasteczek, podziwianiu śródziemnomorskiej przyrody, piciu wina i jedzeniu, jedzeniu, jedzeniu, jedzeniu. W mojej ukochanej Italii byłam już dobrych kilka razy, ale każdy z nich był zbyt krótki, zbyt mało świadomy i zdecydowanie zbyt mało kulinarny.


A Wy jakie macie wymarzone kierunki podróży? O czym skrycie myślicie przed snem i na co zbieracie swoje zaskórniaki?

PS. Ponieważ w (prawie) żadnym z tych miejsc nie byłam, więc dzisiejszy wpis ilustrują fotografie z różnych fajnych (i mniej fajnych) filmów 😉

  • Podróż Koleją Transsyberyjską polecam bez ani sekundy wahania – byłem i stanowczo uważam że to jedna z najlepszych wycieczek na jakie się wybrałem:) Też skręciłem do Chin, zaliczając nocleg na stepie w Mongolii. Przeżycie warte każdej złotówki:)
    Moim wymarzonym miejscem do odwiedzenia jest Japonia. Niespełnione wciąż marzenie ale liczę że kiedyś się uda:)

    • W Japonii miałam szczęście być i to faktycznie jest niezwykły kraj 🙂 Byłam w Kioto, Osace, Narze i na Koyasan. Nie starczyło mi czasu i pieniędzy na Tokio i bardzo bym chciała tam wrócić 🙂

  • Ola

    To mamy podobne marzenia. Zamek Draculi jak najbardziej (ogólnie chętnie wybiorę się do całej Rumunii); kiedyś bardzo chciałam wybrać się w podróż Koleją Transsyberyjską (trochę mi to już przeszło); Chiny – baaardzo; Japonia to przede wszystkim marzenie mojego męża; na wyjazd do Nowego Jorku i wycieczkę po Stanach właśnie zaczynamy zbierać pieniążki i w przyszłym roku ruszamy; z Włoch właśnie wróciłam i jest to mój ukochany kraj (znam głównie to, co na północ od Rzymu, o południu rozmyślam dniami i nocami, szczególnie właśnie o takiej wycieczce samochodowej); do Kenii też chcemy – nawet się już wybieraliśmy, ale zmieniliśmy kierunek na Tajlandię.

    A największe marzenie – Wietnam 😀

    Najfajniejsze jest to, że jak się troszkę przyoszczędzi to można wybrać się wszędzie i wcale nie trzeba być super bogatym. Trzeba to po prostu wszystko z głową wykombinować 🙂

    Życzę spełnienia wszystkich podróżniczych marzeń!

%d bloggers like this: