Lista rzeczy, które koniecznie chcę zrobić latem!

lato_cele

O ile Bubert mi pozwoli 😉

Lato w pełni, a ja dopiero powoli zaczynam z niego korzystać. Wiem już, że na pewno będzie ono wyjątkowe, bo pierwsze w czwórkę (tak, do rodziny wliczam też Morrisa!). Lecz żeby nie zatracić siebie w nieustannym grzaniu się w cieniu idealnego potomka, stworzyłam listę MOICH celów wakacyjnych. Dzieli się ona na części: hedonistyczną, podróżniczą, rozwojową i kulturalną. Nie ma tego wiele, a i ja nie wymieniam tym razem konkretnych liczb i dat, bo to wszystko zrobię dopiero gdy mój syn będzie zdrowy, czysty, najedzony, wybawiony i zadowolony.

Małe przyjemności:

1. Urządzić piknik w parku!

Marzy mi się od dawna. Na ślub (a to już prawie cztery lata minęły) dostaliśmy fantastyczny kosz piknikowy z którego korzystamy zdecydowanie za rzadko. Planuję zrobić pysze jedzenie, którym poczęstuję bliskich (dla siebie zabiorę gotowaną marchew i indyka), koc, książki, gazety, sprzęt do przewijania, aparat fotograficzny i przez kilka godzin pobyczyć się bezrefleksyjnie na trawce.

 DSC_0743

2. Grillować jak najwięcej

Kocham grillowanie. Nawet nie dla samego jedzenia (choć teraz nabiera atrakcyjności, bo mięcho i warzywa to jedne z niewielu rzeczy, które mogę jeść), ale dla tej atmosfery luzu i swobody, tak charakterystycznej dla posiłków odbywanych na powietrzu. Krótkie spodenki, browar, rodzina albo znajomi i wielogodzinne biesiadowanie na łonie natury 🙂 Pierwsze grille tego lata już za mną, chcę więcej!

Podróże:

3. Zwiedzić Dolny Śląsk albo (bardziej hardkorowo) Bieszczady

To dopiero we wrześniu, ale ponieważ wrzesień to też kalendarzowe lato, więc obecność tego punktu na liście jest jak najbardziej uzasadniona. Marzy mi się spokojne zwiedzanie Wrocławia (uwielbiam to miasto i znam je stosunkowo dobrze, ale zawsze chciałam połazić po nim z Pawłem) i odwiedziny na zamku Książ. Z Dolnym Śląskiem walczą jednak Bieszczady w które chcę pojechać już od wielu lat, ale zawsze coś staje na przeszkodzie. Od kiedy zaś zobaczyłam na fejsie zdjęcie znajomych z wędrówki po górach z ich kilkumiesięcznym synkiem, perspektywa tegorocznego wypadu stała się jakby realniejsza.

4. Pojechać na kilka jedno-dwu dniowych wycieczek 

Bardzo lubię wakacyjne weekendy spędzać poza domem. Zawsze tak było – rzadko kiedy siedzieliśmy na miejscu, moja awanturnicza natura zawsze coś tam zakombinowała ;). Teraz nie chcę z tego rezygnować, a w ramach trenowania podróży z dzieckiem, w ten weekend wylądowaliśmy u dziadków w Ustce. Nie jest to może podróżowanie sensu stricto, ale bardzo dobry trening przed poważniejszymi wypadami. W grę wchodzą wszystkie okolice Trójmiasta (a więc przede wszystkim Żuławy, Kaszuby), a także Trójmiasto samo w sobie. Może jakieś leśne szlaki piesze w ramach przygotowań przed Bieszczadami?

Rozwój i dbanie o siebie:

5. Uprawiać sport kilka razy w tygodniu

Jeśli ktoś Wam mówi, że po ciąży trudno zgubić zbędne kilogramy to Was pocieszę – moja waga obecnie, czyli po miesiącu od urodzenia Bubiego pokazuje cztery kilo mniej niż przed ciążą. Wpływ na ten szybki spadek ma z pewnością znaczne ograniczenie diety ze względu na rzekomą alergię ssaka (bo jestem takim hedonistą, że czasem wolę nic nie zjeść, niż zjeść coś co mi nie smakuje), ogromna ilość pracy przy Bubim (pranie, prasowanie, przewijanie, zabawianie, noszenie wózka po schodach, spacery), karmienie piersią oraz duża ilość stresu przez pierwsze trzy tygodnie życia Małego, związana z jego stanem zdrowia. Niby nie ma czego zazdrościć, ale jednak macierzyństwo nie musi wiązać się ze wzrostem wagi.

2014-08-19_1408470288

I choć waga spada, to przed ciążą wyhodowałam spory zapas zbędnych kilogramów, których chciałabym się wreszcie pozbyć. Jednak przede wszystkim bez regularnego ruchu czuję się jak człowiek-flak. Dlatego czekam przepisowe sześć tygodni i biorę się za sport. Zacznę od ćwiczeń w domu z moją ulubioną Mel B, marszobiegów i badmintona w ogródku.

6. Pisać regularnie bloga

No to jest duże wyzwanie 😉 Blog to hobby z którym nie wiążę żadnych oczekiwań. Piszę, bo lubię uporządkować myśli po lekturze, spektaklu czy filmie, bo czasem mnie coś wkurzy i muszę się wyżalić, bo czuję, że mnie to w jakiś sposób rozwija, bo po prostu sprawia mi to dużą frajdę. Jednak nie da się ukryć, że w moim życiu jest sporo spraw dużo ważniejszych i pilniejszych. Dlatego choć mam sporo pomysłów na wpisy (i to nie tylko te paretingowe), to żeby je stworzyć muszę kombinować i żonglować czasem. Wiem też, że z upływem miesięcy, będzie tylko gorzej 😉 Nie chciałabym jednak z pisania rezygnować, dlatego będę się z całych sił starała robić to jak najczęściej i jak najregularniej.

Kultura:

7. Przeczytać jak najwięcej książek nominowanych do Nagrody Literackiej „Nike”

DSC_0696

Jeśli jest jakaś kategoria książek z którymi jestem na bakier, to z pewnością jest to współczesna literatura polska. Bardzo długo w ogóle ją omijałam, z góry uznając rodzimych autorów za mało atrakcyjnych. Ostatnio nieco się to zmieniło, ale nadal może być duuużo lepiej. Dlatego w tym roku listę książek nominowanych do Nike, traktuję jako drogowskaz podpowiadający mi w którą stronę warto się udać, żeby poznać to co naszym kraju najwartościowsze, bez bólu, zgrzytania zębów i wyzywania autora od idiotów-grafomanów. Czy takie sito faktycznie się sprawdzi? Po przeczytaniu Dracha (klik) Szumu (klik) myślę, że nie będzie najgorzej.

8. Obejrzeć spektakl na Scenie Letniej w Orłowie

I w ogóle pójść do teatru w którym nie byłam bodajże od kwietnia, czyli dość długo. Planujemy z Pawłem urządzić sobie niedługo pierwsze prawdziwe wyjście bez Małego. W kinach nie grają nic interesującego, a restauracje nie są ciekawym miejscem dla matek karmiących małych alergików, więc najrozsądniejszą (a dla mnie najatrakcyjniejszą!) opcją wydaje się właśnie wyście do teatru. Mój typ to Jeszcze bardziej zielona gęś na Scenie Letniej Teatru Miejskiego w Gdyni!


No! To teraz jestem ciekawa ile z tych ambitnych planów uda mi się zrealizować 😉 Biorąc pod uwagę, że część już jest w trakcie realizacji (wycieczki, czytanie książek nominowanych do Nike, grillowanie, pisanie bloga, bilety do teatru zarezerwowane, a babcia zaklepana do opieki) jestem pełna optymizmu 😉 A Wy? Macie jakieś ciekawe pomysły na spędzenie lata?

  • Moja lista „to do” na lato również jest długa, mam jednak nadzieję, że uda się chociaż zwiedzić zaplanowane miejsca i dodać kolejne magnesiki na lodówkę. Może tego lata w końcu odważę się w końcu wejść na jakikolwiek statek i popłynąć w rejs. Życzę powodzenia, oby dało się odznaczyć jak najwięcej pozycji z listy 🙂

  • Na jesień zdecydowanie polecam Bieszczady z całą ferią kolorów na Połoninach:) Moja lista wakacyjna jest zdominowana przez aktywny wypoczynek i czytanie.

  • Piękna lista! Mam nadzieje, że wszystko uda Ci się spełnić! U mnie z postanowieniami jest niestety tak, że po początkowym „hurra” następuje powolne zapomnienie… 😉

%d bloggers like this: