Nie musisz być perfekcyjna

nieperfekcyjność

Kilka dni temu oglądaliśmy z Pawłem wywiad z Katarzyną Figurą (lat 53), która opowiadała o swojej nowej sztuce. A ja, zamiast uważnie słuchać, patrzyłam na nią, patrzyłam i w pewnym momencie zupełnie szczerze i spontanicznie wypaliłam: ależ ona staro wygląda! Między mną, a moim mężem zapadła przedłużająca się cisza, którą przerywały tylko dobiegające z telewizora słowa aktorki. Pełne konsternacji milczenie skończył Paweł; no przecież ona wygląda normalnie powiedział mój mądry Misio. No właśnie.

Wydawało mi się zawsze, że jestem osobą rozsądną i trzymającą odpowiedni dystans do siebie i świata. Nie spędzam całych dni przed telewizorem, nie czytuję typowo babskich pism i choć oczywiście, jak większości kobiet, zależy mi na ładnym wyglądzie, nie popadam z tego powodu w paranoję. Dziwiły mnie też zawsze usilne starania niektórych dziewczyn, by osiągnąć perfekcyjną sylwetkę (nie mam tu na myśli walki z nadwagą, tylko z wyimaginowanym centymetrem za dużo w biodrach), perfekcyjną fryzurę (znowu: chodzi mi o spędzanie codziennie godziny w łazience, a nie umycie włosów i ich uczesanie), czy perfekcyjny wizerunek (nie mam nic przeciwko zabawie modą, a raczej robieniu pełnego makijażu przed wyjściem po bułki). Wychodzę z założenia, że mój wygląd ma służyć mi, a nie ja mojemu wyglądowi.

Dlatego też zdziwiły mnie bardzo moje własne, krytyczne i głupie, ale szczere i płynące prosto z serca słowa. Widzę w telewizji zadbaną, elegancką kobietę po pięćdziesiątce, z normalną twarzą kobiety pięćdziesiątce i oskarżam ją o stary wygląd. Ja – w swoim (jak widać błędnym) mniemaniu – ostoja rozsądku i normalności. Chyba jednak nie wszystko ze mną jest w porządku. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego. I doszłam do  wniosku, że problem jest szerszy i bynajmniej nie dotyczy wyłącznie wyglądu zewnętrznego.

My kobiety stawiamy sobie i innym zbyt dużo wymagań.

Chcemy być idealnymi matkami, robić karierę, mieć czyste i zadbane domy, pięknie i modnie wyglądać, doskonale gotować i mieć imponujące hobby. I często nawet jeśli same przed sobą się do tego nie przyznajemy i twierdzimy, że syf w naszym mieszkaniu jest nam obojętny, to po cichu zazdrościmy tym super-zorganizowanym laskom, których doba ma chyba czterdzieści osiem godzin, a na bluzce nie znajdziesz ani jednego zagniecenia. Z drugiej strony, kiedy inna kobieta zaczyna na przykład wyglądać brzydko (co często, jak w kazusie Katarzyny F., znaczy tak naprawdę normalnie) dziwimy się, że można się tak zapuścić. Same cichutko pławiąc się w swoich kompleksach.

Następnie tworzymy wokół siebie iluzję. Aurę sukcesu.

Publikujemy nie do końca zgodne z rzeczywistością posty w mediach społecznościowych i na blogach. W rozmowach z innymi kobietami pozujemy na istne wonderwoman. Marnujemy cenne godziny w łazience i przed lustrem, by osiągnąć efekt idealny. Wydajemy grubą kasę na ciuchy. Wszystko to ma potwierdzić w oczach naszych i innych naszą doskonałość. Perfekcję, która w rzeczywistości nie istnieje.

Bo wiecie w czym tkwi problem? W rzeczywistości tym wymaganiom nie jesteśmy w stanie sprostać. 

Nikt, nigdy nie będzie idealny we wszystkim. To co widzimy na zewnątrz, w realnym życiu, telewizji i internecie to tylko część historii. Część tego co dana osoba chce nam pokazać. Idealny z pozoru związek koleżanki zapewne wcale taki nie jest (bo związków idealnych nie ma), fantastyczna sylwetka sąsiadki najprawdopodobniej jest okupiona wieloma wyrzeczeniami (a to ciastko z kremem z Instagramu tylko powąchała, następnie dała psu), a nasza kuzynka owszem zrobiła karierę, ale nie do końca potrafi ją połączyć z rodzicielstwem (co usilnie stara się ukryć przed światem, opowiadając na prawo i lewo o tym jakie jej dzieci są ultrazajebiste). Nie ma ludzi perfekcyjnych. Nie ma. Inni nie są perfekcyjni i ty też nie będziesz. Nie ma po prostu takiej opcji. Pogódź się z tym. Im szybciej to zrobisz, tym lepiej dla ciebie, bo przestaniesz stawiać sobie i przy okazji innym głupie i nierealne wymagania. Jednak …

… pogodzenie się ze swoimi i innych niedoskonałościami wcale nie znaczy, że mamy żrąc czekoladę, spędzić życie przed telewizorem, olewając naszą pracę, dzieci i partnerów.

Nie o to chodzi w życiu żeby sobie folgować. Ba. Dążenie do ideału jest super i nikogo nie namawiam do bylejakości. Natomiast uważam, że każdy powinien raz jeszcze przemyśleć i ustalić swoje priorytety. A następnie nauczyć się rezygnacji i znaleźć swój złoty środek. Na przykład: nie uważam się za #chujowąpaniądomu (aczkolwiek uwielbiam ten fanpejdż), ale absolutnie nie mam aspiracji żeby zostać panią domu perfekcyjną (pomijając fakt, że słowa pani domu rozumiane w sposób powszechny wzbudzają w moim sfeminizowanym umyśle dreszcze obrzydzenia). Nie uważam żeby sterylny porządek w mieszkaniu był komukolwiek potrzebny do szczęścia. Umiem nawet przyzwoicie gotować, umiem sprzątać i nie toniemy z Pawłem w syfie (zapewne istotny jest tu fakt, że Paweł też umie ugotować i posprzątać!), ale wielokrotnie już zdarzało się nam zostawić w kuchni dziki burdel i bez najmniejszych wyrzutów sumienia pójść spać. Albo udawać, że brudne okna nie istnieją. Wiem też już dziś, że nasze dzieci nie będą żyły w perfekcyjnym domu, gdzie będą spożywały perfekcyjne dwudaniowe obiady, w środę zawsze będzie ciasto ze śliwkami, a w niedzielę jabłecznik. Perfekcyjny dom nie jest moim priorytetem i choć oczywiście nie uważam, że bałagan, czy jedzenie z paczki to droga do szczęścia, to zamierzam tu zachować zdrowy rozsądek. Żadna pani z telewizji nie wmówi mi, że odrobina kurzu w kątach czyni ze mnie gorszą kobietę. Zwyczajnie szkoda mi czasu na dążenie do perfekcji w prowadzeniu domu. Mam w życiu zupełnie inne priorytety! A dom nieidealny nie oznacza automatycznie plantacji grzyba, kolonii karaluchów i codziennych zupek w proszku. Jest gdzieś złoty środek.

Podobnie sprawy się mają z wyglądem zewnętrznym, szczupłą sylwetką, pracą, wychowaniem dzieci i podejściem do mody. Nie możemy być w tym wszystkim doskonali, bo zwyczajnie się nie da. Jeśli ktoś próbuje Wam wmówić co innego: kłamie. Możemy natomiast wybrać sobie w życiu dziedzinę/y w których chcemy być naprawdę świetni i się w nich doskonalić. Naprawdę marzy nam się kariera? Róbmy karierę! Bądźmy w tym co robimy świetni, najlepsi. Ale jeśli sny o wielkiej karierze i pieniądzach są tylko wynikiem presji społecznej i aktualnej mody, to nie warto sobie tym zawracać głowy. Nie każdy zostanie drugim Stevem Jobs’em. I nie powinien to być dla nikogo powód do zmartwień (ale to już chyba temat na oddzielny wpis!).

Różne są drogi w życiu. Różne ścieżki realizowania siebie. Trzeba odnaleźć swoją własną i nią podążać.

I nie dać się zwariować światu. Nie wzdychać ze zgrozą na widok twarzy pięćdziesięcioletniej aktorki, która nie zaklajstrowała twarzy botoksem, że się zapuściła. Bo po pierwsze: to w sumie jej (i jej pracodawców w tym przypadku) sprawa jak wygląda. Po drugie: jeśli chce, może nawet wyglądać brzydko. Może ma inne sprawy na głowie, może jej nie zależy? Jest daleko od współczesnych kanonów urody i takie jest jej prawo. My możemy zacząć komentować czyjś wygląd, kiedy dana osoba zaczyna śmierdzieć i tym samym przeszkadza nam w normalnym funkcjonowaniu. Czyli raczej rzadko.

A jeśli to my chcemy wyglądać jak modelki Victoria’s Secret? Takie nasze prawo. Dążmy więc do celu, ale nie krytykujmy innych, którzy zdecydowali, że szkoda im na perfekcyjny wygląd czasu, bo akurat realizują zupełnie inny cel. Jeśli jesteś matką łączącą życie zawodowe z wychowywaniem dzieci, to naprawdę nie musisz mieć wyrzutów sumienia, że nie masz czasu trenować pięć dni w tygodniu. Nikt nie mówi, że masz się zapuścić i nie dbać o siebie, ale może lepiej od razu uświadomić sobie, że sylwetka Ewy Chodakowskiej nie jest tak naprawdę priorytetem? I trenować dwa dni w tygodniu, ale regularnie? A nie ciskać się, męczyć i frustrować, że nie na wszystko starcza czasu? A cele takie ambitne.

Apeluję.

Do siebie przede wszystkim, ale też do Was, do świata. Odpuśćmy sobie i innym to szalone dążenie do perfekcji. Dajmy sobie samym i światu prawo do bycia nieidealnym. Do pomyłek, do porażek, do zmarszczek, nawet do zupek w proszku, nawet do mówienia głupot! Akceptujmy siebie i innych takimi jacy jesteśmy, tolerujmy wady, niedoskonałości, przeciętność. Skupiajmy się na tym co dla nas naprawdę ważne, pracujmy nad sobą, ale nauczmy się też odpuszczać.

To napisałam ja siedząc w południe w piżamie. Kobieta absolutnie nieprefekcyjna. Ale szczęśliwa. I dążąca do realizacji swoich własnych celów.

A zdjęcie tytułowe ma przypominać, że ta wiosna o którą walczymy jest już blisko!

  • pisane świetnie! Prawdziwe i szczere przemyślenia. Na pewno wezmę to pod uwagę kiedy znów pomyślę tak jak Ty 🙂

  • Dobrze powiedziane! Szkoda tylko, że to nie takie proste… O ile ja osobiście nie mam problemu z przyznaniem się przed sobą do braku perfekcji w niektórych dziedzinach, to już mówienie o tym głośno kompletnie mi nie wychodzi.
    Wiadomo, że świat byłby piękniejszy gdyby wszyscy wszystkich akceptowali, ale to raczej nie wykonalne, chociaż warto próbować 😉

  • Świetny tekst!

  • Bardzo fajnie napisałaś:)
    Ale kurde, Figura naprawdę fatalnie się starzeje! Może to przez kontrast z tym ostrym kociakiem, którym była kiedyś. Bardzo ją lubię, ale nie dziwię się, że Ci się wyrwało.
    Dobrze, że jej wygląd chociaż inspiruje do refleksji 😀

%d bloggers like this: