Jak chodzić tanio do teatru?

Często słyszę słowa: nie chodzę do teatru, bo teatr jest za drogi. I wiecie co? Choć uwielbiam teatr, to nie mogę się z tym nie zgodzić. 40-50 złotych za jeden bilet, na często przeciętne spektakle to całkiem sporo pieniędzy. Dla dwóch osób to już prawie 100 zł, czyli wyjście na obiad do restauracji, trzy książki w księgarni (i cała siata w antykwariacie), jednodniowa wycieczka za miasto albo coś do ubrania.

Jeśli sztuka, którą wybieram, była arcydziełem lub co najmniej kawałkiem dobrego teatralnego rzemiosła, to pół biedy, wydane pieniądze można przeboleć. Jednak po pierwsze: nigdy nie wiemy, czy przedstawienie się nam spodoba. Po drugie, ja na przykład przepadam za teatrem w ogóle, nawet jeśli to co oglądam jest średnie i tak mam dużą frajdę. Lubię ten bezpośredni kontakt z aktorami, dynamikę spektaklu, który rozgrywa się na żywo, sam klimat i drinki w przerwie 🙂 Po prostu takie spędzanie wolnego czasu sprawia mi ogromną frajdę! Jednak za samą przyjemność miłego spędzenia wieczoru podstawowa cena biletu jest dla mnie nieco zbyt wysoka. Może gdybym odwiedzała teatr raz na pół roku? Jednak nawet wtedy nie warto przepłacać! Dlatego też od dawna szukam sposobów na to, żeby pójść do teatru taniej. A dziś postanowiłam się z Wami nimi podzielić!

1. Wejściówki.

Oczywista oczywistość z której… jeszcze nigdy nie korzystałam! No może kiedyś, raz, dawno temu. Ale skorzystać zamierzam 😉 Myk polega na tym, że nie kupujemy konkretnego, numerowanego miejsca, tylko stojące, na kilkadziesiąt minut przed spektaklem. Wchodzimy, czekamy na zamknięcie drzwi, patrzymy co jest wolne i siadamy. Zawsze zdarzy się ktoś, kto po prostu na spektakl nie przyjdzie, bo na przykład zachoruje. W ten sposób możemy siedzieć w naprawdę fajnym miejscu, za śmieszne pieniądze (przykładowo, w Teatrze Wybrzeże wejściówki kosztują 15 zł). W różnych teatrach różne są zasady ich nabywania (nie każdy teatr przewiduje taką możliwość!). W razie wątpliwości najlepiej sprawdzić na stronie internetowej albo zadzwonić 🙂

Plus: cena, cena, cena. I możemy dostać się na najbardziej oblegane spektakle oraz zdobyć całkiem niezłe miejsce. Już parę razy zdarzyło mi się, że osoba z wejściówką miała lepszy widok niż ja :).

Minus: nie mamy gwarancji miejsca siedzącego, ani w ogóle dostania wejściówki (ich ilość jest limitowana) i możemy odejść sprzed kasy z podkulonym ogonem. Nie jest to też najlepszy sposób na randkę ani wspólną teatralną wyprawę z babcią. Brak pewności co do warunków w jakich będziemy oglądać przedstawienie (oraz czy będziemy je oglądać) wyklucza też z wejściówkowego biznesu marudne kobiety w ciąży.

2. Newslettery teatrów.

Prosta sprawa. Subskrybujesz newsletter. Dostajesz na maila wszystkie istotne informacje, takie jak repertuar oraz aktualne promocje (których w trójmiejskich teatrach jest całkiem sporo). Ostatnio właśnie dzięki newsletterom udaje mi się odwiedzać teatr dużo, dużo taniej. Zdjęcie tytułowe pochodzi ze spektaklu Seans na którym ostatnio byliśmy za pół ceny – wiadomość o promocji z newslettera właśnie 🙂

Plus: dostajemy informacje o wszystkich aktualnych promocjach, często też jako subskrybenci łapiemy się na specjalne oferty.

Minus: niestety promocje zazwyczaj dotyczą spektakli starszych lub mniej popularnych i nie mamy wcale gwarancji, że to, co akurat jest tańsze, będzie nam odpowiadało. Co nie zmienia faktu, że NIE śledzenie newslettera jest moim zdaniem ciężkim frajerstwem.

3. Grupony, grupery, benefity i inne takie.

Swego czasu (czyli mniej więcej rok temu), kiedy korzystałam jeszcze z karty Multisport, zdarzyło mi się kilka razy kupić bilety w systemie zniżkowym Benefitu. Oferta biletów do teatrów w promocyjnych cenach była stosunkowo szeroka i często się zmieniała. Jak jest teraz, nie wiem. Okazyjne ceny biletów można znaleźć też na innych, ogólnodostępnych stronach tego typu, ale żeby trafić na coś ciekawego, sensownego i w naszej okolicy, trzeba mieć zdaje się dużo szczęścia. Co nie znaczy oczywiście, że nie warto sprawdzać, co popularne serwisy zakupów grupowych mają do zaoferowania.

Plusy: obserwowanie portali z grupowymi zakupami nie wiąże się z żadnym dodatkowym wysiłkiem.

Minusy: oferta zniżek jest raczej ograniczona.

4. Stałe akcje promocyjne teatrów.

W gdańskim Teatrze Wybrzeże są to Teatralne Czwartki: na spektakle objęte promocją bilet zawsze kosztuje 20 zł. Czasem udaje się w ten sposób obejrzeć również nowości i hity. Problem natomiast polega na tym, że naprawdę trudno dostać na te przedstawienia bilety i trzeba trzymać mocno rękę na pulsie.

Plusy i minusy: zależą od teatru i konkretnej promocji.

5. Bilety ulgowe.

I nie. Nie tylko dla uczniów i studentów. Zdarza się, że nawet dorośli i pracujący ludzie łapią się na ulgę. W Trójmieście, żeby dostać zniżkę do chyba wszystkich teatrów, trzeba wyrobić sobie kartę biblioteczną (Kartę do Kultury). Warto się zorientować, czy podobny program partnerski nie działa w Waszym mieście.

Plusy: zniżka jest stała i w zasadzie na wszystkie spektakle.

Minusy: raczej nie są to wielkie promocje, w przypadku Karty do Kultury zazwyczaj jest to 5 zł albo 30% taniej od ceny biletu.


A Wy? Znacie jeszcze jakieś sposoby na tanie chodzenie do teatru? Coś pominęłam? 🙂

  • W miastach gdzie są szkoły teatralne działają też teatry studenckie. W Łodzi bilet na taki spektakl to 10 zł 🙂 Wiadomo – gwiazd aktorskich to tam nie zobaczymy, no chyba że przyszłe! Ale jest zabawa i to w trochę bardziej swobodnym klimacie. Są też teatry niezależne, a czasem przy różnych okazjach darmowe spektakle. Dobrze jest polubić wszystkie kulturalne fanpage gdzie mogą takie informacje się pojawiać.
    Ale tak poza tym, to mimo że nie jest to tanio, to nie uważam żeby był to jakiś wydatek nad stan. To takie gadanie ludzi, którym się nie chce. Koncerty też tyle kosztują. A porządny wieczór na mieście rasowego imprezowicza to na miękko potrafi stówkę przekroczyć. Kwestia priorytetów.

    • Masz rację, że często jest to po prostu szukanie wymówek. A przecież wystarczy przyznać się, że teatr kogoś nie interesuje – to żaden grzech 🙂

%d bloggers like this: