Kalejdoskop czerwcowy

DSC_0276

… czyli o tym, jak to właściwie jest zostać matką 😀

W czerwcu, a konkretnie 2 czerwca o godzinie 15:00, wydarzyła się jedna bardzo ważna rzecz, która zgodnie z oczekiwaniami wywróciła nasze spokojne życie do góry nogami. Poza tym znamiennym w skutki wydarzeniem nie działo się wiele, jeśli nie liczyć analizy składu kup noworodka, restrykcyjnej diety matki karmiącej w związku z wyżej wymienioną kupą (pisząc to jem na śniadanie kaszę jaglaną z własnoręcznie pieczoną szyną, bezglutenowy chleb niestety tym razem nie wyszedł i wylądował w śmietniku…) i oczywiście pobytem w szpitalu, który ze względu na infekcję Bubiego wydłużył się zbyt mocno. Taki lifestyle, że tylko zazdrościć 😉 Ale do rzeczy!

DSC_0001

1. Szpital Copernicus w Gdańsku

Nie polecam. Pomijając już takie urocze szczegóły jak totalnie zagrzybione sale w których leżą matki i noworodki, możliwość oglądania dziecka przez ojca wyłącznie za szybą i przez chwilę, codziennie identyczne posiłki (leżałam tam dwa tygodnie, więc mam podstawy by narzekać), średnio zaangażowane w pracę położne, to pacjentka w tym szpitalu jest traktowana źle. Dlaczego? Mam dwa podstawowe zarzuty (i dziesięć innych o których nie będę pisać, bo dotyczą już konkretnych decyzji medycznych z którymi nie do końca się zgadzam, ale jako laik nie będę się wymądrzać). Po pierwsze tuż po samym porodzie straciłam bardzo, bardzo dużo krwi. Mówili mi o tym lekarze i to kilka razy, w tym w czasie obchodów – stąd wiem. Po porodzie czułam się strasznie. Tak strasznie, że nie byłam w stanie zajmować się (całkowicie samodzielnie, bo przecież ojca nie wpuszczają) własnym dzieckiem. Naprawdę mogłam mu zrobić krzywdę. Kiedy następnego dnia okazało się, że Bubi jest chory wpadłam w jakiś amok, nic do mnie nie docierało, bałam się strasznie (a przecież infekcje u noworodków się zdarzają i kończą się dobrze). Nie byłam sobą, tylko niemyślącym i niekojarzącym faktów zombie. Po dwóch dniach (!) takiej męczarni geniuszom lekarzom przyszło do głowy (albo był to rutynowy czas takiego badania – też możliwe) zrobić mi morfologię. Po odebraniu wyników wszyscy (lekarze, położne) bardzo dziwili się, że jeszcze mogę chodzić i że nadzwyczaj dobrze wyglądam… Zapadła decyzja o przetoczeniu mi dwóch jednostek krwi i podaniu żelaza (po dwóch dobach od porodu w czasie którego straciłam ogromną ilość krwi!) po których poczułam się zupełnie inaczej – nadal byłam zestresowana i zamroczona, ale zaczęłam myśleć logicznie i dawałam radę podnieść własne dziecko bez wysiłku. I pozostaje tylko pytanie: dlaczego nie sprawdzono tego wcześniej? Dlaczego nikt się nie zainteresował czy daję radę opiekować się Bubim (a przecież nie dawałam rady, ale wstyd mi było poprosić o pomoc, bo… nie myślałam logicznie)?

Drugi zarzut to sposób informowania pacjentki (czyli mnie) o ryzykach związanych z planowanym zabiegiem. Taka informacja należy się pacjentowi jak psu miska. Jeśli już nawet nie ze względu na zdrowy rozsądek, ludzkie podejście do drugiego człowieka, to choćby ze względu na treść przepisów. Otóż w szpitalu Copernicus uzyskanie takiej informacji graniczy z cudem, a pacjentka która śmie pytać i mieć wątpliwości jest traktowana jak roszczeniowa kretynka, która kwestionuje słowa jaśnie oświeconych lekarzy-bogów. Trafiłam na patologię ciąży w czwartek wieczorem. Właściwie już wtedy zapadła decyzja o wywoływaniu porodu. Decyzja, która budziła moje bardzo poważne wątpliwości. Przez cztery dni (!) bezskutecznie próbowałam dowiedzieć się dlaczego właściwie chcą to robić, nie dając mi możliwości naturalnego porodu, a na moje powtarzające się pytania dotyczące komplikacji wywołanych podaniem sztucznej oksytocyny otrzymałam odpowiedź na sali porodowej, kiedy już byłam podłączona do kroplówki z hormonem. Wcześniej nikt mi tego nie chciał wytłumaczyć albo bagatelizowano moje obawy (które po rozmowie z lekarzem na sali porodowej okazały się jak najbardziej słuszne). Fajnie?

2. Przy dziecku można dalej dużo czytać!

Na szczęście koszmar szpitalny się skoczył, wróciliśmy do domu i spędziliśmy razem cudowne trzy tygodnie, podczas których ku mojemu wielkiemu zdziwieniu udało mi się przeczytać trzy książki!

Jedwabnika autorstwa Roberta Galbraitha (czyli mamy Harrego Pottera pod pseudonimem) oceniam średnio. W kryminałach cenię przede wszystkim wartką akcję i intrygę, a tu mi tego trochę zabrakło.

2014-04-30_1398887550

Przeczytałam również Strach i tym samym skończyłam z wielkim żalem genialny cykl Anatolija Rybakowa o Związku Radzieckim w latach trzydziestych i terrorze stalinowskim. To wspaniale napisana, wciągająca powieść w czterech częściach, które wydano w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych (dwa tomy Dzieci Arbatu, Trzydziesty piąty i później oraz Strach) oparta na wątkach biograficznych autora i do tego opisująca fascynujący mnie temat (totalitaryzmy z początku dwudziestego wieku od zawsze mnie interesowały). Polecam ją bardzo każdemu i niech nie zwiedzie Was jej niepozorny wygląd.

O trzeciej książce (Szum Magdaleny Tulli) postaram się napisać więcej w najbliższym czasie, jako że przeczytana została w ramach akcji czytania pozycji nominowanych do nagrody najki 😉

3. Co jeść kiedy nic nie można jeść?

I nie bardzo ma się czas i ochotę na kombinowanie i gotowanie egzotycznych przysmaków? Nie wiem. Od ponad tygodnia nie jem nabiału i glutenu, ograniczam też warzywa i owoce do tych potencjalnie mniej alergizujących. Jest to moja pierwsza taka dieta w życiu (!), podczas której nie ograniczam ilość niektórych produktów, ale ich po prostu nie jem. Takiemu hedoniście jak ja jest z tym wyjątkowo ciężko. Oczyma wyobraźni widzę siebie za parę miesięcy (albo szybciej jeśli okaże się po badaniach, że Bubi w ogóle nie powinien jeść laktozy i tym samym mojego mleka) za stołem zastawionym wielką włoską pizzą z pikantnym salami, winem, piwem, serami z pszenną bagietką, ciastami, tortami i … ach…. Rozmarzyłam się 😉 A tak serio, to może znacie jakieś blogi albo strony internetowe z przepisami na smaczne i szybkie(!) potrawy bez przetworów mlecznych i glutenu?

4. Mój cudowny syn i mój cudowny kot!

Bubert jest najlepszą rekompensatą za cierpienia szpitalno-dietetyczno-porodowe. Jest mądry, kochany, przezabawny, z dnia na dzień umie coraz więcej i coraz bardziej wciąga go świat dookoła. Do tego potrafi przespać całą noc, a że pięknie przybiera na wadze, to chłopaka nie budzimy. Normalnie cud nie dziecko!

Moje chłopaki!

Moje chłopaki razem!

A Morris mnie zaskoczył. Myślałam, że się na nas obrazi, że będzie zazdrosny, przerażony, sfrustrowany. Nic z tych rzeczy. Między moimi chłopakami zapowiada się super przyjaźń. A to zasługuje chyba nawet na osobny wpis 🙂

5. Migawki z maja i czerwca

Nie ma tego dużo – mój nowy telefon z dobrym aparatem się zepsuł, stary zaś robi zdjęcia o jakości lodówkowej, więc niezbyt chętnie go używam.

Morris uzurpator!

Morris uzurpator!

Bubert obżartuch ;)

Bubert obżartuch 😉

Ikona św. Huberta - magiczny prezent od prababci :)

Ikona św. Huberta – magiczny prezent od prababci 🙂

Książki, książki, książki:

Majowe zakupy. Ostatnio dość sprawnie idzie mi czytanie nowo nabytych książek - z tego stosu przeczytałam już dwie, a jestem w trakcie czytania trzeciej.

Majowe zakupy. Ostatnio dość sprawnie idzie mi czytanie nowo nabytych książek – z tego stosu przeczytałam już dwie, a jestem w trakcie czytania trzeciej.

Murakami, Twardoch i Tołstoj. Od kilku tygodni smakuję powoli "Wojnę i pokój". Fantastyczna powieść, ale skończę ją pewnie za parę miesięcy ;)

Murakami, Twardoch i Tołstoj. Od kilku tygodni smakuję powoli „Wojnę i pokój”. Fantastyczna powieść, ale skończę ją pewnie za parę miesięcy 😉

Puzzle skończylibyśmy przed porodem gdyby nie szpital, a tak nadal czekają na skończenie...

Puzzle skończylibyśmy przed porodem gdyby nie szpital, a tak nadal czekają na swój moment…

A na koniec smutne wspomnienie czasów, kiedy jeszcze mogłam jeść jak człowiek:

2015-05-03_1430648774

2015-05-05_1430815332

2015-05-17_1431856987

  • Gratulacje!! :)) Piękny miesiąc ten czerwiec u Ciebie 🙂

  • Monika

    Fajnie masz no może oprócz tej diety . Ja czekam na magiczny wrzesień i kompletuje pieluszki

    • Na szczęście bycie na diecie, kiedy ma się taką motywację nie jest szczególnie trudne 😉 Powodzenia w kompletowaniu wyprawki!

  • Jenyyy a ja to przegapiłam, no gratuluję pięknego potomka, serio jest moc!!:)) Jeżeli chodzi o te potrawy sprawdź koniecznie moje ukochane medytujemy.pl , przesympatyczna para to prowadzi, dziewczyna ma małe dziecko i dają radę to gotować i jeść, odżywiam się podobnie i potwierdzam że nie są to kłopotliwe potrawy do wielogodzinnego stania przy garach:) A ze szpitalem to byłam ostatnio – też na oddziale gin – i wiem dobrze o czym mówisz. Jedzenie trzeba sobie załatwiać z zewnątrz żeby nie zginąć marnie z głodu, nikt nic nie tłumaczy, jak sama nie wyłapiesz że ktoś popełnił błąd w twojej sprawie to nikt inny tego nie zauważy, jeszcze do tego potrafią zapomnieć o tobie i leż sobie tak… Ale wiesz, ważne że wszystko się dobrze skończyło:) Cudownego masz syna 🙂

    • Dziękuję 🙂 A strona jest genialna! Już wypatrzyłam kilka przepisów, które mogę (ewentualnie z małymi modyfikacjami) wypróbować 😀

  • gratulacje! wspaniały miesiąc, który zapamiętasz do końca życia. Niech maluch rośnie zdrowo! Nie wpadłabym na to, że przy takim maluszku przeczytasz aż tyle, podoba mi się to!

%d bloggers like this: