Muchy latają w lutym

guguły

Nike 2015. Dwadzieścia książek. We wrześniu lista zawęzi się do siedmiu. Wydaje się, że te nominacje stanowią swego rodzaju drogowskaz; znak mówiący: to nie jest byle co, to ma jakąś wartość. Podążając więc tą ścieżką, sięgnęłam po kolejną nominowaną pozycję – Guguły Wioletty Grzegorzewskiej.

Migawki z dzieciństwa

Ni to powieść, ni to zbiór opowiadań, nowelek, scen. Krótka, cienka książeczka – taka do połknięcia w jeden wieczór; zbiór wspomnień z dojrzewania na polskiej peerelowskiej wsi w latach osiemdziesiątych. Ułożony mniej więcej chronologicznie, a więc od narodzin do momentu zwrotnego w życiu – tego, który sprawia, że stajesz się dorosły. Brak tu akcji, brak fabuły, brak wyraźnie zarysowanych bohaterów. Ludzie występujący w Gugułach to trochę widma, cienie wydobywane z pamięci. Guguły to takie migawki z dzieciństwa.

Proza z lekką nutką poezji

Chyba największą zaletą książki jest jej język. Prosty, subtelny, trochę poetycki, bardzo przyjemny w odbiorze. Autorka dotychczas pisała głównie poezję i to się w Gugułach czuje, nie tylko w warstwie językowej. Sposób opisywania świata przez autorkę jest podobny do języka którym się posługuje. To taka proza z lekką nutką poezji – prosta i subtelna, w której każde słowo ma znaczenie. Rzeczy się po prostu zdarzają, a nad wszystkim latają tłuste muchy. Nawet zimą.

Wspomnień czar

Niewątpliwą atrakcją tej powieści (?) jest możliwość współdzielenia z autorką wspomnień. Dla mnie, osoby młodszej, wychowanej w dużym mieście, w latach dziewięćdziesiątych (z wcześniejszego okresu właściwie nic nie pamiętam) ten walor nie istnieje, ale jeśli ktoś wychowywał się na wsi, to z pewnością nie raz westchnie sobie przy Gugułach z rozrzewnieniem. Grzegorzewska oddała fantastycznie klimat polskiej wsi, widzianej oczami dziecka i nastolatki. 


Guguły to nie jest książka, bez której nie można żyć. To nie jest książka, która robi piorunujące wrażenie. To nie jest książka, którą pamięta się długo i mocno. Jednak ta delikatna forma, utkana jakby z pajęczej nici i wiecznie słyszalne bzyczenie much sprawiają, że czas z nią spędzony ma swój urok i jest bardzo przyjemny. Tylko tyle i aż tyle.

Moja ocena: 7/10

%d bloggers like this: